sobota, 6 grudnia 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: „Cała prawda” o Świętym Mikołaju

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: „Cała prawda” o Świętym Mikołaju:     Święty Mikołaj albo Άγιος Βασίλης, Santa Claus, Weihnachtsmann, Le Père Noël, Papá Noel, Mikulás (Uwaga ! krąży pod wieloma pseudonima...

„Cała prawda” o Świętym Mikołaju

    Święty Mikołaj albo Άγιος Βασίλης, Santa Claus, Weihnachtsmann, Le Père Noël, Papá Noel, Mikulás (Uwaga ! krąży pod wieloma pseudonimami)

     Jest świętym chrześcijańskim i brutalnym kapitalistą (jak wszyscy ojcowie Kościoła)
Urodził się w 330 r. w Cezarei w Azji Mniejszej, ale od kilku lat mieszka w Rovaniemi w Finlandii (miejsce urodzenia matki) Jego ojciec pochodził ze Smyrny i był właścicielem fabryki zabawek, podczas gdy jego matka śpiewała w chórkach zespołu Lordi. 


     Kapitalista Santa szastał pieniędzmi pochodzącymi z wyzysku pracowników. Nie miał rodzeństwa, więc po śmierci ojca odziedziczył jego biznes. Odziedziczył również stos przepisów kulinarnych, dzięki którym przybrał jakieś 150 kg na wadze i tym samym stał się puszystym i różowym symbolem nieokiełznanego konsumpcjonizmu - który wszyscy znamy i uwielbiamy.
Talent artystyczny, który uczyniły go znanym na całym świecie - dzięki występom w reklamach Coca Coli i w ckliwych, kiczowatych amerykańskich komediach - odziedziczył po matce. 


     Ze względu na kryzys, wysokie koszty ubezpieczenia i niskie emerytury klientów (ile lalek Barbie z włosami w kolorze obsikanego piasku może kupić dziadek za 120 € emerytury ?) zmuszony był do podjęcia dodatkowej pracy – czyszczenia kominów - żeby podłatać nadwyrężony budżet. 


     Problemy św. Mikołaja z prawem wielokrotnie bulwersowały opinię publiczną. Wszystkim znana jest jego długa batalia prawna z Komisją Obrony Praw Człowieka z powodu nieludzkich warunków pracy, które panowały w jego fabryce. Kontrola wykazała, że zatrudniał osoby o „szczególnych cechach” (krasnoludy, elfy) aby wykorzystać ich brak obowiązku ubezpieczeniowego i zmuszać do pracy ponad siły. W końcu jednak został uniewinniony bo pojawiły się wątpliwości, a te zawsze działają na korzyść oskarżonego.


     Równie głośna była jego kolejna walka tym razem z Towarzystwem Przyjaciół Zwierząt, które oskarżyło go o złe traktowanie dzikich zwierząt, zarzucano mu m.in. biczowanie reniferów i karmienie ich na siłę balonami napełnionymi helem, żeby mogły latać. Czekamy na decyzję sądu w tej sprawie.


     Wreszcie święty Mikołaj był wielokrotnie aresztowany w trakcie prób włamań do mieszkań i kradzieży ciasteczek i mleka, ale żadna ze spraw nie trafiła do sądu ponieważ właściciele wycofali zarzuty przez wzgląd na jego świętość. 


      Mikołaj ciągle szukał sposobu na wymiganie się z płacenia podatków, księgowy zasugerował mu żeby uczynił kilka darowizn co w świetle prawa  zwolni go od płacenia. Mikołaj  uznał to za świetny pomysł i zaczął robić duże datki parafii w Rovaniemi, wkrótce uznał że to nie fair, żeby bogaciło się tylko kilku księży i sam postanowił przyjąć święcenia kapłańskie. Wszak miał wszelkie predyspozycje (duży brzuch), w ten sposób został wikariuszem i mógł już zacząć przelewać darowizny na swoje konto. Kościół  w uznaniu jego wkładu dla chrześcijaństwa ogłosił go świętym.

c.d.n.

niedziela, 30 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co ćpali starożytni ?

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co ćpali starożytni ?:    Narkotyki to nie wynalazek ostatnich wieków. Tysiące lat temu Europejczycy odurzali się makiem i konopiami. I nikomu nie przyszło do gł...

