niedziela, 3 maja 2020

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Ludzcy bogowie - czyli jak Hera „uwiodła" Zeusa

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Ludzcy bogowie - czyli jak Hera „uwiodła" Zeusa:   Starożytni Grecy mieli niezwykle piękną religię, której główną cechą i zaletą był jej antropomorficzny charakter. Z tego właśnie powodu...

Ludzcy bogowie - czyli jak Hera „uwiodła" Zeusa


  Starożytni Grecy mieli niezwykle piękną religię, której główną cechą i zaletą był jej antropomorficzny charakter. Z tego właśnie powodu bogowie olimpijscy ani nie zamierzali, ani nie mogli narzucać ludziom pewnych kodeksów moralnych - jak to robiły i robią inne religie - ponieważ sami bogowie po prostu ich nie mieli.
Wręcz przeciwnie, mieli wszystkie zarówno te paskudne jak i urocze słabości ludzkie, które w rzeczywistości, ze względu na ich boski charakter, naciągali do ostatecznych granic, zarazem je określając. 



   Ten brak określonych i sztywnych ram moralnych, w dużej mierze tłumaczy swobodę i twórczy klimat, w jakim poruszały się starożytne społeczeństwa greckie, nie kultywując idei metafizycznego „zła”, które wywoływałoby ludzki strach, blokując wszelkie myśli i działania poza tymi, które były już znane i zaakceptowane. To samo „poczucie wolności” wyjaśnia świętą gorliwość, z jaką później chrześcijanie niszczyli, każdy najmniejszy ślad tej wyzwalającej, niemoralnej starej religii, która deprawowała ludzi, pozwalając im robić wszystko na co mieli ochotę i co tylko przyszło im do głowy.
Aby zrozumieć, jacy byli starożytni greccy bogowie, co robili, jak dużo humoru mieli i czego - ostatecznie nauczyli ludzi, zobaczmy w jednym z wątków Iliady Homera - jednym z najpopularniejszych w tym cudownym dziele.
Bogowie Olimpu byli podzieleni na dwa obozy, z których połowa popierała Greków, a druga połowa Trojan. Nie było jakiegoś specjalnego powodu dla którego popierali jedną ze stron, po prostu robili to, co uważali za słuszne.


  Tak jak dzisiaj nie ma żadnego prawdziwego powodu, żeby kibice byli podzieleni na fanów jednej lub drugiej drużyny piłkarskiej. Oczywiście w dzisiejszych terminach teologicznych jest to niedopuszczalne. Jeśli Bóg nie ma moralnego kompasu dla swoich czynów (dobro-zło, sprawiedliwość - niesprawiedliwość, prawda-fałsz), to ludzie pod nim, pozostawieni są swojej ocenie, woli, swojemu rozumowi i instynktowi, rzecz nie do pojęcia, we wszystkich kolejnych religiach.
Ale wracajmy do tematu.
Podczas wojny trojańskiej Zeus był po stronie oblężonych Trojan a Hera po stronie Greków. Hera w pewnym momencie chciała odwrócić uwagę Zeusa od wydarzeń wojennych, po to, żeby Posejdon – który też był z Grekami - mógł im w jakiś sposób pomóc. Jakiej innej sztuczki mogła użyć Hera wiedząc, że jej mąż, mimo że bóg, to - za przeproszeniem - pies na kobiety?


  Postanawiała go uwieźć. Nie było to jednak takie łatwe, bo Hera zdawała sobie sprawę, że nie jest już - w oczach Zeusa – tak atrakcyjną kobietą jak kiedyś. Ale od czego bogowie byli bogami i mieli  boską moc. Hera poprosiła Afrodytę o bieliznę, którą dzisiaj - najdelikatniej - nazwalibyśmy nieprzyzwoitą i wyuzdaną. Uzgodniła też z bogiem Hypnosem, że ten  po ich gorącym  akcie seksualnym, ześle na Zeusa zasłużony sen a w tym czasie Posejdon będzie mógł spokojnie działać na korzyść Greków. Jednym słowem zawiązali spisek przeciwko Zeusowi.


