wtorek, 11 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na...

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na...:     Wpadł mi wczoraj w ręce artykuł, umieszczony w greckiej prasie, na temat zamieszania jakie w Wielkiej Brytanii, wywołała wypowiedź  G...

Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na Akropolu?

    Wpadł mi wczoraj w ręce artykuł, umieszczony w greckiej prasie, na temat zamieszania jakie w Wielkiej Brytanii, wywołała wypowiedź  Georga Clooney ‘a na festiwalu w Berlinie.
George Clooney podczas konferencji prasowej po projekcji filmu „Obrońcy skarbów” - który opowiada o alianckich żołnierzach i cywilnych specjalistach, łączących siły, by odzyskać skradzione przez nazistów dzieła sztuki, zanim zostaną one zniszczone w wyniku działań wojennych – został zapytany przez greckiego dziennikarza co sądzi o powrocie do Grecji  marmurów skradzionych przez Anglików na Akropolu. Odpowiedział, że powinny wrócić, że to dobry pomysł i że byłoby to "piękne i sprawiedliwe". Nie było by w tym nic dziwnego i zaskakującego bowiem wielu ludzi sztuki, nauki czy polityki - i nie tylko, na całym świecie, podziela ten pogląd. Zaskoczyła mnie odpowiedź jaką dał John Gouitingknteil,  brytyjski szef Komisji ds. Kultury, Mediów i Sportu, delikatnie sugerując, że Clooney nie wie, o czym mówi.


„Jestem wielkim fanem George Clooney`a, ale podejrzewam , że prawdopodobnie nie zna historii Marmurów Elgina i wszelkiego do nich prawa Wielkiej Brytanii. Jest Amerykaninem (!) Podejrzewam, że nie wie, dlaczego Wielka Brytania uzyskała Marmury Elgina. Istnieje silne przekonanie, że powinny pozostać w Wielkiej Brytanii ", powiedział.
No to rzućmy trochę światła na to, w jaki sposób marmury z Partenonu i Erechtejonu  znalazły się w Muzeum Brytyjskim.
     Jest koniec XVIII w. Napoleon rozważa  inwazję na Anglię, ale wkrótce rezygnuje z tego pomysłu. Zamiast tego napada na Egipt i odłącza go od Turków - co bardzo się Turkom nie podoba. Zrywają więc stosunki dyplomatyczne z Francją i wypowiadają jej wojnę. Wielka Brytania uważa, że to bardzo dobry moment, żeby powołać w Turcji ambasadora.


     Zadania tego podejmuje się Lord Elgin (1799) Właśnie ożenił się z piękną Mary Nisbett i kończy budowę pięknego domu. Jego architekt opowiada mu o cudach architektury i rzeźby greckiej i podsuwa świetny pomysł aby zrobić kopie oryginałów w Atenach. Elgin zachwyca się tym pomysłem i zbiera zespół ludzi do stworzenia planów architektonicznych, ze zdolnym włoskim malarzem Giovannim Lusieri na czele.
Kapelanem zespołu był wielebny Philippe Hunt, który raczej nie zasługuje na szacunek. Gdyby wykluczyć Lorda Elgina, to miano największego krętacza i złoczyńcy miałby wielebny Hunt.
    Elgin zostaje przyjęty w Konstantynopolu z wielką pompą, wiatry wojny są korzystne dla Brytyjczyków a i Sułtan jest zadowolony. Ale przejdźmy do Grecji; Grecja od 400 lat jest pod jarzmem Turków osmańskich. Elgin i jego ludzie przybywają do Aten. Turcy żeby sprawnie móc kontrolować Ateny powołali dwa rodzaje rządu; polityczny i wojskowy.


     Wiele już powiedziano i nadal się mówi jak małe zainteresowanie spuścizną Greków i zabytkami Akropolu wykazywali Turcy, jednak aż 6 miesięcy zajęło Elginowi zanim po raz pierwszy pozwolono mu wejść na Akropol. Udało mu się to dzięki 5 funtom łapówki, dla dowódcy wojskowego w Atenach, za każdorazowe wejście na Akropol. To zaczęło proces łapówkarstwa i korupcji funkcjonariuszy wojskowych, który trwał aż do momentu spakowania i wysłania marmurów do Anglii.
    Gdy rusztowania były już wzniesione, kopie gotowe, pojawiły się plotki o przygotowaniach francuzów do napaści na Turcję, turecki gubernator natychmiast nakazał Elginowi zejść z Akropolu. Wejście na Akropol dla Elgina zostało zamknięte.


     Był tylko jeden sposób aby się tam ponownie dostać – ingerencja u samego Sułtana w Konstantynopolu i zdobycie dokumentu zwanego „firman” nakazującego władzom Aten, pozwolenie na kontynuowanie prac.
Elgin odwiedza Sułtana w Konstantynopolu i udaje mu się zdobyć firman. Tekst dokumentu jest wielce pokrętny i niejasny, oto fragment w wolnym tłumaczeniu.




      Artyści nie powinni spotykać się z przeszkodami ze strony władz, podczas projektowania, kopiowania lub stawiania rusztowań wokół starożytnej świątyni, w tworzeniu  replik w wapieniu lub gipsie Mają prawo do wykopalisk jeżeli uznają to za konieczne, w poszukiwaniu starożytnych inskrypcji wśród śmieci. Nie należy im przeszkadzać w zabieraniu „fragmentów kamienia ze starymi inskrypcjami lub rzeźbami” Polecenia te zostały przekazane do dowódców i - ten punkt jest podkreślony w firman – zezwolenie zostaje wydane ze względu na dobre stosunki pomiędzy obydwoma krajami, ZWŁASZCZA, ŻE NIE SPOWODUJĄ ONI ZNISZCZEŃ I SZKÓD BADANYCH BUDYNKÓW.



    Zanim firman zdążył na dobre dotrzeć do Aten zaczyna się przerażający akt gwałtu na budowli, która do dziś jest uważana przez wielu za najszlachetniejszy i najpiękniejszy z ludzkich tworów - na Partenonie.
Brak słów, żeby opisać całą tą potworność, Stosowano łomy, piły i materiały wybuchowe -  zniszczono Partenon.
    Gdy celem łupieżców stał się Erechtejon, żądza łupu opętała ich do takiego stopnia, że „wielebny” Hunt wpadł na pomysł  aby przenieść cały budynek do Anglii. Lord Elgin był zachwycony pomysłem i poprosił Brytyjską Marynarkę Wojenną aby wysłała okręt. Żądanie to nie zostało uznane za skandaliczne, ale nie doszło do skutku tylko dlatego, że nie było w tym czasie żadnego dostępnego okrętu. Możemy sobie wyobrazić co by było, gdyby był.


    Zdejmowanie rzeźb i płaskorzeźb trwało od połowy 1801 do 1812 r. Ogółem pozyskano 56 płyt z liczącego 111 płyt pokrytego płaskorzeźbą fryzu, 15 (z 92) metop i 17 figur z tympanonów. Ponadto wywieziono jedną z kariatyd i kolumnę z Erechtejonu. Wytłumaczeniem na ten akt bestialstwa i bezmyślnego zniszczenia było pozwolenie Sułtana na zabranie z Akropolu "fragmentów kamienia ze starożytnymi inskrypcjami lub rzeźbami" zinterpretowane błędnie, dla własnych korzyści.

     W 1816 r. Elgin, doprowadzony do bankructwa swoim przedsięwzięciem, zmuszony został do zaoferowania Koronie Brytyjskiej marmurów do sprzedaży. Już wówczas legalność i etyczna strona przedsięwzięcia Elgina budziły w Brytanii wątpliwości, w znacznej mierze w wyniku popularności opublikowanego w roku 1812 r. poematu lorda Byrona Wędrówki Childe’a Harolda, w którym napiętnował on wywóz marmurów jako „splądrowanie krwawiącego kraju”. Marmury, zakupione przez rząd brytyjski, przekazane zostały następnie Muzeum Brytyjskiemu, w którym do dzisiaj się znajdują.