Co ćpali starożytni ?

   Narkotyki to nie wynalazek ostatnich wieków. Tysiące lat temu Europejczycy odurzali się makiem i konopiami. I nikomu nie przyszło do głowy, aby traktować to jako coś złego.
Ludzkość od początku swojego istnienia borykała się z trudami życia codziennego. Z biegiem czasu zaczęli odkrywać, że niektóre rośliny rosnące w ich otoczeniu posiadają pewne specyficzne właściwości. Metodą prób i błędów stwierdzili, że spożywanie tych roślin lub preparatów z nich otrzymanych pozwalało na osiągnięcie takich stanów psychiki, które w wprowadzały ich w stan szczęśliwości a próbując wytłumaczyć sobie działanie tych roślin na swój organizm, sądził iż ma do czynienia ze światem pozazmysłowym wręcz mistycznym.


    Korzystanie z tych środków pozwalało im również - w ich mniemaniu - na kontakt z bogami. Stąd też w późniejszych okresach naszych dziejów ludzie wykorzystywali właściwości tych roślin do różnego rodzaju inicjacji plemiennych lub kultów religijnych.
Nasi przodkowie uważali odurzanie się za coś zupełnie naturalnego. Mimo że wykorzystywali do tego całe bogactwo na­tury, co ciekawe, funkcjonował jeden podstawowy „zestaw" używek spożywanych na terenie całego kontynentu. Jednym z najważniejszych jego elementów był mak (na Krecie prawdopodobnie wdy­chano jego dym), a także wytwarzane z niego opium, czyli sok wyciśnięty z niedojrzałych makówek.


    Jak dowodzą dotychczasowe badania, roślina ta została udomowiona w VI tysiąc­leciu p.n.e. w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego, skąd umiejętność jej uprawy bardzo szybko rozprzestrzeniła się na teren całego kontynentu. Około 7 tysięcy lat temu mak był już uprawiany w najdalszych zakąt­kach Europy.
Jednym z najbardziej znanych posążków znalezionych na Krecie jest bogini węży z Knossos. Kobieca postać ubrana we wspaniałą szatę trzyma w obydwu dłoniach wijące się gady.


    Jednak dla europejskiej histo­rii znacznie ważniejsza jest figurka innej kreteńskiej bogini, odkryta w sekretnej komorze w Gazi koło Knossos. Starożytne bóstwo wy­raźnie znajduje się w transie, ma uniesione ręce, przymknięte oczy. Odkrywca posążka grecki archeolog Spyridon Marinatos nazwał kobietę „boginią ekstazy”. Religijne uniesie­nie ma narkotyczne podłoże, czego dowodem są wetknięte w jej włosy ozdoby w kształcie makówek. Dlatego też czasami nazywa się ją boginią maku. 


     Produkowane z tej rośliny opium było jednym z najpowszechniej uży­wanych narkotyków prehistorycznej Europy.Określenie „makowe pola” było synonimem imienia Demeter. Ta ostatnia znana była zarówno jako bogini zbiorów, jak i „opiumowa pani” Na jednym z zachowanych złotych pierścieni z Myken znajduje się scena, w której Demeter podaje swej córce Persefonie trzy łodygi zakończone główkami maku. Z kolei na wazie z 450 r. p.n.e. przedstawiony jest Dionizos w koronie z makówek opiumowych, który z wyraźną przyjemnością obserwuje ekstatyczny taniec dwóch kobiet. Opium w starożytnej Grecji miało wielkie znaczenie przede wszystkim jako środek kojący ból. Z tego względu główki maku odnaleźć można często na scenach związanych z porodem.


     Oczywiście makowy sok był masowo wytwarzany i spożywany nie tylko w zachod­niej części basenu Morza Śródziemnego. Mówią o tym cypryjskie znaleziska związane z produkcją i przechowywaniem opium - charakterystyczne flakony o zaokrąglonym dole, wysmukłych szyjkach oraz delikatnych uchwytach. By obrazowo przekazać informację o ich zawartości, ma­lowano na nich pionowe linie, co mogło symbolizować nacięcia na makówkach tak potrzebne do zebrania soku. Ogromne ilości tych naczyń z II tysiąclecia p.n.e. archeolodzy znajdują nie tylko na Cyprze, ale i w Egipcie oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Oznacza to, że w owym czasie Wyspa Afrodyty sły­nęła nie tylko z kopalni miedzi, lecz także wytwórni opium. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w epoce brązu Cypryjczy­cy byli narkotykowymi dilerami wschodniej części basenu Morza Śródziemnego.


