niedziela, 12 kwietnia 2020

Dlaczego Grecy przed świętami bielą wapnem swoje domostwa ?


  Co roku w Wielkim Tygodniu greckie gospodynie domowe, na wyspach i w prowincjonalnych miasteczkach, malują swoje domostwa na biało. W dzielnicach toczy się rywalizacja o to czyje będzie piękniejsze. Uważają jedynie na to, żeby nie zabrudzić obejścia.



   Żeby bielenie szło sprawnie, decydują się robić to w godzinach, kiedy zbyt wielu przechodniów nie kręci się po okolicy. Po zakończeniu dzieła, siadają przed swoimi domami,  podwórkami i przez kilka godzin przeganiają  wszystkich pieszych, żeby Broń Boże nie podeptali i nie pobrudzili świeżo pomalowanych schodków, ścieżek  i podwórek ...



  Bielenie domów i dziedzińców było od dawien dawna zwyczajem mieszkańców prowincji. Wybrano biały kolor, ponieważ był synonimem czystości i porządku. Domy i obejścia były bielone co najmniej trzy razy w roku (Boże Narodzenie, Wielkanoc, 15 sierpnia) wewnątrz i na zewnątrz, bielono podwórka, tarasy i  drzewa. Zwłaszcza na Wielkanoc, ważne było, aby dziedziniec był schludny i czysty w momencie, gdy w Wielki Piątek przejdzie procesja z Epitafium.


   Tradycja bielenia  wapnem była głęboko zakorzeniona w Grecji od czasów starożytnych. Wapień (wapno, piasek wraz z włóknami roślinnymi i zwierzęcymi) był tradycyjnym tynkiem wewnątrz i na zewnątrz domu już w okresie mykeńskim.
W 1350 r. w regionie Morza Śródziemnego szalała zaraza. Republika Genui nałożyła na Prowansję, Korsykę i Północne Włochy, nakaz bielenia wapnem domów i obejść. Prawie sto lat później te środki sanitarne zostały przeniesione do Hiszpanii, a następnie do arabskich miast Morza Śródziemnego. Brytyjczycy od 1650 r. stosowali profilaktycznie tę metodę. a wkrótce ją rozpowszechnili we wszystkich portach Morza Śródziemnego, jako środek ochrony zdrowia publicznego.

Od XVI wieku w basenie Morza Śródziemnego i głównie na wyspach kolor biały stał się dominującym kolorem świątyń ...



  Na wyspach wapno stało się synonimem czystości i piękna od XIX wieku. Mieszkańcy południowych Włoch, Hiszpanii, Korsyki, Sardynii, Majorki i Afryki Północnej płacili grzywnę, jeśli nie wybielili domu. Kontrole organów ds. Zdrowia były częste, po to by uniknąć pandemii, które często miały miejsce i eksterminowały populacje. W rzeczywistości najbardziej narażonymi obszarami były obszary przybrzeżne, na których zacumowane były statki, które prawdopodobnie przywlekały choroby i epidemie ...