  Jak zareagował Zeus? Jak tylko zauważył przymilającą się do niego Herę, nie zastanawiał się długo tylko zaproponował jej, żeby od razu poszli do łóżka - a raczej na łono natury, na łąkę. Żeby pokazać jej jak bardzo ją kocha, zaczął z nią rozmawiać i opowiadać jej o…. swoich byłych kochankach i nieślubnych dzieciach, ktore z nimi spłodził, zapewniając ją równocześnie, że żadnej z nich tak nie pożądał i nie pragnął jak jej w tym momencie.
I zaczął je wymieniać po kolei;  Danai,  Leto, Europa, Alkmena, Lamia, Dimitra, Io, Ajgina itd, itd....
A potem położyli się w koniczynie i uprawiali seks.


   Możecie sobie to wyobrazić ? Facet idzie „do łóżka” z żoną i jako grę wstępną recytuje długą listę swoich kochanek, a ta mimo, że wewnętrznie się gotuje - bo jej chorobliwa zazdrość jest wręcz przysłowiowa -   udaje, że jest tym faktem zachwycona, bo ma w tym swój interes. Czyż nie iście ludzkie zachowanie ?
No i co Ci biedni Grecy mieli robić, jak żyć, mając takich grzesznych i ludzkich bogów ? Jak mieli postępować moralnie skoro takie przykłady szły z góry ?
No ale przynajmniej mieli poczucie humoru.
c.d.n.




poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Kiedy posag był ważniejszy niż miłość.

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Kiedy posag był ważniejszy niż miłość.:   „Mój przyszły zięć mnie zrujnuje - chce dużego posagu - No to go przegoń - No jak ?   Mam pozwolić, żeby córka starą panną   został...

Kiedy posag był ważniejszy niż miłość.


 „Mój przyszły zięć mnie zrujnuje - chce dużego posagu
- No to go przegoń
- No jak ?  Mam pozwolić, żeby córka starą panną została  ?”

   To była klasyczna dyskusja ojców, którzy mieli córki i musieli dać panu młodemu posag, o który prosił a raczej jakiego żądał. Tradycja posagu, która ma swoje korzenie w starożytności, przetrwała do czasów nowożytnych, jako skodyfikowane prawo i była koszmarem dla każdej greckiej rodziny.
Przygotowywanie wiana zaczynało się już praktycznie od dnia narodzin dziewczynki. Gromadzono wełnę, prześcieradła, kołdry, poszewki na poduszki, dywaniki, ubrania i bieliznę. Matki przez lata gorączkowo dziergały na drutach i tkały na krosnach a ojcowie walczyli o zabezpieczenie córkom nieruchomości, a jeśli tego zapewnić nie mogli, oddawali im zwierzęta.
Przekazanie posagu było świętem dla całej wioski.
Tradycyjnie na tydzień przed ślubem, przyjaciółki panny młodej odświeżały, prały i  przygotowywały zgromadzoną dla panny młodej wyprawkę. 


  Wszystkie rzeczy, które rodzina kupiła lub sama wykonała, zbierano w skrzyniach i wysyłano do domu pana młodego. Czwartek był zwykle dniem przeniesienia i była to wielka uroczystość, ponieważ procesja przyjaciół i krewnych, przy dźwiękach muzyki i ludowych przyśpiewek, towarzyszyła posagowi, który był przenoszony na plecach albo załadowany na osły lub muły, czasami wozy, w zależności od jego wielkości. 


 Do dnia ślubu wiano panny młodej było wystawione na widok publiczny, aby sąsiedzi mogli zobaczyć, ocenić i  skomentować dobra zgromadzone  przez rodzinę.
Było to święto dla wioski, ale wielka udręka dla tych młodych kobiet  które często w tamtych latach były traktowane jak produkt na sprzedaż - co było niezwykle upokarzające.


