Przez dziesięć miesięcy Zeus spędzał z kapłanką noc, po
uroczystościach ku czci bogini Afrodyty.
Ale jedenastego wszystko się zmieniło …
Jedenastego - który był jednocześnie ostatnim w jej
kadencji - Zeus z daleka zobaczył procesję płynącą z Pessady, tak jak za
pierwszym razem, gdy zobaczył dziewczynę z Ainos. Ale tym razem wszystko było inaczej, nie
tak, niezgodne z zasadami. Nie było liści laurowych, gałęzi sosnowych ani
szyszek jodłowych z Ainos, które zwykle zdobiły łodzie. Kapłanka nie stała na
dziobie pierwszego statku. Na jej miejscu stał wysoki, stary, przestraszony,
cierpiętnik o bladej, szczupłej twarzy i długiej brodzie, raczej brzydki. W
ręku trzymał symbol. Symbol, który Zeus napotkał kilkakrotnie podczas swoich
podróży wzdłuż fenickiego wybrzeża i Kartaginy i na którym widział
ukrzyżowanych najgorszych przestępców. Wszystkie łodzie miały krzyż na dziobie.
Im bardziej się zbliżali, tym wyższy i bardziej imponujący wydawał się ten trzymany
przez starca. Jakby tym „berłem” chciał wziąć morze pod swoje panowanie i
odpędzić złe duchy morza w taki sposób, żeby nawet bogowie chwalili i uznawali
nowego Pana.
Kiedy przybyli na wyspę i zobaczyli ołtarz oraz świątynię,
krzyżowiec wyszedł z nowym „berłem” mocy i pobłogosławił nową władzę na wyspie.
Potężny jęk, który wydobył się z wnętrza ziemi i morza, wstrząsnął wyspą – był
to sprzeciw bogów, którym odebrano ostatni przyczółek. I z dzikiego oburzenia zatrzęsła się świątynia,
a posąg bogini Afrodyty spadł z ołtarza - gdzie Zeus i Dziewczyna spędzili w
miłości tyle nocy - i został tam pochowany w spienionych falach, które kiedyś
ją narodziły. Jej moc na Ziemi nie była już pożądana, bo ludzie nie chcieli jej
pięknego posągu, ostatniego na Ziemi, który strzegł całej potęgi jej magii.

Kiedy na wyspie zapanowała nowa wiara, Zeus dostrzegł
niechęć ludzi do bogów olimpijskich i złapał się we własne sieci, bo został na zawsze związany z tą wyspą, jako rybak - ponieważ na
grzesznych bogów czeka wieczna kara. To dlatego Zeus musiał zostać na
Ziemi, podczas gdy inni, niewinni Bogowie udali się na Olimp, żeby móc nas
stamtąd do dzisiaj obserwować, poprzez gęste chmury i mgły .Nazwa wyspy uległa wtedy
zmianie, bo kapłan tej nowej religii odkrył tajemnicę biednej dziewczyny. Wśród młodych apostołów był przystojny, czarnowłosy
młody marynarz, ten sam którego tożsamość ukradł Zeus. Podczas swoich długich
podróży przyjął nową religię, więc poproszono go o powrót do ojczyzny. Byłej
kapłance łatwo przyszło podążać za takim kaznodzieją - wszak odnajdowała w nim ukochaną postać ze
świątyni Afrodyty. I poślubiła go. Ponieważ jej mąż często półsłówkami napomykał
o jej romansie w świątyni Afrodyty, czemu ona jako jego legalna żona zaprzeczała,
postanowiła nie żyć dłużej w grzechu i wyznała wszystko proboszczowi swojej
parafii. Ten nakazał jej – w ramach pokuty - modlić się w każdą
pochmurną, letnią noc, wtedy, kiedy on będzie jej szukał w jej gorączkowych
snach. I tak robiła.

Ale mimo żarliwej modlitwy, nie udało
jej się zetrzeć z ciała smaku jego słodkich pocałunków. Diabeł tej pamięci
nigdy nie opuści jej całkowicie. Wielokrotnie w milczeniu,
przez długie dnie i noce, gdy jej męża marynarza przy niej nie było, jej myśli wędrowały na
wyspę Zeusa - tak ją teraz nazywano - i uważała, że tamte boskie chwile były najszczęśliwszymi
w jej życiu. Kiedy patrzyła na swego syna, półboga, bawiącego się nago
na plaży z dziećmi rybaków, uśmiech pojawiał się na jej ustach i nazywało go
wtedy swoim najdroższym, słodkim Zeusem. To oczywiście nie mogło się podobać ani
jej mężowi ani księdzu, więc kategorycznie zakazali jej tak go nazywać. Ale dziecko,
jak wszyscy potomkowie bogów, w końcu stało się wielkim bohaterem wojny,
zagrażając Cesarstwu Rzymskiemu, a jego imię pozostało nieśmiertelne, podobnie jak Herkulesa.
A Zeus?
Zeus dzięki swojemu boskiemu wzrokowi – jedynej mocy, która
mu została – mógł oglądać miłosne sceny między żeglarzem a dziewczyną, bez możliwości
interwencji i pocieszenia. Widział jak ten ją pieści i przytula, żeby mogła zapomnieć o duchach przeszłości i mogła żyć z
nim spokojnym życiem. Tak jak wszystkie emocje w Bogu Błyskawic - tak i zazdrość
- były bardzo silne a teraz zostały
rozpalone do czerwoności przez jego erotycznego przeciwnika. Ta tortura
tantalowa była również najgorszą częścią istnienia wygnańca na wyspie, Zeusa.
Ale wiedział, że na to zasłużył. Czuł się jak młody Prometeusz, tylko, że jemu
codziennie pękało serce.

Tylko raz w miesiącu – w dniu kiedy dawniej kapłanka
składała ofiary Afrodycie – Zeus, na krótko był uwolniony od swojego
prometejskiego cierpienia (to wszystko, co Święty Apostoł zostawił mu z
poprzedniej wszechmocy). Rano gdy się budził – tak jak wtedy gdy miał w swoich
objęciach dziewczynę – czekała na niego, jego czarna łódź ukryta w skałach i
przez jeden dzień mógł spokojnie wykonywać zawód, którego wtedy użył w złych
intencjach. I robił to z nadludzką przyjemnością, tak żeby ten krótki dzień nadał
sens nadchodzącym tygodniom. Płynął szybko - jak rybak na otwartym morzu - aby ponownie
zobaczyć swoją Ziemię. Często, ponieważ był zmęczony zarówno ludzką, jak i
boską samotnością, udawał się na pobliską plażę, aby zgubić się wśród innych
rybaków. W ten sposób stał się znany w Pessadzie. Uważano, że był marynarzem z pobliskiej wyspy, który co
miesiąc przypływał na Kefalonię do pracy. Inni nazywali go latającym kapitanem,
kiedy w cudowny sposób potrafił dotrzeć do Zante a nawet do Patry w jeden
dzień. Ale to pływanie Zeusa zawsze musiało kończyć się przed
zapadnięciem zmroku. Kiedy niebo stawało się złote, a cienie rosły, musiał
dotrzeć do brzegu, aby przed zapadnięciem zmroku łódź wróciła na wyspę Zeusa. W
przeciwnym razie straciłby te comiesięczne podróże na rok, ponieważ łódź nie
pojawiłaby się ponownie.

Czasem, ale zdarza się to bardzo rzadko - bo niewielu
jest tych, którzy chcą odwiedzić wysepkę Zeusa – to on zawozi
tam nieznajomego. Podróż z samym Zeusem, otwiera takiemu śmiertelnikowi umysł i
oczy na inne podróże; w jego podróży życia, oraz daje mu zrozumienie wszystkich pięknych
i magicznych rzeczy na Ziemi. Dawno temu poprowadził młodego człowieka, Anglika,
Lorda i od tego momentu ten stał się wielkim poetą, który całym sercem pokochał
Grecję. Klątwą spotkania z Zeusem jest tęsknota za tym co odległe, nieosiągalne,
nieuchwytne…
Cdn.