   Kiedy wybuchły epidemie cholery; w Neapolu w 1913 r. i na Sycylii w 1925 r., nakazano bielenie obszarów wokół domów, magazynów rolniczych i inwentarza żywego. W Grecji środek ten wprowadzono w ograniczonym zakresie w 1928 r., kiedy wybuchła gorączka denga (infekcyjna choroba tropikalna wywoływana przez wirus dengi) w Atenach i innych regionach.
Dziesięć lat później Metaxas – premier greckiego rządu - wydał dekret nakazujący bielenie wapnem wszystkich domów i obejść na wyspach. Celem tego nakazu było, jak się możemy domyślić, zapobieganie rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych, które rozlały się po całym kraju i atakowały nawet ptaki domowe. Jednocześnie pojawiły się inne choroby zakaźne np. jaglica (bakteryjna infekcja oczu), które były skutkiem nieprzestrzegania zasad higieny. Wapno uważano wtedy za główny środek dezynfekujący – ponieważ stosowanie chloru nie było jeszcze powszechne. I w ten oto sposób wszystkie domy na wyspach, chcąc nie chcąc, przybrały białą barwę - pod czujnym okiem żandarmerii.  W następnych latach zniesiono przymus bielenia, ale wielu mieszkańców miało jeszcze zapasy wapna w swoich komórkach z czasów Metaxasa, poza tym stało się to pewnego rodzaju nawykiem i przynajmniej trzy razy do roku bielili swoje domostwa, żeby je oczyścić z wszystkich możliwych mikrobów.
   W 1955 r. Królowa Fryderyka, za namową „wyższych sfer”, przedstawiła premierowi K. Karamanlisowi propozycję reklamowania wysp. Było to zdjęcie z dobrze zachowanymi domami na Mykonos. Białe domy z niebieskimi detalami stały się od tego momentu znakiem rozpoznawczym Morza Egejskiego ....


Wyspiarze do dziś zachowali biały kolor domów, ponieważ oprócz aspektów higienicznych są jeszcze estetyczne no i praktyczne. Promienie słoneczne odbijają się od białych ścian i dzięki temu domy wewnątrz są chłodniejsze.
I w ten oto sposób bielenie wapnem stało się tradycją i do dziś jest wizytówką  greckich wysp i oznaką ładu i porządku…
c.d.n.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Artemizja - nieustraszona kobieta admirał, którą p...

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Artemizja - nieustraszona kobieta admirał, którą p...:    Jest rok 480 p.n.e. Persowie pod dowództwem młodego króla Kserksesa – syna pokonanego w 490 r p.n.e. przez Ateńczyków pod Maratonem Da...

Artemizja - nieustraszona kobieta admirał, którą pokonała … miłość.


   Jest rok 480 p.n.e. Persowie pod dowództwem młodego króla Kserksesa – syna pokonanego w 490 r p.n.e. przez Ateńczyków pod Maratonem Dariusza - przygotowują się do decydującego starcia z Grekami. Pokonali ich wcześniej w bitwie pod Termopilami i teraz chcą zadać ostatni decydujący cios.
Grecka flota czeka na nich pod Salaminą, miejsce to nie było wybrane przypadkowo, wręcz odwrotnie, Grecy dobrze wiedzieli co robią. By zmusić Persów do stoczenia bitwy w miejscu dla siebie dogodnym, posłużyli się fortelem. Dowodzący Grekami Temistokles wysłał do przeciwników swojego zaufanego perskiego sługę, który naopowiadał im historii o rozłamie wśród Greków. Tego właśnie było trzeba Kserksesowi. Kazał gotować się swoim wojownikom do boju, przekonany, że stoczy walkę ze słabym i zdemoralizowanym przeciwnikiem. Zwołał na naradę swoich dowódców i  ogłosił im swoją decyzję, dotyczącą planowanej bitwy. Nikt nie odważył się sprzeciwić królowi oprócz jednego admirała. Tym admirałem była Artemizja, królowa Halikarnasu, Kos, Nisyros i Kalymnos.

