czwartek, 27 lutego 2014
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Dzień z życia Ateńczyka - Agora
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Dzień z życia Ateńczyka - Agora: W Atenach, dzień zaczyna się tak jak w naturze, o wschodzie słońca. Starożytny Ateńczyk nie lubi lenistwa i nie ma znaczenia czy je...
Dzień z życia Ateńczyka - Agora
W
Atenach, dzień zaczyna się tak jak w naturze, o wschodzie słońca. Starożytny Ateńczyk nie
lubi lenistwa i nie ma znaczenia czy jest bogaty, czy biedny, wstaje o
świcie, bo nie można inaczej. Życie w Atenach jest tak zorganizowane, że jak poleniuchuje rankiem, nie kupi świeżych towarów na rynku - agorze i nie spotka swoich przyjaciół, którzy się tam udali tuż po wschodzie słońca.
Ateńczyk
przechodzi pod kolumnadą, ozdobioną
rzeźbami wybitnych ateńczyków i dociera na rynek żywności. W greckich miastach rynek
(agora) jest miejscem nie tylko dla handlowców, znajdują się tu gmachy najważniejszych instytucji
państwowych, a także liczne świątynie i obiekty o charakterze kulturalnym.
Odeon Agryppy
Rolnicy
z Attyki są już na rynku przed świtem poganiają kozy i barany, albo paradują z
przewieszonymi na kiju zającami i drobiem. Właściciele gospodarstw znajdujących
się wokół Aten, wysłali już swoje produkty do wymiany. Z Pireusu i z Faliro
przybywają rybacy z koszami pełnymi ryb; tuńczykami z Morza Czarnego, węgorzami – ulubionymi
rybami ateńczyków i barwenami z
Archipelagu. Ze straganów roznosi się zapach świeżych owoców, dojrzałych
bakłażanów, skóry, kadzidła, świeżego pieczywa i wina. Hałas i zgiełk roznosi
się we wszystkich kierunkach. Arystofanes przedstawia nam w tym tłumie
sprzedawcę wieprzowych kiełbasek i kilku nadzorców rynku tzw. inspektorów
rynkowych, którzy czuwają nad tym aby sprzedawcy przestrzegali prawa. To oni
dbają o to żeby chleb miał odpowiednią długość, żeby rybacy nie polewali ryb
wodą… etc. Biedne kobiety sprzedają tu placki na pity i wieńce z kwiatów. Można tu spotkać matkę
Eurypidesa, która jak zapewnia nas Arystofanes jest prostą przekupką; sprzedaje sezam, fasolę, cebulę i figi. Agora jest
zorganizowana wg prostego schematu, dla wszystkich rodzajów produktów zostały
określone konkretne obszary.
Kupujący wie dokładnie, gdzie znaleźć chleb i
ryby, ser, plecione koszyki, warzywa i olej. Wie gdzie znajdzie tancerkę i
kucharza którzy obsłużą sympozjon. Jeśli chce się umówić z przyjaciółmi na
agorze wystarczy im powiedzieć; spotkajmy się przy rybach, przy serach czy przy
figach. Wokół agory znajdują się przede wszystkim; perfumerie, fryzjerzy,
winiarnie. Obok nich wszelkiego rodzaju warsztaty rzemieślnicze, lichwiarze
nazywani bankierami mają na agorze specjalnie ustawione stoły. Sokrates bardzo
często wdawał się z nimi w potyczki słowne, nierzadko doprowadzał ich od szewskiej pasji i
dochodziło do rękoczynów. Od strony Kolonu ( dzisiejsza dzielnica Aten, na
północ od Agory) zbierają się wolni obywatele Aten, którzy chcą się załapać
na kilka godzin pracy, najwyżej na jeden dzień, albo do zachodu słońca.
Kobieta
jeżeli jest bogata, albo przynajmniej zamożna, nigdy sama nie chodzi na rynek,
ani nie wysyła służącej. Wszystkie zakupy robi mężczyzna. Często można zobaczyć żołnierza w zbroi, który kupuje sardynki czy figi. Lizystrates
opowiadał jak spotykał oficerów kawalerii, z hełmami w rękach wypełnionymi
gotowanymi warzywami.