  Zaręczyny i ślub poprzedzały negocjacje, które były oparte na strategii. Pan młody ustalał warunki i jeśli jego propozycja była do przyjęcia, zawierano umowę przedmałżeńską. Oczywiście w najtrudniejszej sytuacji znajdowały się najbiedniejsze rodziny, które nie mogły zapewnić córkom dużego posagu aby je wydać za mąż, co wiązało się z ryzykiem, że dziewczęta „zostaną na półce”, jak się mówi do dziś o niezamężnych kobietach w Grecji.
Z drugiej strony bogaci stawali się bogatsi, ponieważ woleli się bogato ożenić, żeby powiększać swoje i tak już duże majątki.
Posag był głównym czynnikiem, który decydował o małżeństwie. Nieważna była uroda dziewczyny, jej charakter, czy uczucia pana młodego w stosunku do  przyszłej partnerki życiowej, ważny był tylko i wyłącznie posag.
A posag obejmował  wszystko, co zapewniało panu młodemu wygodne życie; od biżuterii i gotówki po mieszkania i ziemię. W większości przypadków umowa była nieoficjalna, dokonywana słownie, ale były też oficjalne umowy posagowe, które były częścią aktu notarialnego.


  Ale zdarzali się, i to wcale nie tak rzadko - o czym rozpisywała się ówczesna prasa -wyłudzacze posagów, oszuści matrymonialni, Złą sławą, w tamtym okresie, cieszył się tak zwany ateński „Arsen Lupen” – bohater powieści „Arystokrata Lopoditis”- który przejmował posagi młodych kobiet a następnie znikał jak kamfora. Kiedy się pojawiał wszyscy byli przekonani, że wygrali los na matrymonialnej loterii; młody, przystojny a przede wszystkim bogaty, z dobrą pozycją w dużej firmie i drogim samochodem, szybko zyskiwał zaufanie swoich potencjalnych ofiar. Sielanka trwała jednak krótko, do momentu kiedy nie położył ręki na posagu…

Arystokrata Lopoditis

  Można też przeczytać w starych gazetach o przypadkach morderstw, kiedy to mąż zabił swoją żonę, ponieważ jej rodzina nie dała mu posagu, który mu obiecano.
Z biegiem czasu ten „prawny obowiązek posagu” zaczął wywoływać silne protesty i różne społeczne kampanie ale prawdziwy bunt przeciwko niemu wybuchł w 17 społecznościach na terenie Rumeli. Kierowany był przez  rolnika o imieniu Kosta Kitsos z wioski Agios Georgios, który sporządził memorandum dla królowej Fryderyki, wzywając ją do podjęcia inicjatywy zniesienia „ posagu”, jako czynnika, który zniewala rodziny i nie daje młodym szans na radość, szczęście i miłość.

  Stopniowo cała Grecja zaczęła się buntować przeciwko „ prawu posagowemu” i pierwsze kroki podjęto w 1978, kiedy powołano specjalną komisję ustawodawczą w celu uchylenia przepisów dotyczących posagu. Komitet odważnie powiedział „nie posagowi” i wezwał do zniesienia tego prawa, mówiąc, że rodzice nie będą musieli dawać posagu dziewczynom, ale zapewnią swoim dzieciom - chłopcom i dziewczętom - wszystkie środki niezbędne do zawarcia  małżeństwa i założenia rodziny.
 Jednak ostateczne zniesienie posagu nastąpiło dopiero w 1983 r. Przynajmniej oficjalnie…
c.d.n.


środa, 22 kwietnia 2020

Zabij kota, wygnaj świnię - średniowieczny przepis na zarazę

   Mówią; w domu wisielca nie mówi się o sznurze a w czasach zarazy o zarazie, ale...nie mogłam się powstrzymać.