  Wywodziła się z możnego i wpływowego rodu. Jej ojciec, Lygdamis, był satrapą Karii, państwa zamieszkanego w przeważającej większości przez ludność grecką. O matce wiemy tylko, że pochodziła z Krety. Państwo, którym przyszło jej władać, w 545 roku p.n.e. zostało podbite przez Persów, ale zachowało pewną niezależność. Po śmierci męża objęła władzę w Karii, rezydując w Halikarnasie, jej małżonek najwidoczniej nie dorównywał jej pod żadnym względem, skoro jego imię nie zostało w ogóle zapamiętane przez historię.
  Artemizja odradzała Kserksesowi walkę na morzu, przekonywała go, mówiąc:
 „Mężowie greccy przewyższają naszych na morzu, tak jak mężczyźni przewyższają kobiety. Jaki masz powód Panie, by stawić czoła Grekom na morzu, gdzie Twoje zwycięstwo nie jest pewne. Wszak zająłeś już Ateny, zająłeś resztę Grecji czy ktoś był w stanie na lądzie Cię powstrzymać ?”
I zakończyła swoją mowę następującymi słowami:
” Dobrzy ludzie zwykle mają złych poddanych, podczas gdy źli mają dobrych poddanych. Ty, jako najlepszy człowiek na świecie, masz złych poddanych. Żaden z tych, którzy twierdzą, że są sprzymierzeńcami, nie przyniesie nam korzyści.”
Niestety Kserkses choć szanował Artemizję nie posłuchał jej wskazówek, zdania nie zmienił i zaatakował Greków pod Salaminą - bitwę przegrał z kretesem. 

Bitwa pod Salaminą (mal. Wilhelm von Kaulbach

  Osobą, która wyróżniła się w walce z Grekami była oczywiście Artemizja. Choć jej flotylla nie dorównywała rozmiarami pozostałym, to zwróciła uwagę wszystkich. Grecy zauważyli, z nieopisanym zdumieniem, że najdotkliwsze ciosy perskiej floty pochodzą ze statku, który jest pod rozkazami kobiety. O ile w państwie perskim udział  kobiety admirała w bitwie, został zaakceptowany przez samego króla, o tyle w Grecji odebrano to jako zniewagę. dlatego wyznaczyli za schwytanie Artemizji niebotyczną nagrodę w wysokości 10 tysięcy drachm (dla porównania; przeciętna dniówka ówczesnego greckiego robotnika wynosiła jedną drachmę)
Jednak królowej Halikarnasu udało się ocaleć z pogromu i to dzięki sprytnemu manewrowi. Uciekając przed ścigającą ją trierą – greckim okrętem, zaatakowała sojuszniczy okręt  Kalyndyjczyków. 
„Kiedy nań wpadła i zatopiła, dzięki szczęśliwym okolicznościom podwójną sama odniosła korzyść. Bo dowódca trójrzędowca attyckiego, widząc ją uderzającą na okręt barbarzyński, sądził, że okręt Artemizji albo jest helleński, albo przechodzi od barbarzyńców do Hellenów i im pomaga; dlatego zawrócił i skierował się przeciw innym okrętom” – pisał Herodot.



   Staranowana przez Artemizję jednostka należała do sojuszniczych Kalyndyjczyków i była dowodzona przez ich króla, Damasitymosa. Zdaniem Herodota to dziwne zachowanie królowej zostało przez nią zaplanowane już wcześniej i  było aktem zemsty na królu Kalyndii za zatarg, do którego, jego zdaniem, doszło, kiedy oboje przebywali pod Hellespontem.
Kserkses, nie kryjąc podziwu dla fortelu władczyni, miał powiedzieć, że w jego armii „kobiety stały się mężami, a mężczyźni kobietami” Chcąc dowieść, jak bardzo ceni Artemizję, przesłał jej w nagrodę grecki rynsztunek wojenny, a nieudolnego, jego zdaniem, dowódcę całej floty „uhonorował” przesłaną mu w darze… niewieścią suknią i kądzielą.
Po przytłaczającej porażce Persów, którą przewidziała Artemizja, Kserkses nauczony doświadczeniem, już nigdy nie zignorował jej rad i tak kiedy perski generał Mardoniusz, zaproponował kontynuację kampanii z 300 tysiącami ludzi, król natychmiast poprosił ją o zdanie. Królowa przekonała go, że powinien wrócić do Persji, i zostawić Mardoniusza samego  - żeby dokończył robotę.
 „Jeśli Mardoniuszowi uda się to, co jego zdaniem, może zrobić, zwycięstwo będzie Twoje. Jeśli przegra, Grecy nie odniosą prawdziwego zwycięstwa, ponieważ pokonają Twojego poddanego” – powiedziała
Kserkses posłuchał i wrócił do kraju,  Mardoniusz zginął w bitwie pod Platejami a jego armia została przez Greków całkowicie rozbita.