Na agorze ateńskiej można spotkać bogatych i biednych; obok
inwalidy który żyje z renty wypłacanej przez państwo, grupka bogatej młodzieży,
która zaśmiewa się z jego ostrych sarkastycznych żartów. Mija ich wieśniak
niosący worek na plecach z którego dobywa się świński kwik. Grupa wesołych
widzów idzie za iluzjonistami i magikiem, który połyka miecze i zieje ogniem.
Przechodząc
od jednego straganu do drugiego Ateńczyk wybiera żywność a towarzyszący mu w
zakupach niewolnik zanosi ją do domu. Jeśli jest bogaty ma ze sobą dwóch
niewolników, jeśli tylko zamożny, jednego, jeśli nie stać go na niewolnika
odsyła zakupy przez wynajętego na agorze posłańca.
Wszędzie
słychać głosy straganiarzy zachwalających swoje towary. Na agorze można się
ubrać od stóp do głów, są stragany z gotową odzieżą, gdzie za kilka obli można
kupić chiton, czy parę sandałów. Najciekawszym jednak i najbardziej atrakcyjnym
miejscem na agorze jest segment rybny.
Słabością
Ateńczyków są ryby, nie mięso. Wśród wszystkich sprzedawców najbardziej
niezależni, żeby nie powiedzieć najbardziej aroganccy, są sprzedawcy ryb. Jeden
ze starożytnych komediopisarzy nazywa ich złodziejami, inny nocnymi bandytami.
Żądają ile chcą za swój towar, jak im odpowiesz że za drogo, bez ogródek wyślą
cię do Tartaru, i nie zawahają się podać jeszcze wyższej ceny. Ale tylko do
czasu, inspektorzy nie pozwalają im polewać ryb wodą, żeby je odświeżyć i
kiedy ryby zaczynają być „częściowo nieświeże” w pośpiechu sprzedają je po
obniżonej cenie. Pewnego dnia ateńczyk zemdlał na rynku, sprzedawca ryb chciał
mu pomóc i wylał na niego dzban z wodą, denat się ocknął, ale część wody wlała
się do skrzyni z rybami, ryby ożyły i zaczęły machać ogonami. Nadbiegli
inspektorzy ponieważ zostało złamane prawo, ale tym razem zastosowano
okoliczności łagodzące, nie ukarano handlarza, kazano mu tylko natychmiast
wylać wodę ze skrzyni.
W momencie kiedy na agorze pojawiała się świeża dostawa
ryb, rozlega się głos specjalnego
dzwonu. Pewnego dnia w domu niedaleko agory, pewien muzyk grał dla swoich przyjaciół,
nagle usłyszeli bicie dzwonu, wszyscy zerwali się na równe nogi z miejsc i
pobiegli w stronę agory, pozostał jedynie na pół głuchy staruszek. Muzyk
zbliżył się do starowinka i powiedział „ Dziękuję Ci, jesteś jedyną osobą,
która przestrzega zasad dobrego zachowania i nie opuściłeś mnie na dźwięk
dzwonu” Na to staruszek, co ? Usłyszałeś dźwięk dzwonu i nic nie mówisz ? Zerwał
się jak oparzony i pobiegł w ślad za
innymi.
Zakupy zrobione, teraz
pozostało już tylko zamówić tancerki i znaleźć dobrego kucharza, którzy obsłużą sympozjum. Kucharz to
jeden z tych rzemieślników którzy nauczyli się w Syrakuzach sztuki
przyrządzania potraw, można ich znaleźć codziennie w tej samej części
rynku. Grali dość ważną rolę w życiu miasta sądząc po ilości ironicznych komentarzy na ich
temat, w które obfitują starożytne komedie. Postać kucharza jest jedną z
najbardziej charakterystycznych w starożytnej komedii. Przedstawiany jest jako
kłamca, złodziej, obżarciuch, i gaduła. Spartanie uważali że delikatny smak
potraw osłabia siłę państwa, dlatego zatrudniali tylko tych kucharzy którzy
potrafili gotować najprostsze potrawy z mięsa. Wszystkich, którzy odważyli się
na wprowadzanie nowych potraw wypędzano z miasta.
Po
zakończeniu zakupów i odesłaniu ich do domu tzn. ok. godz. 10-11 udaje się do
jednej z galerii (stoa) które znajdują się wokół rynku, gdzie spotyka się ze
swoimi przyjaciółmi.
