piątek, 6 listopada 2015
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak przekupstwo zagroziło demokracji cz.2
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak przekupstwo zagroziło demokracji cz.2: Po obaleniu tyrana Hippiasza, uciekinierzy i wygnańcy wrócili do Aten, wśród nich byli Alkmeonidzi - jeden z najstarszych rodów arysto...
Jak przekupstwo zagroziło demokracji cz.2
Po
obaleniu tyrana Hippiasza, uciekinierzy i wygnańcy wrócili do Aten, wśród nich
byli Alkmeonidzi - jeden z najstarszych rodów arystokratycznych w Atenach - dowodzeni przez Klejstenesa. Ten niezwłocznie ustanowił trzy
pierwsze prawa - przegłosowane w trybie przyspieszonym. Pierwsze, o usuniętciu z list
publicznych wszystkich tych, którzy za czasów Hippiasza nielegalnie uzyskali
status obywateli Aten, drugie, o pozbawieniu praw obywatelskich jego zwolenników
i trzecie - o zakazie tortur.
Ale
w wyborach w 508 r. p.n.e. Klejstenes, wbrew swoim oczekiwaniom, nie został
wybrany archontem, wygrał jego największy rywal, także potomek świetnej
rodziny, przedstawiciel arystokratów – Isagoras. Klejstenes nie zamierzał się jednak
poddać, jako zwykły obywatel odwołał się bezpośrednio do Zgromadzenia Ludowego
i zaproponował całą serię reform. Zgromadzenie uchwaliło propozycje Klejstenesa
błyskawicznie. Ich wynikiem była gruntowana reforma wszystkich instytucji i
powstanie zupełnie nowego systemu politycznego. Poszerzono znacznie krąg
obywateli, wzmocniono uprawnienia ich zgromadzenia, a obradami obywateli
zarządzała tzw. Rada Pięciuset. Było to rok 508 r. p.n.e. pamiętna data - wtedy narodziła się w Atenach Demokracja.
Klejstenes (wersja filmowa)
Isagoras
szybko uświadomił sobie, że jego tytuł archonta w rzeczywistości nie zapewnia
mu żadnej władzy, bo ta przeszła w ręce obywateli. Nie chcąc dłużej być tylko „elementem
dekoracyjnym” uciekł się do najpotężniejszej broni Ateńczyków (!)
Cały
sekret przekupstwa, korupcji, polega na tym, żeby przekupujący wiedział dokładnie
jakie są potrzeby przekupywanego. Czego najbardziej pragnie, czego mu brakuje.
W tej dziedzinie Ateńczycy byli mistrzami. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że
wszystko i każdy ma swoją cenę. Wtedy określano to delikatniej a mianowicie, że
każdy ma jakieś pragnienia. Kapłani delficcy pragnęli pięknej i drogiej
świątyni – dostali ją. A król ? Jakie pragnienia może mieć król ? Isagoras bez
trudu znalazł coś, co zapewniło mu wsparcie zbrojne króla Sparty. Żona
Kleomenesa – króla Sparty – była wówczas
w ciąży, należała do tej kategorii kobiet, o których z trudem można
powiedzieć, że są piękne. Natomiast żona Isagorasa była znaną ze swej urody
pięknością, kiedy Kleomenes zobaczył ją po raz pierwszy, oniemiał, a Isagoras
nie miał żadnych skrupułów. W krótkim czasie, król uległ jej urokom –
delikatnie mówiąc – a Isagoras przejął władzę w Atenach, dzięki pomocy spartańskiego
oręża.
Swoje
nowe rządy rozpoczął od wygnania członków rodu Alkmeonidów z Klejstenesem na
czele. Powód ? Obarczył ich odpowiedzialnością za rzeź zwolenników niejakiego
Kilona – rebelianta z czasów tyranii, to że masakra miała miejsce 130 lat
wcześniej, było tylko nieistotnym szczegółem. I tak Klejstenes znowu stał się wygnańcem, a
Isagoras przekonał króla Sparty do wypędzenia z Aten kolejnych 700 rodzin,
które zagrażały jego ambicjim politycznym. Próbował jeszcze rękami Kleomenesa zlikwidować
Zgromadzenie Ludowe i powołać na to miejsce 300 swoich zwolenników, ale się przeliczył. Młoda demokracja nie złożyła broni,
posłowie i lud ateński zjednoczyli swoje siły, zmuszając Kleomenesa i Isagorasa
do ucieczki na Akropol. Król Sparty uwięziony na świętym wzgórzu, zaczął zastanawiać
się nad swoim położeniem. Może i warta grzechu była piękna żona Isagorasa, ale
on wpakował się w niezłe tarapaty i nie miał ochoty dłużej oglądać jak jego
ludzie giną w rozgrywkach o to, kto będzie rządził w Atenach.
Po
dwóch dniach spędzonych na oblężonym Akropolu zwrócił się do Ateńczyków z
prośbą o „honorowe porozumienie” Zgodzili się i pozwolili mu wrócić ze swoim
wojskiem do Sparty, Isagoras korzystając z zamieszania znalazł okazję i uciekł
z Aten, jego zwolennicy nie mieli tyle szczęścia, zostali osądzeni i wielu z
nich skazano na śmierć. Klejstenes powrócił triumfalnie do Aten, pod jego
wpływem przegłosowano bez poprawek, ustawy o przekazaniu władzy w ręce ludu. W
ten sposób nowy system polityczny - Demokracja - stał się faktem.
W
Sparcie sprawy miały się zgoła inaczej, Kleomenes nie mógł sobie wybaczyć, że
dał się tak zmanipulować, że był tylko pionkiem w rękach Ateńczyków. Jak mógł pozwolić na
to, że posłużyli się nim w celu pozbycia się jego przyjaciela, tyrana Hippiasza. Postanowił
działać. Porozumiał się władcami Beocji i Chalkis, że Ci zaatakują Ateny z
północy, podczas gdy on i Peloponezyjczycy nadejdą od strony przesmyku
Korynckiego. Jednak młoda demokracja ateńska okazała się niepokonana. Odparli wojska nieprzyjacielskie z północy, a
spory jakie wybuchły w obozie Peloponezyjczyków, uwolniły ich od wątpliwej
przyjemności walczenia z nimi.
Kleomenes wrócił do Sparty i zorganizował
jakbyśmy to dzisiaj nazwali konferencję sojuszników, a na niej jasno i wyraźnie
ogłosił wszem i wobec, że ma zamiar pomóc swojemu przyjacielowi Hippiaszowi w
odzyskaniu władzy i w przywróceniu tyranii w Atenach.
Przedstawiciel
Koryntian Sosikles zabrał głos i mówił przez wiele godzin, a puenta tego co
powiedział Spartanom była taka; Jeżeli tak bardzo Wam się podoba tyrania to
zastosujcie ją najpierw u siebie, w Sparcie, a dopiero potem próbujcie wymusić
gdzie indziej. Konferencja zakończyła się fiaskiem.
Działo
się to w 506 r. p.n.e. Klejstenes zmarł rok wcześniej. Jego siostrzenica
Agariste wyszła za mąż za Ksantipposa, w
495 r. p.n.e. para doczekała się syna. Był nim Perykles, człowiek, który
poprowadził Ateny w złoty wiek
c.d.n.
środa, 4 listopada 2015
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak przekupstwo pomogło demokracji
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak przekupstwo pomogło demokracji: ….Patrzył z uśmiechem na kręcących się niespokojnie na siedziskach, członków potężnego duchowieństwa – kapłanów delfickich, i uznał, że n...
Jak przekupstwo pomogło demokracji cz.1
….Patrzył z uśmiechem na kręcących się niespokojnie na
siedziskach, członków potężnego duchowieństwa –
kapłanów delfickich, i uznał, że nadszedł czas aby ich uspokoić.
„Nasza umowa będzie uszanowana” – powiedział
„Nie zamierzam prosić nawet o drachmę więcej, niż te trzydzieści
talentów, które zawarte były w umowie. Cały marmur na budowę świątyni będzie
ofiarą Alkmeonidów dla boga Apollina”
Kapłani spojrzeli po sobie, ale nie dali się zwieść,
wiedzieli, że wykonawcy podejmują się zlecenia, żeby mieć z tego zysk, a nie po
to żeby stracić, a było pewne, że jeżeli Klejstenes mówi prawdę to jego kieszeń
ucierpi na tym przedsięwzięciu.
Świątynia Apollina w Delfach spłonęła w 548 r. p.n.e.
Ponad 30 lat później Ateńczyk z rodu Alkmeonidów o imieniu Klejstenes
postanowił odbudować ją w miejscu, gdzie pojawiał się słodko pachnący
obłok, na miejscu tej, która spłonęła. Kosztowałaby kapłanów 30 talentów i
zbudowana by była z wapienia, który występował obficie w okolicy i z cennego marmuru
paryjskiego.
Niebawem zdumieni kapłani zauważyli jak słudzy Klejstenesa przywożą i rozładowują bloki białego marmuru, nie uwierzyli jednak w jego bezinteresowność - bardzo dobrze znali Ateńczyków dlatego też szybko postanowili wyjaśnić sprawę i bez ogródek przystąpili do rzeczy;
Niebawem zdumieni kapłani zauważyli jak słudzy Klejstenesa przywożą i rozładowują bloki białego marmuru, nie uwierzyli jednak w jego bezinteresowność - bardzo dobrze znali Ateńczyków dlatego też szybko postanowili wyjaśnić sprawę i bez ogródek przystąpili do rzeczy;
„A czego chcesz w zamian” – spytali
Klejstenes poczuł się dotknięty i zapewniał kapłanów o
swoich czystych intencjach, ci jednak wyjaśnili mu, że wyrocznia delficka nie
może mieć długu wdzięczności w stosunku do nikogo, nawet jeżeli tym kimś jest
sam Klejstenes, członek znamienitego rodu Alkmeonidów. Sprawa musi być
wyjaśniona: tu i teraz
Ateńczyk zarzekał się, że nie chodzi tu o żadną „transakcję
wymienną”, tylko małą przysługę, prośbę, jeżeli oczywiście chcą i mogą ją
spełnić – jeżeli nie, to nie ma żadnego problemu. Na prośbę żeby wyrażał się
jaśniej, odparł;
Klejstenes
„Nie proszę o nic trudnego co byłoby niezgodne z prawem, tylko o to, by za każdym razem kiedy
Spartanin przyjdzie z pytaniem do Pytii, dodać do jej wyroczni tylko jedno,
jedyne zdanie; Sparta musi pomóc Atenom w obaleniu tyrana Hippiasza”
Marmur paryjski był piękny i osławiony w całym
ówczesnym świecie, kapłani już widzieli oczyma wyobraźni, świątynię Apollina
ubraną w marmur błyszczący w słońcu. Transakcja nic by ich nie kosztowała, poza
tym Wyrocznia Delficka nigdy - delikatnie rzecz ujmując - nie przepadała za
tyranami. Zgodzili się. Klejstenes od tego momentu, mógł chwalić się tym, że był pierwszym Ateńczykiem,
któremu udało się przekupić boga Apollina.
Hippiasz, wspierany przez Tesalijskich sojuszników i najemników
wprowadził w Atenach brutalną dyktaturę. Po śmierci brata Hipparcha – zamordowanego
w 512 r. p.n.e. przez Harmodiosa i Aristogejtona - rządy Hippiasza stały się jeszcze bardziej okrutne.
Harmodios i Aristogejton
Tortury
były na porządku dziennym a podatki ściągane praktycznie za wszystko - w tym dla
pokrycia kosztów utrzymania jego „ochroniarzy”- przekroczyły wszelkie granice.
Próba powstania przeciwko tyranowi zorganizowana przez patriotę Kidona spaliła
na panewce – został zdradzony. Oddział złożony z przeciwników Hippiasza a stworzony
przez Alkmeonidów, został unicestwiony przez najemników tyrana. Klejstenes ucieka
się więc do starej sztuczki Ateńczyków – do przekupstwa.
Wyrocznia nadal przekazywała trudne do zrozumienia, mgliste
i wieloznaczne komunikaty, kiedy jednak kierowane były do Spartan uzupełniane
były jasnym przekazem „Sparta musi pomóc Ateńczykom obalić tyrana”
I tak jak
kropla drąży skałę, proroctwa Pytii zmieniały stosunek Lakończyków do Hippiasza,
pomimo tego, że pozostawał w dobrych stosunkach z władcami Sparty. Na rezultaty
nie trzeba było długo czekać bo wkrótce zorganizowano ekspedycję dowodzoną przez
Anchimolosa. Niewielkie siły spartańskie wsiadły na statki i wyruszyły w
kierunku Zatoki Faleron. Jednakże Hippiasz zdążył zaalarmować swoich
sojuszników z Tesalii, na pomoc przybył oddział z tysiącem dobrze wyszkolonych i uzbrojonych jeźdźców. Przed
bitwą tyran kazał wyrwać wszystkie
drzewa rosnące na plaży, żeby stworzyć dogodną do walki równinę. Kiedy Spartanie
wylądowali, kawaleria Tesalijczyków osaczyła
ich i pokonała. Anchimolos zginął na polu bitwy a ci którzy przeżyli, wrócili
statkami do Sparty.
Był to dla Lakończyków cios, plama na honorze, którą trzeba
było szybka zmazać, ludzie chcieli zemsty. W 510 roku p.n.e. król Kleomenes I
na czele wielkiej armii ruszył na Ateny, Hippiasz wyruszył mu na
spotkanie. Starli się na równinie między Megara i Elefsina. Tesalijczycy
zostali pokonani, Hippiasz i najemnicy wycofali się do Aten i schronili na
Akropolu, wojska Spartańskie i Ateńczycy oblężyli Akropol. Dobrze ufortyfikowany
i zaopatrzony mógł zapewnić tyranowi schronienie i bezpieczeństwo przez długi
czas, jednak Spartanom udało się pojmać dzieci Hippiasza. W tej sytuacji tyran
w obawie o ich los, zdecydował się poddać i zgodził się na opuszczenie Aten w
ciągu pięciu dni.
Po opuszczeniu Aten udał się na dwór perskiego satrapy
Sardesa, gdzie wcześniej znalazł schronienie jego przyrodni brat, Igisistratos,
jako wasal Persów.
W 490 roku p.n.e. mimo sędziwego wieku, powrócił do Grecji wraz z perską armią, która pod wodzą Dariusza wyruszyła na jej podbój. Dzień przed bitwą pod Maratonem miał proroczy sen, śniło mu się, że śpi ze swoją matką co zinterpretował jako zapowiedź zwycięstwa Persów i swój powrót do ojczyzny w roli władcy. Ale kiedy okręty perskie dobiły do brzegu i wyszedł na brzeg, kichnął tak mocno, że się potknął, przewrócił i wybił dwa-trzy zęby. Próbował jak szalony znaleźć je w piasku – na próżno. Od tej chwili był już pewny, że to znak, że Persowie zostaną pokonani a on nigdy nie odzyska władzy. Według wersji obowiązującej, zmarł w drodze powrotnej gdzieś na Morzu Egejskim, prawdopodobnie na Limnos.
W 490 roku p.n.e. mimo sędziwego wieku, powrócił do Grecji wraz z perską armią, która pod wodzą Dariusza wyruszyła na jej podbój. Dzień przed bitwą pod Maratonem miał proroczy sen, śniło mu się, że śpi ze swoją matką co zinterpretował jako zapowiedź zwycięstwa Persów i swój powrót do ojczyzny w roli władcy. Ale kiedy okręty perskie dobiły do brzegu i wyszedł na brzeg, kichnął tak mocno, że się potknął, przewrócił i wybił dwa-trzy zęby. Próbował jak szalony znaleźć je w piasku – na próżno. Od tej chwili był już pewny, że to znak, że Persowie zostaną pokonani a on nigdy nie odzyska władzy. Według wersji obowiązującej, zmarł w drodze powrotnej gdzieś na Morzu Egejskim, prawdopodobnie na Limnos.
W sytuacji politycznej pustki, która zapanowała po
obaleniu tyranii, Klejstenes zdobył poparcie ludu które dało mu wystarczającą
siłę do zbudowania systemu demokratycznego, z którego już niebawem Ateny miały
słynąć w całym greckim świecie. Ale jak do tego doszło opowiem w następnym
poście.
c.d.n.
środa, 25 marca 2015
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: 25 marca 1821 - początek końca 400-letniej turecki...
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: 25 marca 1821 - początek końca 400-letniej turecki...: 25 marca το Święto Narodowe Greków. Zgodnie z tradycją tego dnia 25 III 1821 r. Biskup Patras -Germanos - wywiesił grecką flagę na kla...
poniedziałek, 23 marca 2015
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Wróżbici i szarlatani w starożytnej Grecji.