Bitwa pod Platejami

  Dalsze losy Artemizji nie są do końca znane. Jeżeli wierzyć Herodotowi, niedługo po bitwie wyjechała do Efezu, gdzie na polecenie Kserksesa miała opiekować się jego synami – co było dowodem jego zaufania.
  Niestety wiemy jak zakończyło się życie Artemizji, los splatał jej brzydkiego psikusa.  Ta, przez całe życie silna i nieustraszona kobieta, zapałała płomiennym uczuciem do niejakiego Dardanusa z Abydos, mężczyzna jednak okazał się odporny na jej wdzięki i nie odwzajemnił jej gorącej miłości. Zrozpaczona, nieszczęśliwa królowa Halikarnasu, Kos, Nisyros i Kalymnos, której nie był w stanie pokonać żaden najpotężniejszy wróg, popełniła samobójstwo, rzucając się w morskie odmęty z wysokiej skały.
c.d.n.

czwartek, 7 lutego 2019

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak Hipokrates wyprowadził medycynę ze świątyń

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Jak Hipokrates wyprowadził medycynę ze świątyń:  Istnieją dwa kodeksy etyczne, które sprawdziły się na przestrzeni wieków - dziesięcioro przykazań i Przysięga Hipokratesa. „Przysięg...

Jak Hipokrates wyprowadził medycynę ze świątyń


 Istnieją dwa kodeksy etyczne, które sprawdziły się na przestrzeni wieków - dziesięcioro przykazań i Przysięga Hipokratesa.

„Przysięgam na Apollina lekarza, na Asklepiosa, na Hygieię i Panakieię, na wszystkich bogów i boginie i biorę ich na świadków, jako przysięgi tej dochowam ściśle według sił moich… „


     Hipokrates urodził się około 460 r p.n.e. czyli żył i działał w V wieku, najbardziej twórczym okresie w historii zachodniej cywilizacji, w tzw. złotym wieku wielkiego Peryklesa, w czasach kiedy nastąpiła eksplozja ludzkiego geniuszu. W doborowym towarzystwie wielkich filozofów; Sokratesa, Platona, historyka Tukidydesa, tragików Sofoklesa i Eurypidesa, rzeźbiarzy Fidiasza i Praksytelesa i wielu innych pięknych umysłów, nie mogło zabraknąć ojca współczesnej medycyny, Hipokratesa.
Pochodził z lekarskiego rodu Asklepiadów i był od strony ojca Heraklidesa osiemnastym potomkiem samego boga Asklepiosa. Pierwszym jego nauczycielem był jego ojciec - tradycja nakazywała przekazywanie wiedzy medycznej z ojca na syna - a  po osiągnięciu wieku młodzieńczego zaczął w słynnym Asklepionie, w towarzystwie sofistów i filozofów studiować nauki medyczne. Jednym z jego ulubionych nauczycieli był Herodikos ojciec dzisiejszej medycyny sportowej, który jako pierwszy uznał wysiłek fizyczny za narzędzie do leczenia chorób. Po ukończeniu studiów zaczął podróżować po ówczesnym świecie w celu - jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli  - doskonalenia swojego warsztatu  i zdobywania nowej medycznej wiedzy, ponieważ uważał dotychczasowy sposób leczenia chorych za przestarzały.
Do tej pory chorych leczono tylko  w świątyniach i sanktuariach poświęconych bogu Asklepiosowi a rolę lekarzy pełnili kapłani.