Ateńczyk
rozmawia ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi o polityce, komentuje najnowsze wydarzenia
lub wdaje się w filozoficzne dysputy – co uwielbia. Zazwyczaj spotkania i
dyskusje odbywają się w perfumeriach lub u fryzjera, choć zakład szewski też jest
dobrym miejscem. Raz nawet Sokrates przyszedł do rzemieślnika wykonującego uprząż aby dokończyć rozmowę. Odwiedzanie w tym celu sklepów stało się nawykiem
tak powszechnym, że Demostenes w przemówieniu oskarżycielskim nazwał pewnego
Ateńczyka „socjopatą” ponieważ ten nigdy nie przychodził do fryzjera,
perfumerii ani innych sklepów.
Preferowanym miejscem spotkań jest oczywiście zakład
fryzjerski. Fryzjerzy są zorientowani we wszystkich nowinkach i plotkach,
które opowiadają i interpretują jak chcą. Nic więc dziwnego że mają opinię plotkarzy i że pierwszym człowiekiem, który przyniósł do Aten wiadomość
o katastrofie na Sycylii, był fryzjer z Pireusu.
Kiedy dotarła do niego ta straszna
wieść - wygadał się sługa dezertera, nie zastanawiał się długo, zamknął interes
i pognał ile sił w nogach do Aten, w nadziei że nikt przed nim nie dotrze z tą nowiną.
W Atenach wiadomość ta wywołała duże zamieszanie, ludzie otoczyli fryzjera i
zaczęli wypytywać o szczegóły, tych niestety fryzjer nie znał, ba, nie znał
nawet imienia dezertera z Sycylii. Ateńczycy byli oburzeni nazwali go kłamcą i chcieli
torturować. Już przywiązany był do koła, kiedy – na jego szczęście, przyjechało
wielu żołnierzy, którzy uciekli z rzezi i potwierdzili straszną prawdę. Zrozpaczeni
Ateńczycy rozpierzchli się do swoich domów, by opłakiwać utraconych krewnych i przyjaciół
i zapomnieli o fryzjerze przywiązanym do koła. Przypomnieli sobie o nim dopiero
w nocy, kiedy kat przyszedł go rozwiązać pierwsze pytanie jakie zadał to czy są
jakieś wieści o Nikiaszu – i czy wiadomo jak zginął. Fryzjerzy wiedzieli wszystko
i mówili o wszystkim. Jak ciąć ? spytał kiedyś fryzjer króla Macedonii Archelausa – bez
słów, odparł król.
Po południu, nasz Ateńczyk zmęczony zakupami, plotkami i filozofowaniem, udaje się do domu na posiłek, ale o tym w następnym poście.
c.d.n.
wtorek, 25 lutego 2014
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Klątwa Ateny
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Klątwa Ateny: Jeśli ktoś sądzi, że apetyt Elgina na greckie skarby architektury zaspokoiły rzeźby Fidiasza z Partenonu jest w dużym błędzie. Elgin ...
Klątwa Ateny
Jeśli
ktoś sądzi, że apetyt Elgina na greckie skarby architektury zaspokoiły rzeźby Fidiasza
z Partenonu jest w dużym błędzie.( post; Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na Akropolu?)
Elgin i „wielebny” Hunt mieli inne plany; w pierwszym rzędzie była kradzież całej świątyni Erechtejona, niestety nie mieli odpowiedniego dużego statku, więc musieli zadowolić się jedną Kariatydą. Ateńczycy byli bardzo przywiązani do Kariatyd, uważali, że nie były one rzeźbami ale prawdziwymi kobietami uwięzionymi w kamieniu przez bogów. Legenda mówi, ze po rozłączeniu „sióstr” dał się słyszeć na Akropolu płacz i lament pozostałych Kariatyd, takie samo zawodzenie wydobywało się ze skrzyni do której załadowano skradzioną rzeźbę. Podobno to wydarzenie uratowało pozostałe Kariatydy od pewnego wywiezienia
Elgin i „wielebny” Hunt mieli inne plany; w pierwszym rzędzie była kradzież całej świątyni Erechtejona, niestety nie mieli odpowiedniego dużego statku, więc musieli zadowolić się jedną Kariatydą. Ateńczycy byli bardzo przywiązani do Kariatyd, uważali, że nie były one rzeźbami ale prawdziwymi kobietami uwięzionymi w kamieniu przez bogów. Legenda mówi, ze po rozłączeniu „sióstr” dał się słyszeć na Akropolu płacz i lament pozostałych Kariatyd, takie samo zawodzenie wydobywało się ze skrzyni do której załadowano skradzioną rzeźbę. Podobno to wydarzenie uratowało pozostałe Kariatydy od pewnego wywiezienia
Ludzie
Elgina po barbarzyńsku wyłamywali z ruin świątyń wspaniałe rzeźby,
a potem piłowali, aż w końcu odłamywali niepotrzebne ich zdaniem
fragmenty. Pozyskiwaniem płaskorzeźb zajął się włoski malarz Giovani Batista
Luccielli. Jego listy ukazują brutalność z jaką przystąpił do realizacji
powierzonej mu misji. "By zmniejszyć rozmiary wielkiego fryzu musiałem
użyć 3 czy 4 pił o długości 6 metrów, inaczej nie załadowalibyśmy go na
statek. Na szczęście pękł w miejscu, w którym nie znajdowało się nic
ważnego"
W
tym samym czasie nienasycony Elgin wysyła misję do Olimpii, ale angielski kapitan służący w armii tureckiej, który tam pojechał ocenił, że
antyki są zbyt duże i ciężkie a transport ich byłby zbyt kosztowny. Wielebny Hunt też nie traci czasu i udaje się
na grabież do Myken, ale ku jego rozpaczy płaskorzeźba na lwiej bramie, którą
chciał ukraść jest również zbyt ciężka, aby można ją było przetransportować do
Anglii.
W kwietniu 1802 r. Elgin jedzie się na Peloponez skąd przywozi wiele
dzbanów, waz i inskrypcji. Następnie popłynął do Smyrni (dzisiejszy Izmir), ale nie
omieszkał zatrzymać się na wyspie Delos z której wywiózł wspaniały antyczny ołtarz
– do dzisiaj znajduje się w British
Museum.
Działo
się to w okresie, kiedy po kampanii
Napoleona w Egipcie, Francuzi wywozili liczne dzieła sztuki. Elgin obawia się
że Francuzi pomieszają mu szyki i przejmą ładunek, dlatego wysyła pisemne instrukcje do natychmiastowego
załadunku i wysyłki płaskorzeźb do Anglii na statku „Mentor”, i prosi aby załadować
jak najwięcej metop, fresków i głowic nawet z Propylejów, im więcej tym lepiej,
po prostu co się tylko da.
Współodpowiedzialny
za grabieże Luccielli, zaczyna jednak mieć wątpliwości. Codziennie po „pracy”
zostawał na Akropolu i robił szkice, wkrótce poczuł, że jest obserwowany. Cały
czas czuł na sobie czyjś wzrok. Gdzie się nie obrócił wpatrywało się w niego
dwoje oczu, w końcu zorientował się, że to sowa. Zdał sobie sprawę że to zły
znak. Sowa była symbolem Ateny, bogini, której poświęcony był Partenon. Atena
była boginią mądrą, ale zarazem mściwą, a oni właśnie splądrowali jej
świątynię.
Greccy
robotnicy nie czuli się dobrze ze świadomością, że uczestniczą w kradzieży i wywożeniu
marmurów. Wkrótce utwierdziło ich w tym przekonaniu wydarzenie, które miało
miejsce w czasie transportu do portu w
Pireusie. Na wozie w skrzyni umieszczona była jedna z ostatnich skradzionych metop,
na której była przedstawiona postać Ateny. Zbliżając się do morza Atena
wypowiedziała swoim wrogom wojnę. Jej przeraźliwy krzyk, który wydobył się ze
skrzyni był ostrzeżeniem, Elgin jednak nie mógł go usłyszeć, bo go tam nie
było. Usłyszeli go za to greccy robotnicy, którzy uciekli w popłochu i żaden z
nich za żadne skarby świata nie chciał zawieźć skrzyni do portu.
W
porcie pojawił się następny problem, żaden z angielskich kapitanów nie chciał
podjąć się dowodzenia statkiem z tak dużym i ciężkim ładunkiem. Po długich
pertraktacjach wieczorem 15 IX 1802 r. „Mentor” skierował się ku Malcie.
Godzinę po wypłynięciu z Pireusu zebrały się nad nimi czarne chmury, wkrótce nadmiernie
obciążony statek został zniesiony przez sztorm na skalne wybrzeże wyspy
Kithira, rozbił się o skały i cały ładunek poszedł na dno.