Marmury partenońskie w Muzeum Brytyjskim
    Już w roku 1833 rząd Grecji po raz pierwszy podjął starania o zwrot marmurów. Ponowne starania miały miejsce w roku 1924, z okazji setnej rocznicy śmierci Lorda Byrona, w czasie drugiej wojny światowej, i wreszcie w roku 1983, kiedy po raz pierwszy rząd Grecji wystosował oficjalne żądanie zwrotu marmurów. Bardzo aktywnie walczyła o zwrot marmurów Melina Mercouri, aktorka i minister kultury Grecji.


     Ze strony brytyjskiej idea zwrotu marmurów Grecji pojawiła się już w 1816 r. wśród członków Parlamentu, a również rząd brytyjski, co najmniej dwukrotnie – w 1941 r. i ponownie w r. 1997 po przejęciu władzy przez Partię Pracy, był bliski decyzji o zwrocie marmurów Grecji. Tak się jednak do chwili obecnej nie stało.     
    Tak więc argument szefa brytyjskiej komisji, że mają prawa do greckich marmurów, ma się nijak do rzeczywistości. Marmury uzyskano przez przekupstwo i korupcję tureckich urzędników, poza tym czy to jest legalne, uczciwe, honorowe, zgodne z prawem etc. aby negocjować z Turkami to co najcenniejsze dla greckiej spuścizny, kiedy Grecja jest pod tureckim jarzmem ? I wreszcie, czy odkupienie marmurów od złodzieja daje im prawo do ich posiadania i przetrzymywania ? 
Odpowiedzi  na te pytania pozostawiam państwu.
c.d.n.

czwartek, 6 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Kulisy bitwy pod Maratonem

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Kulisy bitwy pod Maratonem: Okres greckiej historii między 492-479 r. p.n.e.  znany jest jako okres „Wojen perskich”      Persja – największa potęga w regionie, p...

Kulisy bitwy pod Maratonem

Okres greckiej historii między 492-479 r. p.n.e.  znany jest jako okres „Wojen perskich”


     Persja – największa potęga w regionie, prowadziła politykę ekspansywną, nie była jednak w stanie rozprzestrzeniać się bardziej; ani na wschód (silne Indie), ani poza Egipt, ze względu na pustynię Libijską, ani  na niegościnne tereny Scytów na północy. Jedyną opcją była więc inwazja na zachód, na kontynent europejski a jedyną przeszkodą, którą należało pokonać aby osiągnąć cel  była Grecja. Ateny zaś należały do najbardziej zdecydowanych przeciwników Persji.  
Persowie szukali tylko pretekstu do ataku i wkrótce w 500 r. p.n.e. Ateńczycy sami dali im ten pretekst. Kiedy greckie polis Azji Mniejszej - które były częścią imperium perskiego - zbuntowały się przeciwko Persom, Ateny i Eretria wysłały pomoc - 25 statków. Było to o wiele za mało w stosunku do potrzeb, los rebelii był przesądzony. Z powodu ogromnej dysproporcji sił, Grecy nie mieli żadnych szans, i w 494 r. p.n.e. padł Milet − główny ośrodek buntu. Miasto zrównano z ziemią, a mieszkańców wysłano daleko na wschód.


    Król  Persji Dariusz dowiedziawszy się, że niektóre  miasta-państwa Grecji wysłały pomoc dla rebeliantów, w napadzie szału wystrzelił z łuku strzałę w niebo i zaprzysiągł zemstę. Dariusz był wściekły na Ateńczyków, w końcu nadszedł czas by pokonać nie tylko Ateny, ale zająć także całą Grecję, nawet miał specjalnego sługę, który za każdym razem kiedy król zasiadał do stołu, szeptał mu do ucha „Panie nie zapomnij o Ateńczykach”

Król perski Dariusz

Inwazja na Grecję była więc tylko kwestią czasu.
     Wkrótce, w 492 r. p.n.e. Persowie zorganizowali pierwszą wyprawę przeciw miastom Grecji. Dariusz miał do wyboru dwie drogi;  jedną od strony morza, drugą lądową. Każda z tych dróg miała swoje zalety i wady. Ostatecznie wybrał drogę od strony morza i okazało się to katastrofalne. Kampania  nie powiodła się z powodu strasznej burzy "zesłanej przez bogów Olimpu" która zniszczyła jego flotę. 
Mimo klęski Dariusz wysłał w następnym roku do greckich miast swoich posłów, którzy żądali w imieniu króla „ziemi i wody” tj. symbolicznego uznania jego władzy. Część greckich polis była skłonna przyjąć perskie zwierzchnictwo, ale Ateny, Sparta i zapewne Eretria nie chciały wpaść pod perskie jarzmo. Ateńczycy zrzucili posłów z Akropolu w przepaść, gdzie tracono przestępców, a Spartanie wrzucili swoich do studni, żeby tam poszukali sobie spartańskiej "ziemi i wody". Grecy nienawidzili samej myśli o pozbawieniu ich wolności, i nie zamierzali z niej rezygnować bez walki. Dariusz był wściekły, zebrał flotyllę 600 okrętów i zmobilizował armię.  Wiosną 490 r. p.n.e. armia i flota perska była gotowa. 30-tysięczną armią dowodził  Datys, wódz sił perskich na zachodzie.


     Kiedy we wrześniu 490 r. p.n.e. Datys żeglował ku Grecji towarzyszył mu Hippiasz, król - tyran, wygnany z Aten w 510 r. p.n.e., który służył Persom w nadziei, że odzyska władzę w Atenach. Hippiasz z radością doradził mu aby wylądował pod Maratonem. Na terytorium Aten nie mogliby znaleźć lepszego miejsca, równina pod Maratonem była  szeroka na  3 km i długa na 10 km, poza bagnami na jej końcach nic nie przeszkadzało Persom w skutecznym wykorzystaniu lekkiej piechoty i kawalerii. 


     Powrót Hippiasza do Grecji nie należał do najszczęśliwszych, wyskakując z łodzi na brzeg, dostał ataku kaszlu (a miał już swoje lata ok. 80), wypluł ząb i nie mógł go znaleźć w piasku. Uznał to za znak od bogów, że nie odzyska  już swojego królestwa. Hippiasz był politycznym pionkiem, Persów nie obchodziło jaki reżim włada podbitymi terytoriami, dopóki ten reżim był lojalny wobec nich. Kiedy Datys rozładowywał okręty, na wzgórzach nad Maratonem zebrała się armia Greków. Składała się z przedstawicieli 10 ateńskich fyl (społeczności rodowych), po 1000 ludzi z każdej fyli z własnym dowódcą i około 1000 Platejczyków. Całość podlegała Ateńskiemu wodzowi Miltiadesowi.

Miltiades

      Brakowało jedynie najwspanialszych wojowników starożytnej Grecji – Spartan. Miltiades wysłał do Sparty Filipidesa z prośbą o pomoc. Grecy kontaktowali się poprzez posłańców, czasami byli to jeźdźcy, ale z reguły wiadomości przekazywali biegacze. Filipides mógł biec cały dzień. Według starożytnego historyka Herodota  pokonał 240 km między Atenami i Spartą zaledwie w dwa dni. 