    Sanktuarium na Kos było najważniejszym ośrodkiem medycyny świątynnej, metody leczenia urzędujących tam kapłanów owiane były mistycyzmem i tajemnicą. Pacjentów nie badano, sami gromadzili informacje o swoim zdrowiu, symptomach  chorobowych i niejednokrotnie sugerowali kapłanom sposób leczenia. Hipokrates wykradł te zapiski pacjentów,  dokładnie przestudiował i na centralnym placu Kos na Agorze odkrył sekrety „kapłańskiego”  leczenia. W ten sposób wypowiedział wojnę Asklepiadom i założył pierwszą prywatną szkołę medyczną, w której mogły studiować osoby spoza klanu lekarskiego, co do tej pory było niemożliwe, bo o tym kto mógł zostać lekarzem, decydowały nie zdolności czy chęci ale pochodzenie. 
I tak oto wyprowadził medycynę ze świątyń, rozpoczął zorganizowane nauczanie i oczyścił ją z mistyki, przesądów i wiary w uzdrawiającą moc bóstwa. Choroba jego zdaniem była procesem biologicznym, zaburzeniem równowagi organizmu a zadaniem lekarza było tę równowagę przywrócić. Bogowie nie mieli tutaj nic do roboty.


   Dzięki niemu praktyka medyczna została oparta na racjonalnych podstawach i mogła rozwijać się niezależnie od medycyny świątynnej, bo ta wbrew pozorom dalej funkcjonowała i dobrze się miała. Dziś już wiemy, że niekiedy głęboka wiara pacjenta w skuteczność kuracji może być dobrym lekarstwem. Istniała ponadto duża grupa pacjentów, którym ówczesna medycyna nie mogła udzielić skutecznej pomocy, i którzy mogli pokładać nadzieję już tylko w mocy Asklepiosa. Tu medycyna naukowa świadomie ustępowała miejsca świątynnej, uznając rozsądnie swe ograniczenia.
Hipokrates był innowacyjny i pionierski,  przede wszystkim był naukowcem, który obserwował pacjenta, prowadził badania, wyciągał i zapisywał wnioski. Twierdził, że najważniejsze jest zapobieganie a nie diagnoza co wiązało się  pewnie z brakiem skutecznych metod leczenia wielu chorób i lekarstw, więc łatwiejsze było niedopuszczenie do powstania i rozwoju choróbska niż jego późniejsze leczenie.. 


    Uważał chorobę jako problem całego organizmu a przyczyna choroby nie znajdowała się tylko w jednym wybranym narządzie, lecz w całym organizmie. Organizm człowieka stanowił dla niego jedną wielką całość i tylko jako całość mógł być skutecznie leczony, dlatego Hipokrates i jego lekarze badali całego człowieka, wszystko, punkt po punkcie; włosy, oczy, paznokcie, skórę, oddech nawet łzy były przedmiotem ich badań, sprawdzali w jakim stanie jest cały organizm pacjenta i dopiero na sam koniec stawiali diagnozę i szukali rozwiązania.
Hipokrates jako pierwszy badał środowisko naturalne pacjenta. Miejsce zamieszkania, klimat, w którym ten mieszkał, zmiany pogody w jego otoczeniu. Właściwy sposób odżywiania i dieta były jego zdaniem podstawowymi warunkami dobrego zdrowia, oprócz tego przywiązywał wielką wagę do fizjoterapii i jej podstawowej metody, jaką jest masaż. A wszystko to dwa i pół tysiąca lat temu, kiedy większość ludzi, o dobre zdrowie, modliło się do Zeusa!