Elgin
był załamany, szukał pomocy, ale bał się zdradzić jaką wartość mają zatopione
dzieła sztuki. Trzy miesiące po zatonięciu „Mentora” skończyła się służba
dyplomatyczna Elgina w Konstantynopolu. Popłynął od razu na Kithirę, żeby na
własne oczy zobaczyć wrak Mentora, zdawał sobie sprawę, że koszty wyciągnięcia
ładunku z morza będą ogromne. Postanowił wracać drogą lądową do Szkocji, przez Włochy
i Francję. Dotarł do Paryża i tam jako obywatel Anglii z rozkazu Napoleona
został aresztowany. Elgin, dumny i
ambitny Lord Elgin był teraz jeńcem wojennym we Francji. Nie wszystko jednak
zostało stracone, podczas jego pobytu w więzieniu miejscowi nurkowie zaczęli
wydobywać skrzynie z antykami, w końcu po 4 latach od zatonięcia jeden ze
statków marynarki wojennej zabrał
marmury z Kithiry do Anglii. Jego ludzie kontynuowali prace na Akropolu do 1812 r. kiedy to otrzymał ostatnią przesyłkę. W 1806 r. Elgin odzyskał wolność, i ruszył do Szkocji. 5 000 funtów
kosztowało go odzyskanie marmurów z dna morza, nie miał więcej pieniędzy. Śpieszył
się do domu do kochającej żony i dzieci, zamiast tego, zastał obcego mężczyznę,
który zajął jego miejsce u boku żony. Rozwód wywołał wielki skandal, to był
koniec jego kariery dyplomatycznej.
Elgin był bankrutem; demontaż i transport
200 ton marmurów z Aten do Londynu w czasie wojny zrujnowały go. Nie miał
pieniędzy nawet na to, żeby je przetransportować z Londynu do Szkocji dlatego
przechowywał je w skandalicznych warunkach: w brudnej
i wilgotnej szopie. W 1809 r. dotarł do Aten Lord Byron, poeta romantyzmu
i wielki przyjaciel Greków. Kiedy zobaczył katastrofę, której sprawcą był
Elgin, wpadł w szał. Teraz jego głównym celem było zniszczenie Elgina, za to co
zrobił Grecji. Poemat Byrona „Wędrówki Childe’a Harolda” a w nim „Przekleństwo Minerwy” (Ateny)
wkrótce był znany w całej Europie i zniesławił Elgina bezpowrotnie.
Marmury
kosztowały go wolność, zdrowie, pieniądze i żonę, teraz stracił ostatnie co mu pozostało
- dobre imię. Nigdy nie był w gorszej sytuacji, jego finanse były w opłakanym
stanie, koszt sprowadzenia wszystkich marmurów do Anglii wyniósł 70 000 funtów,
istniało niebezpieczeństwo że zostanie skazany i uwięziony za długi. I tak w
1816 r. zwrócił się do rządu aby odkupił od niego marmury, odkupiono je za
połowę ceny której żądał, za 35 000 funtów, nie był tym zachwycony, ale
nie miał innego wyjścia. Żeby uwolnić się od swoich wierzycieli ucieka do
Paryża, miasta w którym był więziony. Już nigdy nie wróci do Szkocji. Umiera w Paryżu 14 XI 1841 r.
P.S. Lord Elgin miał pięcioro dzieci w tym syna Jamesa, późniejszego gubernatora generalnego Brytyjskiej Kanady i wicekróla Indii. James, podobnie jak ojciec, okrył się niesławą jako europejski barbarzyńca i niszczyciel dzieł sztuki, gdy na jego rozkaz zniszczono Stary Pałac Letni pod Pekinem.
Mary Hrabina Elgin
Lord Byron
P.S. Lord Elgin miał pięcioro dzieci w tym syna Jamesa, późniejszego gubernatora generalnego Brytyjskiej Kanady i wicekróla Indii. James, podobnie jak ojciec, okrył się niesławą jako europejski barbarzyńca i niszczyciel dzieł sztuki, gdy na jego rozkaz zniszczono Stary Pałac Letni pod Pekinem.
c.d.n.
sobota, 22 lutego 2014
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?: Jak zwykle korzeni wszystkiego co szalone i radosne możemy szukać w starożytnej Grecji i tak jest i tym razem, a jeśli mówimy o zabawie...
Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?
Jak zwykle korzeni wszystkiego co szalone i radosne możemy
szukać w starożytnej Grecji i tak jest i tym razem, a jeśli mówimy o zabawie i
karnawale, to możemy być pewni, że maczał w tym palce Dionizos.
W starożytnej Grecji od środka zimy do początków
wiosny obchodzono uroczystości ku czci Dionizosa. Dionizos był przede wszystkim
bogiem klas niższych, patronem winorośli i wina, symbolem radości życia i
niepohamowanej wesołości. Oprócz najważniejszych uroczystości ku czci
Dionizosa; Wielkich Dionizji, Małych Dionizji i Lenajów, w miesiącu Anthesterion
(od 18 lutego - 17 marca w przybliżeniu ) obchodzono Festiwal Kwiatów (Anthesterion).
Nazwa ta związana jest prawdopodobnie ze zwyczajem drugiego dnia, kiedy to „koronowano”
trzyletnich chłopców wieńcami z kwiatów. Było to najstarsze święto dionizyjskie
i trwało przez trzy dni.
Pierwszego dnia otwierano beczki z młodym winem i pod
zamkniętą świątynią Dionizosa urządzano libację ku jego czci, w intencji dobrych
plonów i udanego wina. Drugiego dnia świąt, organizowano pochód towarzyszący
Dionizosowi; jego wyznawcy zakładali zwierzęce skóry, smarowali twarze osadem z
mętów wina i stroili głowy bluszczem – świętą
rośliną Dionizosa, jednym słowem chcieli się upodobnić do Satyrów, którzy przypominali
kozły. Tak poprzebierani wędrowali po ulicach miasteczek i wsi, rzucali
przekleństwa na swoich współmieszkańców, tańczyli, pili wino, śpiewali dytyramby,
ale też sprośne, grubiańskie piosenki. Na rydwanie w
kształcie statku siedział sam Dionizos. Nie mogło się obyć również tego dnia, bez degustacji młodego wina
i rozmaitych zawodów i konkursów z nim związanych.
Po pochodzie odbywał się symboliczny „święty ślub”
boga z żoną Archonta, który był głową kapłaństwa i wszystkich dostojników
religijnych w Atenach. Vassilinie- jego żonie, towarzyszyło dziesięć dziewic a
rolę Dionizosa odgrywał sam Archont w masce na twarzy, koronie z gałązek i
berłem w dłoni.
Uroczystości trwały do późnej nocy, bawiono się przy
dźwiękach muzyki, przy dzbanach wina, chwaląc Dionizosa i prosząc o bogate
plony. Następny dzień – trzeci - był świętem zmarłych.
Do dnia dzisiejszego w Grecji pozostało wiele
karnawałowych zwyczajów, które korzeniami sięgają Anthesterionu - święta ku czci Dionizosa, oto kilka z nich;
Obrzędy „karnawałowego ślubu” bo tak go nazywają na
Kerkirze (Korfu) do 1960 r. były organizowane w większości wiosek. Zwyczaj ten
powoli zanika, ale na szczęście w niektórych wsiach zachował się do dziś.
Zaczyna się rankiem w ostatnią niedzielę karnawału kiedy mężczyźni zbierają się w domu pana młodego, a kobiety w domu panny młodej. Fakt, że panna młoda jest w rzeczywistości mężczyzną, nierzadko wąsatym wynika z tego, że w patriarchalnym społeczeństwie zakazywano kobietom brania udziału w tego typu inscenizacjach. W ceremonii małżeństwa bierze udział demon w przebraniu satyra, który próbuje zepsuć wesele. W czasie całej uroczystości mieszkańcy dokuczają sobie nawzajem obrzucając się przekleństwami.
Zaczyna się rankiem w ostatnią niedzielę karnawału kiedy mężczyźni zbierają się w domu pana młodego, a kobiety w domu panny młodej. Fakt, że panna młoda jest w rzeczywistości mężczyzną, nierzadko wąsatym wynika z tego, że w patriarchalnym społeczeństwie zakazywano kobietom brania udziału w tego typu inscenizacjach. W ceremonii małżeństwa bierze udział demon w przebraniu satyra, który próbuje zepsuć wesele. W czasie całej uroczystości mieszkańcy dokuczają sobie nawzajem obrzucając się przekleństwami.