     W starożytnym świecie na szeroką skalę rozpowszechniony był handel opium, konopiami indyjskimi i innymi roślinami, z których sporządzano przeróżne halucynogenne substancje. Jednym z największych ówczesnych ośrodków handlowych było fenickie miasto Ugarit. Już półtora tysiąca lat przed Kleopatrą w mieście tym wymieniano wino, opium, konopie, oliwę i inne towary pochodzące z Syrii, Anatolii, Krety i Cypru na przeróżne dobra – złoto, drogie kamienie lub kosmetyki – pochodzące z Egiptu, Babilonii czy Somalii. Konopiami na wielką skalę handlowały Mykeny, a opium było świętym symbolem w świątyni w Eleusis, niedaleko Aten.


    W starożytnym Rzymie, według spisu z 313 r. n.e., były 793 sklepy handlujące opium. Rzym nieźle zarabiał na nałogu swoich obywateli. Podatki płacone przez sklepy były bardzo istotną pozycją w dochodach miasta. W opium zaopatrywał się Horacy, nie gardził nim Petroniusz, do opiumowego sklepu zaglądał też często filozof Plotyn. Hadrian po śmierci swego ukochanego Antinousa upijał się wywarem z maku.

Hadrian i Antinous
    Wielu badaczy jest zdania, że większość cesarzy rzymskich przyjmowała najprzeróżniejsze mikstury, których głównym składnikiem był sok z makówek. Przyrządzaniem i podawaniem tych substancji zajmowali się cesarscy medycy. Galen, Andromachus i Damokrates – przyboczni medycy Nerona – sporządzali mu środki, dzięki którym cesarz łatwo zasypiał i miał piękne, kolorowe sny. Kto wie jednak, czy nie przez te mikstury właśnie – a zwłaszcza wskutek zażywania ich w coraz większych, śmiertelnych dla nieprzyzwyczajonego człowieka ilościach – Neron przeobraził się z poczciwego władcy w żądnego krwi potwora?

Neron
    Choć trudno w to uwierzyć – jednym z największych narkomanów starożytności był otoczony czcią przez potomnych cesarz Marek Aureliusz. Używał on tyle opium, że nieraz zdarzało mu się zdrzemnąć w trakcie uroczystości państwowych i ceremonii dworskich. Nie wiadomo, czy jego absolutna obojętność i brak gwałtownych reakcji nawet w gardłowych sprawach wynikały wyłącznie z wyznawanej przez niego filozofii stoickiej, czy też były również skutkiem „otępienia nałogowego palacza opium”  W relacjach dworskich medyków zachowały się wzmianki o tym, że Aureliusz nie był w stanie zasnąć bez środka zawierającego opium.

Marek Aureliusz
     Historia używania narkotyków w starożytności wciąż stanowi tabu i nawet w wielkich szczegółowych opracowaniach nie ma ani słowa o narkotykach albo są tylko wymijające wzmianki. Taka cenzura w podręcznikach do historii starożytnej w ogromnym stopniu po prostu wypacza obraz starożytnej codzienności.
c.d.n.


środa, 26 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Doping na starożytnych olimpiadach.

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Doping na starożytnych olimpiadach.:    Mówiąc o starożytnych Olimpiadach mamy na myśli piękną ideę współzawodnictwa, szlachetną rywalizację, zasady fair play etc. to wszystko...

Doping na starożytnych olimpiadach.

   Mówiąc o starożytnych Olimpiadach mamy na myśli piękną ideę współzawodnictwa, szlachetną rywalizację, zasady fair play etc. to wszystko prawda, ale ludzie od zarania dziejów są tylko ludźmi, a chęć zwycięstwa za wszelką cenę, zarówno dawniej jak i dziś popycha niektórych sportowców do zachowań niezgodnych z etyką sportową. Mam tu na myśli doping, który wcale nie jest wynalazkiem naszych czasów, a dokładniej....


     Doping pojawił się na greckich stadionach olimpijskich dopiero po bratobójczej wojnie peloponeskiej (431-404 p.n.e.), wcześniej – od niepamiętnych czasów, nikomu by nawet przez myśl nie przeszło, żeby oszukać sędziów. Jednak po prawie trzydziestoletniej wojnie domowej, nie zabrakło osób poszukujących prestiżu, uznania i sławy dzięki zwycięstwu na igrzyskach – najlepiej Olimpijskich. 


     To w tym właśnie czasie pojawiają się zawodowi sportowcy. Najbardziej znany lekarz starożytności, ojciec współczesnej medycyny Hipokrates, widząc co się zaczęło dziać w sporcie,  zakwestionował uznawaną do tej pory za prawdę sentencję „W zdrowym ciele zdrowy duch” i zaczął nauczać, że to nie sport jest gwarantem zdrowia, ale odpowiednia dieta, sen i umiar w seksie.

Hipokrates

     Pół wieku później Arystoteles opisał widoczne rezultaty mięsnej diety (zastąpiono nią dietę śródziemnomorską),  której poddawani byli sportowcy: „zdeformowane twarze, które przypominają zwierzęta” i uważał że długie codzienne ćwiczenia nie pomagają w zachowaniu zdrowia i harmonijnego piękna (co było celem pierwszych olimpijczyków) a wręcz przeciwnie często szpecą twarz i ciało sportowców.

Arystoteles

    W Olimpii kontrole były bardzo ostre i szczegółowe, ale pojawiają się pierwsze „suplementy diety”, zaczęło się niewinnie od koktajlu z miodu i fig, sportowcy poszli jednak dalej, uznaniem cieszyło się mięso z byka - od zarania dziejów był w Grecji symbolem siły - bulion z jego krwi, a co odważniejsi pili mocz, tych zwierząt, wierząc że ten zawiera substancje, które dodadzą im krzepy. Idealnym pokarmem dla sportowca przed walką było mięso z koguta, który przeżył walkę kogutów, bo miało ono podnieść poziom testosteronu. Znany jest przypadek zapaśnika, który przekonany że cała siła byka skupia się w jego organach płciowych (które notabene są bogate w testosteron) wykastrował wszystkie byki w okolicy i skonsumował ich jądra wierząc, że dzięki temu pokona wszystkich przeciwników.



   Podczas Igrzysk Olimpijskich w III w. p.n.e.  zawodnicy starali się zwiększyć „wydajność” za pomocą grzybów, lekarze pomagali w przygotowywaniu odpowiednich mikstur a kucharze piekli chleb o właściwościach przeciwbólowych.
Wkrótce pojawia się jednak doping w pełnym tego słowa  znaczeniu, a mianowicie mieszanka wina i strychniny (trucizna, ale w małych ilościach działa jako stymulator). Oczywiście atleta przyłapany na stosowaniu strychniny był dyskwalifikowany. W I w. p.n.e. greccy biegacze pili tajemniczy napój ziołowy aby zwiększyć swoją wytrzymałość na długich dystansach.


     Za czasów rzymskich mieliśmy do czynienia, łagodnie mówiąc, ze złagodzeniem barier moralnych i wtedy doping był prawie legalny. Koniom wyścigowym podawano rodzaj miodu pitnego (napój alkoholowy, produkowany w procesie fermentacji alkoholowej wodnego roztworu miodu), o tym jak był skuteczny może świadczyć fakt, że podawano go także żołnierzom przed walką. 


     Greccy sportowcy w tym okresie, w celu zwiększenia masy mięśniowej pili wyciąg z rośliny „ypuris” - rodzaj paproci, było to ważne szczególnie dla zapaśników, którzy żeby zwyciężyć musieli rzucić przeciwnika trzy razy na ziemię i masa ich ciała miała tu podstawowe znaczenie.

Trudno dziś znaleźć więcej informacji na temat dlatego, że cała „wiedza o dopingu” została skrzętnie ukryta przez ówczesnych kapłanów.
c.d.n.