      Jego wysiłek poszedł jednak na marne. Spartanie obchodzili właśnie święto Apollina Karnejskiego i odmówili wymarszu przed pełnią księżyca. Spartanie słynęli z religijności, powolności, uporu i arogancji, uznali że nic się nie stanie jeśli trochę się spóźnią. Ateny miały walczyć same.  
     Ze wzgórz nad Maratonem Miltiades i jego wodzowie doskonale widzieli perską armię, była prawie trzykrotnie większa od ich sił; łucznicy z Etiopii, lekkozbrojni znad brzegów Indusu, dzicy jeźdźcy ze stepów Azji, wszyscy byli poddanymi Dariusza, ale poza tym łączyło ich niewiele, nie mówili nawet jednym językiem. Natomiast Grecy byli braćmi i sąsiadami, wspólnie broniącymi swojej wolności i stylu życia. Wciąż pamiętali tyranię Hippiasza i woleli śmierć od jego powrotu. 


     Żadna ze stron nie rwała się do walki, przez cztery dni obie armie stały naprzeciwko siebie. Grecy czekali ponieważ zajmowali lepszą pozycję,  przeciwnik nie mógł ich stamtąd wyprzeć. Poza tym wielka armia wroga, błyskawicznie zużywała zapasy, istniała nawet szansa że Persowie wycofają się sami. Datys czekał, ponieważ miał nadzieją że poplecznicy Hippiasza wywołają w Atenach bunt i oddadzą mu polis. Miltiades cały czas miał nadzieję że pojawi się obiecany kontyngent ze Sparty. 


     Żadna ze stron nie chciała wykonać pierwszego ruchu. 
Datis pracował jednak nad planem, który miał przełamać pat, już wkrótce miało dojść do rzezi. Po czterodniowym oczekiwaniu, perski wódz decyduje się postawić wszystko na jedną kartę. Pod osłoną nocy wprowadza konnicę i część piechoty z powrotem na statki. Ateńska armia stoi pod Maratonem, więc Datys  zamierza opłynąć przylądek, wysadzić swe wojska pod Atenami i uderzyć na bezbronne miasto. Jego towarzysz Artafernes zostanie pod Maratonem z 12 tys. ludzi. Jeśli Datis sądził że uda mu się w tajemnicy załadować na okręty tysiące koni i żołnierzy – był w błędzie. Zwiadowcy Miltiadesa odkryli zamieszanie. Grecy uznali to za zagrożenie a jednocześnie szansę, jeśli czegoś nie zrobią, miasto może zostać zdobyte za ich plecami, z drugiej strony mogli w końcu uderzyć na wroga, który uszczuplił swoje siły i pozbył się kawalerii. 
     Miltiades wiedział że musi działać szybko. Rejs do Aten zabierze Datisowi ponad 10 godzin, kolejne godziny pochłonie wyładunek armii. Miltiades musiał zwyciężyć pod Maratonem, a następnie szybko wrócić do Aten by stawić czoło Datysowi. Grecy postanowili wykorzystać okazję. Geniusz Miltiadesa polegał na tym, że potrafił rozpoznać właściwy moment do ataku.


     Miltiades ustawił 11 tys. swoich hoplitów do bitwy. Na lewym i prawym skrzydle piechota stanęła w ośmiu szeregach, natomiast w centrum tylko w czterech. Po zajęciu pozycji Grecy powoli ruszyli w stronę wroga, a gdy znaleźli się w odległości 100−200 m od perskich oddziałów, rozpoczęli bieg. W ten sposób zminimalizowali straty zadane im przez perskich łuczników. Wyobraźmy to sobie; pancerz, tarcza, włócznia i miecz ważą ok. 35 kg a oni musieli dobiec do wroga i stawić mu czoło. Hoplici szkolili się do takich wyczynów, na ówczesnych olimpiadach uprawiano nawet bieg na 400 m w pełnym uzbrojeniu. Persowie byli zaskoczeni, ze swoich pozycji widzieli jedynie masę szarżujących Greków, byli pewni, że ci padną zanim zbliżą się na długość miecza. 