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Wróżbici i szarlatani w starożytnej Grecji.: „ Życiem ludzkim ci dwaj władają tyrani: Nadzieja i Strach, kto jedno i drugie wyzyskać potrafi, w krótkim bardzo czasie do bogactw d...
Wróżbici i szarlatani w starożytnej Grecji.
„ Życiem ludzkim ci dwaj władają tyrani: Nadzieja i
Strach, kto jedno i drugie wyzyskać
potrafi, w krótkim bardzo czasie do bogactw dojść może” (Lukian)
Jak
świat długi i szeroki i jak długo istnieje, zawsze i wszędzie niepokój ludzi
budziły niezwykłe i niezrozumiałe zjawiska przyrody - tajemne moce. Usiłowano wytłumaczyć
niepokojące sny, wierzono w pojawianie się duchów osób zmarłych, przede
wszystkim jednak próbowano spojrzeć w przyszłość, potrzeba poznania tego co
niesie los, była w starożytnej Grecji wręcz obsesyjna. Wróżbici i wyrocznie
cieszyły się dużym zaufaniem i uznaniem, to u nich szukano porad dotyczących życia prywatnego jak i w sprawach publicznych i państwowych.
Najszerszy
zasięg miały wyrocznie, które były przy świątyniach – głównie Apollina, do
których zwracano się zarówno w sprawach osobistych ale głównie w sprawach większej
wagi, aby za pośrednictwem kapłanów uzyskać odpowiedź od samego boga.
Królewscy
wysłannicy z przyległych krain szukali u wyroczni rady w tak ważnych kwestiach,
jak na przykład; gdzie zbudować nową świątynię, albo czy rozpocząć wojnę.
Najstarszą grecką wyrocznią była wyrocznia Zeusa w Dodonie, gdzie kapłani
przepowiadali przyszłość wsłuchując się w szum liści świętego dębu i szum źródła płynącego u jego stóp.
Najsłynniejszą jednak była wyrocznia w Delfach z wieszczką-kapłanką Pytią.
Pytania zadawano kapłanom, ustnie lub na piśmie, oni z kolei przedstawiali je Pytii,
która zasiadała na trójnogu i odurzała się wyziewami wydobywającymi się ze
szczeliny, znajdującej się w podziemiu świątyni. Będąc w transie, wypowiadała
urywane, nie zawsze zrozumiałe zdania, a kapłani układali z nich odpowiedzi, oczywiście
w wielu wypadkach, zwłaszcza gdy chodziło o sprawy państwowe czy społeczne,
odpowiednio dostosowywali odpowiedzi do sytuacji - mieli własną służbę informacyjną i bardzo
dobrze orientowali się w sytuacji politycznej i stosunkach społecznych.
Sztuka
wróżbiarska —manteia — cieszyła się ogólnym zainteresowaniem i
szacunkiem, ale też były różne jej poziomy, i tak obok wyroczni działali
wszelkiej maści wróżbici, wieszczki, wykładacze snów. Zawodowi, doskonale wykształceni wróżbici pracowali dla władców,
natomiast zwykli służyli każdemu, kogo było na nich stać.
Występowały wówczas dwa rodzaje wróżbiarstwa:
sztuczne i naturalne.
Sztuczne, polegało na odczytywaniu znaków
pojawiających się na niebie i na ziemi i ich interpretacji – choć istniały pewne
ustalone sposoby odczytywania tych znaków, niewątpliwie nieraz dopuszczano się
do fałszowania wróżb. Istniały różne
metody wróżenia sztucznego, najbardziej rozpowszechnionym było wróżenie z lotu,
krzyku i zachowania się ptaków.
Pojawienie się tych, które były związane z jakimś bóstwem uważano za wróżbę pomyślną , np.
orzeł — był posłańcem Zeusa, kruk — Apollina, sowa, wrona — Ateny itp. Brano pod uwagę
kierunek lotu ptaka (ustawiano twarz do północy, gdy ptak przelatywał z zachodu
na wschód, był to znak pomyślny, zaś ze wschodu na zachód jako niepomyślny) wróżbita
znał także nasilenie głosu ptaków, gdyż i ono miało jakieś, wróżbicie tylko
znane, znaczenie.