   Powszechnie wiadomo, że w ciemnych latach średniowiecza, kiedy ignorancja, głupota i fanatyzm religijny sięgnęły zenitu, rozpoczęto dzikie polowanie na czarownice. Oficjalny kościół - poprzez Świętą Inkwizycję, ale także przestraszone masy niewykształconych ludzi - torturował, a następnie spalił wiele tysięcy kobiet (skazanych magów było znacznie mniej), biorąc je za narzędzia szatana na ziemi.



   To co nie jest powszechnie znane to to, że w tym nieustannym polowaniu na przedstawicieli diabła, większość ofiar nie była dwunożna ...ale czteronożna.
Przez ponad cztery stulecia ludzie w całej Europie, systematycznie krzywdzili i zabijali koty, wierząc, że są demonicznymi stworzeniami. Zwłaszcza czarne koty nie miały szans na przetrwanie, ponieważ nie były uważane za diabelskie zwierzęta, ale za reinkarnacje czarownic, które przybrały tę formę, aby uniknąć kary przedstawicieli Boga.


   Wielu historyków badających wielkie epidemie, które nawiedziły średniowieczną Europę i zdziesiątkowały jej populację, postrzegało pogrom kotów jako kluczowy parametr w przenoszeniu chorób zakaźnych. Powód był prosty: różne formy zarazy, które nawiedzały stary kontynent i przyjęły ogólną nazwę „czarna śmierć”, miały za głównych nosicieli, myszy. Drastyczne zmniejszenie liczby kotów z powodu ich zabijania, doprowadziło do nadmiernego wzrostu populacji myszy, z którymi ludzie nie mieli, oprócz kota, innego sposobu walki - nie było wtedy trucizn dla eksterminacji gryzoni
Zwłaszcza w brudnych miastach klasy średniej ludzie i myszy mieszkali razem.

    Innym zwierzęciem, które według historyków odgrywało pośrednią rolę w rozprzestrzenianiu się epidemii, była świnia (?)
Ze względu na ich rosnącą populację, po XII wieku wiele dekretów, zakazywało wstępu i karmienia świń na ulicach zamkniętych średniowiecznych miast.
Dozwolona była tylko, na potrzeby wielmożów i kawalerii, obecność psów i koni.
Resztę zwierząt hodowano wtedy poza murami i wprowadzono je do miasta tylko w celach handlowych, albo zabijano na miejscu w celu zapewnienia pożywienia mieszkańcom. W przypadku krów, owiec, kóz i drobiu decyzja była słuszna, ale jeżeli chodzi o świnie to sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Ich usunięcie przyczyniło się do szybkiego pogorszenia warunków sanitarnych średniowiecznych miast.
W naszych czasach wydaje się to absurdalne, ale w XII i XIII wieku gęsto zaludnione miasta z wąskimi labiryntowymi uliczkami nie miały wody, kanalizacji ani usług śmieciarskich. Ludzie wyrzucali swoje odchody i śmieci prosto z domów na ulice. Stada wszystkożernych świń pełniły tam wtedy rolę zbieraczy, pożerając wszystkie odpady organiczne wytwarzane przez ludzi, którzy tam mieszkali. Odchody prosiąt mogły brzydko pachnieć, ale nie były zaraźliwe. Przeciwnie, zepsute jedzenie, które zalegało w miastach po usunięciu świń, było źródłem infekcji. Myszy miały pole do popisu.


  Oczywiście ludzie nie wiedzieli tego wszystkiego. Mieszkali w śmieciach z myszami i skazywali koty na śmierć jako narzędzia szatana. Nikt nie wie, czy to błędne przekonanie, że czarny kot przyniesie nieszczęście jak go spotkasz na swojej drodze, powstało w tym okresie, ciemnego średniowiecza. Nie jest wykluczone, że przesądy te istniały wcześniej i tylko były sprytnie  wykorzystane w średniowieczu przez łowców czarownic.
 c.d.n.