    Grecy uderzyli najmocniej na skrzydła i tu odnieśli od razu sukces, centrum zostało nieco w tyle, tworząc półkole wojska i w ten sposób oskrzydlając wojska Dariusza. Persowie dostali się w kleszcze atakujących z powodzeniem na skrzydłach hoplitów i w panice rozpoczęli ucieczkę w kierunku własnych okrętów.Pole bitwy zamieniło się w krwawą jatkę. Grecka ciężka piechota używała tarcz o średnicy metra, która chroniła żołnierza od czoła po kolana, na nogach hoplici mieli nagolenice, na głowach hełmy, tak opancerzeni byli właściwie niewrażliwi na ciosy lekko uzbrojonego wroga.



     Grecy próbowali odciąć im odwrót ścigając ich na brzeg morza. Wybuchł chaos, Persowie próbowali dostać się na statki, jednocześnie stawiając opór nacierającym hoplitom. Ci którzy ocaleli, odpłynęli. Wyczerpani Grecy padli na piasek, nie było jednak czasu na odpoczynek, kiedy trwała bitwa Datys żeglował ku Atenom. Miltiades nakazał wyczerpanym hoplitom marsz do miasta, 42 km w pełnym oporządzeniu. Pokonanie Persów pod Maratonem zajęło mu 3 godziny, to oznaczało że Datys był 3 godziny bliżej Aten. Zaczął się wyścig z czasem. Miltiades wysłał posłańca z wieścią o zwycięstwie, wg legendy był to Filipides, ten sam człowiek, który biegł do Sparty, pokonał 42 km do Aten i krzyknął „zwycięstwo” po czym padł martwy z wyczerpania. 


     Miltiades zdążył w ostatniej chwili i rozstawił swą armię. Datys był zaskoczony widząc czekających na niego Greków. Nawet nie rozpoczął desantu, był pewien że Grecy polegli pod Maratonem, teraz patrzył na ich szeregi gotowe do walki. Uznając porażkę zawrócił okręty do Persji. Hippiasz miał rację, stracił nie tylko ząb, lecz także szansę na odzyskanie władzy. 
A Spartanie ? Spóźnili się i nie zyskali sławy, mimo to byli ciekawi jak wyglądają Persowie, udali się pod Maraton aby obejrzeć poległych. Podobno po bitwie Spartanie zachowywali się jak turyści, byli zaskoczeni tym jak doskonale poradzili sobie Ateńczycy. 


     Gdyby Persowie wygrali, zajęliby Ateny, tym samym zdobyliby w Grecji bazę do kolejnych ataków, być może historia potoczyłaby się inaczej. Bitwa pod Maratonem była decydującym starciem które umożliwiło odparcie najeźdźcy. Chwała Maratonu nie przeminie nigdy, to było wspaniałe zwycięstwo. Gdyby nie Maraton nie było by rozkwitu greckiej cywilizacji. Persowie stracili 6,5 tys. ludzi, Grecy 192. To było wielkie zwycięstwo dla Grecji a jeszcze większe dla Aten. W ciągu 20 lat ich obywatele pozbyli się tyrana i pokonali Persów, stworzyli też nową formę rządów – demokrację.


    A Filipides ? Jego bieg przypominany jest w czasie każdych igrzysk olimpijskich i w wielu miastach świata, kiedy zwykli ludzie biegną w Maratonie.
c.d.n.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Święta Dionizosa - potężnego boga teatru

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Święta Dionizosa - potężnego boga teatru:     Najbardziej huczne i burzliwe święta rozpoczynały się późną zimą, niemal wszystkie poświęcone były Dionizosowi - w różnych postaciach ...

Święta Dionizosa - potężnego boga teatru

    Najbardziej huczne i burzliwe święta rozpoczynały się późną zimą, niemal wszystkie poświęcone były Dionizosowi - w różnych postaciach - jego wybujałej i burzliwej naturze. Ulice Aten napełniało prawdziwą wesołością święto czcicieli Bakchusa, którego nieodłączną częścią był ekstatyczny taniec wraz z procesją i agonem dramatycznym, przeznaczonym wyłącznie dla Ateńczyków. 


   Wielką atrakcją było także święto dzbanów, na którym rozgrywano zawody w piciu wina, nagrodą było oczywiście wino. Zwyciężał ten kto w najkrótszym czasie zdołał wychylić swój dzban do dna. Tego dnia ulicami Aten szła wesoła karnawałowa procesja, towarzysząca Dionizosowemu okrętowi na kołach, wieczorem zaś pijacy udawali się do ołtarza boga aby wylać na niego resztę wina i hulanka trwała całą noc, aż do ranka, dnia zmarłych.


    Wielkie Dionizje były najmłodszym z attyckich świąt, przeznaczone były nie tylko dla Ateńczyków, ale również dla cudzoziemców. Ustanowione w VI w. p.n.e. przez mądrego tyrana Aten Pizystrata, zapożyczyły główne elementy z Dionizjów wiejskich, rozwinęły ich zalążki przedstawień dramatycznych, powołując do życia jeden z najpiękniejszych okresów teatru światowego.
    W czasie sześciodniowych Dionizjów Wielkich Ateny roztaczały cały reprezentacyjny przepych stolicy. Od czasów powstania Ateńskiego Związku Morskiego, uroczystości nabrały szczególnego przepychu, przybywali na nie tłumnie posłowie i kupcy, oraz spieszący z darami sprzymierzeńcy z Azji Mniejszej i z wysp na Morzu Egejskim. I tak Dionizos symbol upojenia i szaleństw, niesforny bóg przeciwieństw dający raz siłę a raz zniszczenie, stał się ulubionym bogiem attyckiego ludu. Stał się potężnym bogiem teatru.


     Publiczność przybrana w białe szaty już wczesnym rankiem napływała do teatru u stóp ateńskiego Akropolu. Przed wejściem na widownię, każdy widz otrzymywał „symbolo” małą metalową markę określającą przydzielone mu miejsce. Dla kapłana Dionizosa, dygnitarzy i uprzywilejowanych gości przeznaczone były najniższe pierwsze rzędy. Tam również zasiadali sędziowie agonu - konkursu (10 wybranych losowo obywateli Aten, którzy głosowali za pomącą tabliczek wrzucanych do urny) choregowie (sponsorzy)  i autorzy. 


     Rzeszę zgromadzoną w teatrze tworzyli nie widzowie lecz - w pełnym znaczeniu tego słowa - współuczestnicy religijno teatralnych obrzędów kultowych. Już nigdzie i nigdy potem, teatr nie był w takim stopniu jak w starożytnej Grecji wytworem wspólnoty. Nigdzie też nie doszedł do takiego znaczenia. Tu bogów i ludzi nie dzieliła przepaść. Na gruncie wspólnych wyobrażeń religijnych i wielbionego dziedzictwa Homerowych bohaterów, wyrosły igrzyska w Olimpii, w Świątyni Apollina w Delfach a także igrzyska istmijskie i nemejskie. Jednoczyły one zwaśnione państewka Attyki i podtrzymywały nadrzędne poczucie wspólnoty.


     Przedstawienia odbywały się przez cały dzień, wobec tego obywatel ateński aby uczestniczyć w święcie, musiał oderwać się od swoich zajęć zarobkowych. Państwo aby umożliwić mu uczestnictwo, wypłacało dotację wartości 2 obli. Nie była to równowartość jego dziennych zysków, ale pozwoliło mu to utrzymać się przez jeden dzień. Ta tzw. „zapłata” za uczestnictwo, nazywała się theorikon i lud ateński zacięcie bronił tego przywileju. Istnieją zapiski, że domagano się wprowadzenia prawa, które karało by śmiercią, każdego kto tylko ośmieliłby się zaproponować odebranie theorikonu. 