   Szczególny nacisk Hipokrates kładł na płyny ustrojowe, krew, flegmę, żółtą i czarną żółć. Uważał, że dobry stan zdrowia jest wynikiem prawidłowej proporcji tych płynów, zaburzenie równowagi między nimi miało być przyczyną choroby, a  przewaga jednego z nich była fundamentem określonego typu temperamentu: i tak;
Temperament choleryczny (wybuchowy) miał się wiązać z przewagą żółci, z naturą ciepłą i suchą oraz z północą. U sangwiników (gorącokrwistych, łatwo zapalających się) miała przeważać krew, ciepło i wilgoć, a pochodzić mieli ze wschodu. U wywodzącego się z południa flegmatyka (powolnego, zrównoważonego) dominować miał zimny śluz/ flegma, a u pochodzącego z zachodu melancholika (pochmurnego introwertyka) sucha, zimna, czarna żółć mająca swe źródło w śledzionie.


To właśnie dlatego jego badania obejmowały nawet plwocinę i mocz pacjentów.
Ale to nie wszystko !
Mimo praktycznie nieistniejących wtedy narzędzi chirurgicznych Hipokrates i jego studenci wykonywali trudne - nawet jak na dzisiejsze czasy - zabiegi chirurgiczne z dziedziny ortopedii, kardiochirurgii czy chirurgii. W kilku pracach Hipokratesa czytamy też o jego interwencjach chirurgicznych w czaszce pacjenta.
Zmarł w bardzo podeszłym wieku i pochowany został  w okolicach Larisy, ale nawet po śmierci jego metafizyczne moce działały; na jego grobowcu znalazł sobie schronienie rój pszczół a miód ich „produkcji” miał podobno niesamowite właściwości lecznicze.

sobota, 27 lutego 2016

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Pierwsi nieznani Maratończycy

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Pierwsi nieznani Maratończycy:     Jest rok 490 p.n.e. 9000 Ateńczyków i 600 Platejczyków, skruszyło ponad dwukrotnie większe siły perskie pod Maratonem, ratując od znis...

Pierwsi nieznani Maratończycy

    Jest rok 490 p.n.e. 9000 Ateńczyków i 600 Platejczyków, skruszyło ponad dwukrotnie większe siły perskie pod Maratonem, ratując od zniszczenia zarówno Ateny, z młodym nowym ustrojem – demokracją, jak i zachodnią cywilizację.


    Wszyscy uczeni badający ten okres w dziejach Grecji są zgodni co do jednego, zwycięstwo Grekom zapewniły; po pierwsze, genialna strategia Miltiadesa – wodza ateńczyków, po drugie doskonałe uzbrojenie i wyszkolenie ateńskich hoplitów, a po trzecie determinacja z jaką walczyli o wolność swojej ojczyzny. Ale większość zapomina o czymś równie ważnym, o ile nie najważniejszym, a mianowicie o sile fizycznej, elastyczności, wytrzymałości i synchronizacji żołnierzy na polu walki, które były wynikiem wysokiej kultury wojskowej i uprawiania sportu przez Ateńczyków od wczesnych lat dzieciństwa.


    Słynna bitwa na równinie maratońskiej rozpoczęła się prawdopodobnie o godzinie 5:30, a o godzinie 8:30 było już po wszystkim. W ciągu trzech godzin Persowie zostali pobici, zwycięstwo Greków było całkowite. Oczywiście godna podziwu sprawność i wytrzymałość żołnierzy nie spadła z nieba, ale był to rezultat wielu lat spędzonych na żmudnych, intensywnych ćwiczeniach fizycznych. To uprawianie przez nich różnorodnych sportów, od zapasów, pankrationu, boksu, biegów, przez strzelectwo, rzut oszczepem stanowiło podwaliny i fundamenty ich zwycięstwa pod Maratonem. Porównanie strat obydwu stron jest wystarczającym  dowodem aby ukazać kunszt wojenny greckich żołnierzy. Na polu bitwy zostało 6400 martwych Persów i tylko 192 Greków.