Na wyspie Naksos, która uważana jest za miejsce
narodzin Dionizosa, uroczystości zaczynają się już od pierwszej soboty
karnawału - od uboju świń - i trwają do ostatniej niedzieli. Wtedy wychodzą na
ulice „kudunati” czyli poprzebierani w płaszcze i kaptury obwieszeni dzwonami
wieśniacy. Prowokują obscenicznymi gestami o wyraźnym zabarwieniu seksualnym –
delikatnie mówiąc - robiąc przy tym niesamowity hałas. Towarzyszy im Starzec,
Starucha i Niedźwiedź.
W rękach drewniane pałki symbolizujące fallusa
Na Skyros w każdą sobotę i niedzielę karnawału na
ulice wychodzą „Starcy” ze swoimi Korellami. „Starcy” ubrani są w grube czarne
peleryny, na twarzach mają maski ze skóry młodego kozła i przepasani są sznurem z dwoma rzędami dzwonów - takich jakie noszą na szyi zwierzęta – ich waga
może dochodzić do 50 kg.
Poruszają się w taki sposób żeby wywołać jak największy hałas. Karella jest panią Starca, nosi tradycyjny na Skyros strój, zdominowany przez kolor biały, co jest w ostrym kontraście do ubioru Starca, jej twarz jest zakryta. Tańczy wokół niego otwierając mu drogę wśród tłumu. Za każdym razem kiedy ten zatrzymuje się aby złapać tchu i odpocząć, Corella śpiewa tradycyjne piosenki.
Ten ze Starców który jest najsilniejszy i najszybciej dotrze na wieżę zamku, który znajduje się na wyspie i uderzy w dzwony św. Georga jest zwycięzcą. Starcy w koźlich maskach utożsamiani są z zoomorficznymi postaciami z orszaku Dionizosa, a ich taniec z dzwonami ma zabarwienie seksualne i odnosi się do orgiastycznej atmosfery świąt Dionizosa.
Poruszają się w taki sposób żeby wywołać jak największy hałas. Karella jest panią Starca, nosi tradycyjny na Skyros strój, zdominowany przez kolor biały, co jest w ostrym kontraście do ubioru Starca, jej twarz jest zakryta. Tańczy wokół niego otwierając mu drogę wśród tłumu. Za każdym razem kiedy ten zatrzymuje się aby złapać tchu i odpocząć, Corella śpiewa tradycyjne piosenki.
Ten ze Starców który jest najsilniejszy i najszybciej dotrze na wieżę zamku, który znajduje się na wyspie i uderzy w dzwony św. Georga jest zwycięzcą. Starcy w koźlich maskach utożsamiani są z zoomorficznymi postaciami z orszaku Dionizosa, a ich taniec z dzwonami ma zabarwienie seksualne i odnosi się do orgiastycznej atmosfery świąt Dionizosa.
Kolej na tradycyjnego Beya. Zwyczaj Beya obchodzony jest w Didymoticho (miasto w
zachodniej Tracji) zawiera elementy dionizyjskie i ma charakter satyryczny. Bey
jest dojrzałym mężczyzną z wąsami, ubrany jest w futro, umalowany, obwieszony
ozdobami, w wysokich butach z laską pistoletami i fajką wodną (to wpływy
okupacji i kultury tureckiej) Towarzyszy mu orszak złożony z obstawy Beya, czyli
policjantów, za nimi podążają dworzanie, rolnicy, rzemieślnicy. Po swoistej
procesji odbywa się inscenizacja prac polowych; orka, żniwa, młócka etc. Następnie
odbywają się wyścigi osłów i turniej zapasów.
Po tych wszystkich atrakcjach ludzie zbierają się w tawernach i razem z orszakiem Beya, piją i bawią się przy wtórze regionalnej muzyki.
Po tych wszystkich atrakcjach ludzie zbierają się w tawernach i razem z orszakiem Beya, piją i bawią się przy wtórze regionalnej muzyki.
c.d.n.
wtorek, 11 lutego 2014
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na...
Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na...: Wpadł mi wczoraj w ręce artykuł, umieszczony w greckiej prasie, na temat zamieszania jakie w Wielkiej Brytanii, wywołała wypowiedź G...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