     Dla Ateńczyków uczestnictwo w przedstawieniach było wielkim przeżyciem.  Płacono im nie tylko za uczestnictwo w agonie, gdzie rywalizowali między sobą trzej dramatopisarze - mieli zaprezentować w czasie święta Dionizosa po cztery sztuki: trzy tragedie i jeden dramat satyrowy - ale również za uczestnictwo w spektaklach komediowych. O ile tragedie musiały dotyczyć jednego z tematów mitologicznych, mieć charakter edukacyjny  i były cenzurowane przez archonta,( badano też życie autora – musiał uzyskać tzw. świadectwo moralności, aby wystawić sztukę podczas święta) komedia nie miała żadnej cenzury, żadnych granic.

     Komedia w V w. p.n.e. była komedią polityczną, wyśmiewała osoby i sytuacje bardzo ostro, bezwzględnie wręcz zajadle, głównym celem ataków byli oczywiście rządzący. Wyobraźmy sobie Peryklesa, który musiał wysłuchiwać brutalnych nieraz ataków na siebie, na swój związek z Aspazją i był bezradny, ale to mu w żadnym stopniu nie zaszkodziło wręcz odwrotnie, zjednywało mu zwolenników. Społeczeństwo pozwalało na wyśmiewanie absolutnie wszystkiego i wszystkich z wyjątkiem samego społeczeństwa i ludu ateńskiego. Nie wolno było pod groźbą najsurowszych kar, obrażać ludu ateńskiego; był on święty i nietykalny.  Choć Arystofanes pozwalał sobie i na to w swoich komediach, nigdy jednak nie robił tego wprost, była to zawoalowana krytyka i nie można go było za to oskarżyć.


     Po ustaleniu przez archonta, które sztuki zostaną wystawione zapraszano choregów, czyli obywateli mających za zadanie zorganizować i ponieść koszty wystawienia sztuk, każdego z twórców.
Chorigija była liturgią, świadczeniem publicznym i równocześnie podatkiem obciążającym najzamożniejszych obywateli. Państwo rozkładało na bogatych Ateńczyków, te wydatki na cele publiczne, których samo nie mogło, albo nie chciało ponosić. Ta specjalna forma opodatkowania nazywała się właśnie liturgią i była uważana nie tylko za obowiązek ale także za zaszczyt, gdyż popularność obciążonych nią obywateli ogromnie rosła. Choreg (gr. χορηγός)  dokładał więc wszelkich starań aby zwyciężyć w konkursie dramatycznym. W przypadku powodzenia chętnie ponosił nowe koszty,  poświęcał  Dionizosowi pomnik, który nie pozwalał obywatelom Aten zbyt szybko zapomnieć o triumfie przedstawienia - zwycięskiego dzięki zasługom chorega.

Pomnik chorega Lizykratesa dla upamiętnienia zwycięstwa chóru Lizykratesa podczas Wielkich Dionizjów w 335 r. p.n.e.

    Demokratyczne społeczeństwo ateńskie wyróżniało się zawsze dążeniem do równości szans wszystkich obywateli, dlatego żeby zapobiec korzystaniu z przywilejów, choregów wybierano metodą losowania ich nazwisk z urny. Odbywało się to na zebraniu publicznym, w którym  mógł wziąć udział i kandydować, każdy wolny obywatel Aten ( z zasobnym portfelem)

Perykles

     Wylosowany choreg wybierał sobie dramaturga, którego najwyżej cenił. W 472 r. p.n.e. młody Perykles będąc choregiem wybrał Ajschylosa wystawiającego trylogię, której częścią byli „Persowie” Było to pierwsze, jakże świetne zwycięstwo Peryklesa, a sława i wielkość zarówno jednego jak i drugiego, przetrwały do dziś.
c.d.n.