     Ale są to fakty mniej lub bardziej nam znane, mało kto jednak wie, jak wyglądał natychmiastowy powrót ateńskich hoplitów do Aten. Perski wódz w noc poprzedzająca bitwę, wprowadził konnicę i część piechoty z powrotem na statki. Zamierzał opłynąć przylądek, wysadzić swe wojsko pod Faliro i uderzyć na bezbronne Ateny, zanim Ateńczycy zdążą wrócić spod Maratony.  Jeśli Persowie sądzili że uda im się w tajemnicy załadować na okręty tysiące koni i żołnierzy – byli w błędzie. Zwiadowcy Miltiadesa odkryli zamieszanie i wszyscy zrozumieli co się święci. Natychmiast po wygranej bitwie - jakby nie wystarczyła im trzygodzinna wyczerpująca walka na śmierć i życie w gorącym słońcu – musieli biec by ratować swoje miasto. To było niezwykłe, skąd po tak ciężkiej bitwie, mieli siły do tego desperackiego, niewiarygodnego wyścigu z Persami. 


     Wyruszyli spod Maratonu, niosąc na sobie i z sobą w sumie 34 kg. (zbroja i broń), dotarli na miejsce przeznaczenia około godziny 16:30 – 17:00, tak więc dobiegnięcie do Aten zajęło im ok 7-8 godzin. Hoplici nie pokonali jednak tylko 42 km - tyle wynosi dystans klasycznego biegu maratońskiego - ale dużo więcej, bo nie zakończyli swojego biegu w centrum Aten na stadionie Panatenajskim, jak współcześni sportowcy, tylko musieli dotrzeć do Faliro, kilka kilometrów dalej. Dotarli na czas i przygotowali się odpowiednio na przyjęcie perskich statków. Jakie musiało być zaskoczenie Persów, kiedy zobaczyli ateńskich wojowników czekających na ich przybycie, wszak Persowie na statkach nie wiedzieli nawet, że przegrali z Ateńczykami bitwę. Jak tylko zorientowali się kto na nich czeka i dlaczego, podnieśli żagle i odpłynęli z powrotem do Azji.


     Trasa którą prawdopodobnie przebyli ateńscy hoplici to zaczynając od Maratony; Rafina, Pikermi, Pallini, Agia Paraskevi, Halandri, Ateny, Faliro. To mniej więcej trasa współczesnego biegu maratońskiego (oprócz Faliro) Ale tutaj nasuwa się pytanie, ilu współczesnych sportowców było by w stanie ukończyć bieg maratoński, po morderczej bitwie, w pełnym rynsztunku - 34 kg. i do tego w gorącym wrześniowym słońcu ? 


     Oczywiście Ateńczycy mieli silną motywację; w mieście zostały ich bezbronne matki, żony i dzieci, wszak wszyscy mężczyźni walczyli pod Maratonem. Czy miłość do ojczyzny, wolność i los ich rodzin nie był najlepszym środkiem dopingującym ? Czy wystarczyło to by wykrzesać z siebie ponadludzkie siły ? Na pewno nie. W przypadku starożytnych Greków siła, hart ducha i sprawność fizyczna były rezultatem codziennych morderczych treningów, zarówno ducha jak i ciała. Nie wystarczyły sprawne mięśnie - to nic w ówczesnym społeczeństwie nie znaczyło - bez sprawnego, wykształconego, „obywatelskiego” umysłu. I właśnie ta harmonia ducha i ciała była w stanie dokonać - z naszego punktu widzenia - czynu niemożliwego. 
Dzisiaj ku czci tych właśnie niezłomnych ateńskich wojowników i Fillipidesa – posłańca, który pospieszył z Maratony z wieścią o zwycięstwie – odbywają się biegi maratońskie. 

Fillipides 
   Oczywiście kończą się w centrum Aten a sportowcy biegną w przyjacielskim otoczeniu, po drogach pokrytych asfaltem a nie po nierównych wertepach pokrytych kurzem, jak to było w starożytności. Średni czas mistrzów to 2 godziny i 15 minut. Dla przeciętnego sportowca-amatora to 4 godziny 30 minut. Dla ateńskich hoplitów ….

 c.d.n.