Sławą w tej dziedzinie okrył się Kalchas, uważany za potomka
Apollina, trafnie zinterpretował znak dany od Zeusa przed wyprawą na Troję. Kiedy
Achajowie składali ofiarę bogom przed rozpoczęciem oblężenia, spod ołtarza
wypełzł wąż, wspiął się na pobliskie drzewo i pożarł znajdujące się w gnieździe
osiem piskląt i ich matkę. Następnie wąż zamienił się w kamień. Znaczyło to, że
Achajowie będą bezskutecznie oblegać mury Troi przez dziewięć lat i zdobędą je
dopiero w dziesiątym roku – i tak też się stało.
Oprócz ornitomantyki –
bo tak nazywała się ta technika wróżenia, wróżono z wnętrzności zwierząt,
szczególnie wątroby, gdyż każda jej część miała swoje znaczenie, ze sposobu i
kierunku unoszenia się dymu, zarówno przy spalaniu ofiar jak i kadzidła, z
zachowania się kur przy jedzeniu, z zachowania się ryb w wodzie, ale
rozszerzano ten rodzaj wróżenia na inne stworzenia: węże, jaszczurki, myszy,
pająki i inne, ze sposobu palenia się drewna, z płomieni, kierunku, w jakim
unosił się dym itp.
Wróżono również ze
znaków atmosferycznych (błyskawice, grzmoty itp.), z ruchów przedmiotów, z
ruchów kosza lub pierścienia zawieszonego na nitce (sposób znany i
dzisiaj), a także z kostek do gry, obserwowano odruchy człowieka, poszczególne
słowa, a nawet dzwonienie w uszach lub kichnięcie i odpowiednio je interpretowano,
wróżono z linii dłoni, co utrzymało się do dnia dzisiejszego, z cyfr, liczb, z
ich układów. Były cyfry szczęśliwe — jak siódemka, liczba Apollinowa a potem pitagorejska,
a także trójka i dziewiątka. O stosunku starożytnych do „trzynastki" nic
nie wiemy.
Obok oficjalnych, uznanych
i szanowanych wróżbitów, pojawiali się ludzie obdarzeni jakoby szczególnym
darem jasnowidzenia, robienia cudów itp. reprezentujący tzw. wróżenie naturalne i wtedy
powstawała trudność w odróżnieniu człowieka, który istotnie posiadał jakieś
szczególne zdolności, od cudotwórcy — szarlatana.
Jedną z takich postaci
był Apoloniusz z Tiany, filozof i mag, cudotwórca
i prorok, żyjący w czasach cesarstwa rzymskiego, uznawany przez niektórych za
pośrednika między bogami i ludźmi. Apoloniusza otaczała legenda, w której
trudno oddzielić prawdę od fantazji. Satyryk Lukian z Samosat żyjący 100 lat później wystawia
mu bardzo niepochlebną opinię, dodając dosyć ostre epitety. Pisze że to
obrzydliwy szalbierz, który próbuje naśladować Pitagorasa, jego dokonania
nazywa kuglarskimi i aktorskimi. Apoloniusz według niego to fałszywy wróżbiarz,
manipulant, deprawator i oszust, który rzekomo
mówił kilkoma językami, chociaż się ich nigdy nie uczył, chodził po wodzie,
latał w powietrzu, wskrzeszał zmarłych, wypędzał demony itp.
Jednym słowem wykorzystywał
swą wiedzę i używał „jakichś sztuczek", by zyskać sobie popularność,
Apoloniusz z Tiany
Wkrótce Apoloniusz
znalazł godnego siebie wspólnika – Aleksandra z Abonuteichos.
Aleksander, jak pisze
Lukian, w szalbierstwach przeszedł mistrzów, a „kiedy —zeszły się ze sobą dwa
śmiałki... do łotrostw pochopne, wykombinowali sobie bez trudu, że... zarówno
dla bojącego się, jak i dla spodziewającego się, znajomość przyszłości w
najwyższym stopniu potrzebna jest, i pożądana, że w ten sposób i Delfy kiedyś
porosły w bogactwa, i Delos, i Klaros, gdyż ludzie przez tyranów — Nadzieję i
Strach — nękani świątynie te tłumnie nawiedzali, tu o przyszłość dowiedzieć się
pragnęli i w tym celu hekatomby składali, złote szaty w ofierze
znosili..."
"Charakter owego
Aleksandra — jak pisze Lukian dalej — był najdziwniejszą mieszaniną kłamstw,
podstępów, krzywoprzysięstw, matactw; lekkomyślny, śmiały, ujmujący, budzący
zaufanie, umiejący zręcznie maskować się... To pewne, że nie było człowieka,
który by pierwszy raz zetknąwszy się z Aleksandrem, nie rozstał się z nim z
przekonaniem, że jest to najzacniejszy z ludzi, najskromniejszy, a także
najprostszy i bezpretensjonalny". Czyż nie są to cechy stałe, które
utrzymały się poprzez wieki przy spryciarzach-oszustach?
Lukian z Samosat
Lukian szczegółowo
opisuje szereg szalbierstw Aleksandra. Opisy te świadczą o bezgranicznej
naiwności ludzkiej, która jest trwała i
niezniszczalna, oto jedno z nich; chcąc zwrócić na siebie uwagę tłumów,
odrywał rolę nawiedzonego świętym szałem, co na widzach robiło wrażenie czegoś
nadnaturalnego, w takim udanym ataku toczyła mu się z ust piana; typowy objaw
ataku, ale wywoływał ten efekt sztucznie „żując korzeń rośliny farbiarskiej,
strution". Oprócz tego występował w roli wyroczni; zbierał pytania
zapisane na tabliczkach, te były zawiązane i opieczętowane. Miał swoje sposoby
żeby pieczęć usunąć i nieuszkodzoną z powrotem nałożyć…. Wyznaczona też była
taksa za każdą wyrocznię: drachma i dwa obole. Ale nie należy sądzić, że była
ona niska, a dochód z tego przedsięwzięcia mały. Dochodził on siedemdziesięciu
do osiemdziesięciu tysięcy drachm rocznie, „gdyż ludzie tak byli nienasyceni,
że po dziesięć i po piętnaście zamawiali odpowiedzi”
Poza wiarą we
wróżbitów, wieszczków, wyrocznie, oficjalnie przez religię i państwo uznane i
nawet nakazane - poza wiarą w cuda dokonywane przez szalbierzy, cudotwórców w rodzaju Aleksandra - pozostaje
jeszcze wiara w zabobony, często ludowa, lokalna, przechodząca z pokolenia na
pokolenie, wiara w moc uniknięcia nieszczęścia przez unikanie jakichś znaków
albo przez zapobieganie im w naiwny, prymitywny sposób. I znowu możemy
stwierdzić, zabobon jest wieczny, zabobon nie umiera.
I tak dla Greka złą
wróżbą było jak przebiegła mu drogę łasica, dzisiaj łasicę zastąpił czarny kot.
Czwarty i dwudziesty czwarty był feralnym dniem miesiąca. O takich właśnie
zabobonach pisze Teofrast grecki uczony i filozof, uczeń i przyjaciel
Arystotelesa.
„Bez
wątpienia uważać można zabobonność za lęk przed czynnikami nadprzyrodzonymi. A
człowiek zabobonny to ktoś taki, kto np. jeśli mu łasica przez drogę
przebiegnie, nie ruszy się z miejsca, dopóki ktoś inny go nie wyminie, albo
dopóki trzech kamieni na drogę nie rzuci. Zobaczył węża w domu: jeśli to wąż
brunatny, Sabadzajosa (bóg, syn Zeusa i Persefony) wzywa, jeśli zaś wąż święty, natychmiast
stawia w tym miejscu ołtarz. ...Niech no mysz przegryzie dziurę w worku z mąką,
już śpieszy do wróżbity, pyta, co ma robić. A skoro ten mu radzi, żeby dał
worek załatać do rymarza, nie chce słuchać, tylko pędzi składać przebłagalną
ofiarę. ...Kiedy gdzieś w drodze usłyszy wołanie sowy, przerażony „Atena
potężniejsza" woła i uchodzi. A kiedy mu się coś przyśni, pędzi do
wykładaczy snów i do wieszczków, i do tych, co z lotu ptaków wróżą, i zadręcza
ich pytaniami, do którego boga się modlić albo bogini. ...Na widok obłąkanego
lub epileptyka otrząsa się i spluwa w fałdy płaszcza" (Teofrast,
Charaktery XVI).
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












.jpg)







