sobota, 4 stycznia 2014

Tajemnice Wyroczni delfickiej

     Mity o potworach, herosach i bogach leżały u podstaw greckich wierzeń. Bogowie kontrolowali ludzki los. Dla Greków poznanie tego co szykują dla nich boscy władcy stało się istną obsesją. Jeśli ktoś w starożytności chciał poznać przyszłość, dowiedzieć się co szykuje dla niego los, istniało tylko jedno miejsce, gdzie mógł się skontaktować z bogiem. Tym miejscem były Delfy.
Dlaczego Delfy ?


     Zgodnie z legendą na południowym zboczu góry Parnas wypasano kiedyś trzody. Pasterz imieniem Koretas zauważył, że w pewnym miejscu stoku jego kozy zaczynały meczeć w niezwykły sposób, lub nawet przemówiły ludzkim głosem. Ciekawy jaka jest tego przyczyna nachylił się nad tym miejscem i zaczął wypowiadać dziwne słowa. Przyjaciele podbiegli do niego. Słuchając go pojęli, że przepowiada on przyszłość. Kiedy wróżby się sprawdziły zapanowało powszechne przekonanie, że miejsce to posiada wieszczą moc. I to była chyba zasadnicza przyczyna późniejszej lokalizacji w tym miejscu świątyni Apollina - boga wróżb i do powstania samej wyroczni.
    Przesądni Grecy konsultowali z wyrocznią praktycznie wszystko. Wyrocznia delficka była ostateczną instancją. Rozwiązywano tam kwestie polityczne - np. czy rozpocząć wojnę, oraz całkowicie prywatne - chociażby: czy jestem ojcem mojego dziecka.


     W świątyni słowa Apollina przekazywała kapłanom kobieta zwana Pytią, która poświęcała swoje życie aby w ten sposób służyć pielgrzymom. Nie działo się tak bez powodu. Gdyby z bogiem kontaktował się mężczyzna z czasem mógłby stać się zbyt potężny. Kobiety nie miały w starożytnej Grecji żadnych praw. Kapłani mogli więc w pełni kontrolować coraz bardziej lukratywne przedsięwzięcie. To oni pociągali za wszystkie sznurki. Słowa boga przekazywała kobieta ponieważ można było nią manipulować.


    Pytie wybierane były przez kolegium kapłanów spośród prostych dziewcząt delfickich, które wychowywały się od dzieciństwa przy świątyni. Początkowo były to młode dziewice, jednak wobec wypadku związanego ze „sprofanowaniem” świętości przez jednego z gości zdecydowano, że zastąpią je kobiety w wieku ok. 50 lat, głoszące swe wróżby w przebraniu dziewcząt. 
W czasach największej świetności równocześnie działały trzy Pytie.
    Każda prorocza sesja przypominała przedstawienie teatralne. Wierni (tylko mężczyźni) docierali do wnętrza świątyni. Palił się tam wieczny ogień podtrzymywany przez delfickie kobiety. Kapłani odbierali od pielgrzymów napisane na tabliczkach pytania do Apollina i zanosili je Pytii. Kapłanka zasiadała w pomieszczeniu znajdującym się poniżej podłogi świątyni - adytonie. Słowo to oznacza "miejsce niedostępne", bo rzeczywiście dostęp tam mieli oprócz Pytii tylko kapłani. To co działo się później jest sednem tajemnicy.


   Niektórzy wskazują, że sama Pytia niewiele pamiętała z czasu spędzonego w transie i musiała polegać na pomocy kapłanów, którzy wszystko spisywali. Inni twierdzą, że wyrocznia przekazywała trudne do zrozumienia komunikaty, podobnie jak pasterze, którzy jako pierwsi inhalowali się oparami. Kapłani musieli zatem zgadnąć, co miała ona na myśli, a następnie sprzedać to nabywcy w formie „przepowiedni” ukształtowanej tak, aby wszystko dało się pod nią podciągnąć. Wiadomo np., że wyrocznia wielokrotnie się myliła, ale często uznawano to nie za jej błąd, lecz za złą interpretację „niebiańskiego przekazu”. Grecy wierzyli bowiem, że Apollo nigdy nie oszukałby ludzi.


   Kapłani czuwali także nad tym aby pielgrzymi otrzymywali zawsze satysfakcjonujące ich odpowiedzi. A przy odrobinie wprawy nie było to aż takie trudne. Pielgrzymi, którzy tu przybywali często musieli czekać wiele dni. Nudę zabijali prowadząc długie rozmowy. Powiadali sobie: w moim mieście zdarzyło się to, a w twoim tamto. Te wiadomości trafiały do uszu kapłanów, którzy zdobywali ogólna wiedzę o wydarzeniach w regionie. Zapewne posługiwali się nią gdy układali odpowiedzi. Gotowe, odpowiednio zinterpretowane odpowiedzi kapłani przekazywali na tabliczce cierpliwie czekającym pielgrzymom.



     Nie każdy czas był odpowiedni dla przekazania wróżby. Świątynne kozy (zwierzęta, które „odkryły” wyrocznię) pojono na dziedzińcu świętą wodą, a następnie obserwowano, czy trzęsą się we właściwy sposób (od nóg w górę). Jeśli tak się działo, koza była składana w ofierze na dużym kamiennym ołtarzu mieszczącym się przed wejściem do świątyni. W innym przypadku wszystko wskazywało na to, że sesja wieszcza się nie odbędzie. Niekiedy nie stosowano się do tych specjalnych systemów ostrzegawczych, co przynajmniej raz poskutkowało śmiercią jednej z kapłanek w wyniku nawdychania się toksycznych oparów. 



      Chociaż goście wyroczni wierzyli (mniej lub bardziej), że ustami Pytii przemawia do nich sam Apollo, to już ponad dwa tysiące lat temu zaczęto szukać naukowego wyjaśnienia tego fenomenu. W czasach starożytnych uważano, że wieszcze natchnienie Pytii wywoływane jest wdychaniem gazu.  Teorię tą potwierdzili w latach 80-tych XX w. profesorowie  Jelle Zeilinga de Boer oraz John Hale.
    Trzęsienia ziemi obluzowywały pokłady wapienia zawierające substancje petrochemiczne, osady były podgrzewane, mieszały się z wodą gruntową i płynęły na powierzchnię. Gorąca petrochemiczna mieszanina uwalniała gazy, w tym etylen, zdolny wprowadzać w trans i odmienne stany świadomości. Wyrocznia nie mogła co prawda zaglądać w przyszłość, ale jej trans nie był udawany. Wieszcze natchnienie Pytii wywołane było wdychaniem gazów wydobywających się ze szczeliny w podłodze adytonu
c.d.n.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza