środa, 5 marca 2014

Dzień z życia Ateńczyka - czyli uczty dla ducha i dla ciała.

W poprzednim poście spędziliśmy ze Starożytnym Ateńczykiem całe przedpołudnie, towarzysząc mu w jego zajęciach na Agorze.

      Po południu, nasz Ateńczyk zmęczony zakupami, plotkami i filozofowaniem, udaje się do domu na posiłek, spożywa go wraz z całą rodziną pod zadaszonym portykiem, albo na wewnętrznym dziedzińcu swojego domu.


    Po obiedzie, idzie sobie odpocząć i poczytać. W swojej bibliotece ma eposy Homera i dzieła  znanych poetów. Każdy skrypt przechowywany jest wewnątrz tuby z metalową osłoną, a na oddzielnej półce umieszczone są wywody mówców, filozofów i prace historyków, wszystko to jest skopiowane z dużą starannością przez kopistów. 


     Ateńczyk po jedzeniu nie śpi, generalnie sen nie zajmuje ważnej pozycji w jego życiu, kocha życie we wszystkich jego aspektach i nie poświęca na sen więcej czasu, niż jest to absolutnie konieczne. Po odpoczynku kieruje się do jednego z trzech publicznych gimnazjów, znajdujących się na przedmieściach Aten; do Liceum, Akademii, albo Kynosargaes. Gimnazja są duże, imponujące z zacienionymi korytarzami, szerokimi arkadami, łaźniami i pomieszczeniami przeznaczonymi do zajęć sportowych, dysput naukowych i odpoczynku.


    Ateńczyk nie zawsze uczestniczy w zajęciach sportowych, ale obserwuje wyczyny innych, komentuje i jeśli jest ku temu powód, nagradza brawami. Starsi nie omieszkają się pochwalić jakimi to wspaniałymi zawodnikami byli w młodości i ponarzekać na swoją dzisiejszą kondycję. „Obserwatorzy” zbierają się w grupkach, żeby podyskutować na różne trapiące ich tematy. Ktoś szkicuje coś kijem na piasku i wyjaśnia zgromadzonym wokół siebie, jakąś nową wspaniałą teorię. W centrum innej grupy jakiś brzydal rozważa -  ironicznym tonem, co jest lepsze; być kłamcą z niewiedzy, czy kłamcą, który kłamie świadomie z premedytacją. Tym brzydalem jest Sokrates.


     W Akademii, Platon przedstawia nowe teorie filozoficzne swoim zwolennikom i przeciwnikom, w każdym wieku. W Liceum w miejscu  zwanym  „Peripatos” (pieszy) człowiek z wielką głową i z widocznym upodobaniem do elegancji, omawia w języku nie tak ładnym, ale czystym i dosadnym,  podstawowe zasady polityki, moralności poezji i logiki. Mówcą tym jest Arystoteles.
W gimnazjonie Ateńczyk spędza jedną - dwie godziny. Teraz, jedyne co mu zostało do zrobienia, to wziąć kąpiel. W łaźni naciera całe ciało oliwą z oliwek, wymieszaną z olejkami aromatycznymi, "szczotkuje" się dokładnie, spłukuje i gotowe, może się już ubrać i wyjść - o ile nie chce pogadać z „łaziennym”, który podobnie jak fryzjer jest żywą gazetą, i który często wie o innych więcej, niż oni sami o sobie.



     Dla Greków jest nie do pomyślenia, aby jeść w samotności. Plutarch mówi, że jeżeli człowiek je sam, to tylko po to, żeby napełnić swój żołądek jak zwierzę. Tak więc, aby tego uniknąć, do domu zapraszani są goście, albo mężczyźni organizują sympozja.   
Przy posiłku mężczyzna zazwyczaj leży na sofie a jego żona  siedzi obok na stołku, dzieci pojawiają się tylko na deser i jedzą go na stojąco, rzadziej na siedząco – zależy to od ich wieku i zwyczajów panujących w danej rodzinie. Tak się dzieje, kiedy nie ma gości, gdy ci się pojawią kobiety i dzieci przenoszą się do innej części domu. Dzieje się tak dlatego, że rozmowy mają charakter filozoficzny, więc są niezrozumiałe dla kobiet i dzieci, albo mężczyźni dyskutują na „męskie tematy”  nie nadają się więc dla kobiecych uszu.


     Sympozja organizowane są  w wynajętych lokalach albo w domach heter. Po wejściu do domu zaproszeni goście zdejmują obuwie, a niewolnicy myją im stopy, nietaktem jest chodzić po domu w sandałach, w których wcześniej chodziło się po brudnych drogach Aten.


    Ateńczycy mają zwyczaj jeść na wpół leżąc, zajmują więc miejsca na sofach, na każdej po dwie osoby,  podparci poduszką, na lewym łokciu na wzór fenicki. Następnie niewolnicy przynoszą naczynia z wodą i misy, by goście mogli umyć dłonie, i suto zastawione stoliki, które stawiają przy sofach, przy każdej sofie po jednym, tak więc z każdego stolika korzystają dwie osoby. Grecy nie używają widelca i noża, a łyżkę wolą zastąpić kawałkiem chleba, potrawy są specjalnie rozdrobnione aby można je łatwo chwytać palcami.
Na początek podawane są obfite dania, zwłaszcza ryby i drób, sałaty zalewane oliwą octem i miodem. Po posiłku niewolnicy po raz kolejny przynoszą wodę do umycia rąk i zbierają resztki ze stołów. 


     Teraz wjeżdżają nowe stoły z deserami i winami, zaczynają się śpiewy przy akompaniamencie fletu i wznoszenie toastów. Desery ze świeżych i suszonych owoców, solone migdały, ser, czosnek, cebula, słodkie i pikantne placki –z których słyną Ateny - zrobione z miodu sera i oliwek. Szczególnym uznaniem cieszy się „mytlotos” ciasto z sera z miodem i czosnkiem.  Nadszedł czas na wino; słodkie i aromatyczne, pachnące kwiatami. Jak dobrze jest pić wino „mleko Afrodyty” rozmawiać, śpiewać, słuchać muzyki, oglądać piękne tańczące tancerki…
    Ale … Ateńczycy piją z umiarem, ich zdaniem barbarzyństwem jest pić nierozcieńczone wino. Według nich pierwszy dzbanek przynosi zdrowie, drugi przyjemność, trzeci senność i jak już go wypijesz to musisz iść do domu. Czwarty przynosi zuchwałość, piąty krzyki i wrzaski, szósty burdy i awantury, siódmy podbite oko a ósmy wezwanie do sądu. Wino miesza się w proporcjach 2:1, dwie części wody, jedna wina, lub 3:1, jednak takie wino uważane jest za zbyt słabe i nazywane „napojem dla żab” Pomimo wspomnianych środków ostrożności i teorii o umiarze, Ateńczyk rzadko kiedy może się pochwalić tym, że o własnych siłach wraca z sympozjum do domu i nie potrzebuje eskorty. Gości którzy nie mają ze sobą służących, zabranych między innymi w tym celu, odstawia się w późnych godzinach nocnych, pod drzwi ich własnego domu.



     Byłoby jednak naiwnością sądzić, że wszyscy Ateńczycy wiodą takie beztroskie, wygodne  życie. Do tej pory była mowa tylko o tych bogatych a przynajmniej zamożnych. Zupełnie inna jest sytuacja wielu ateńskich rzemieślników. Pracują od świtu do zmierzchu, żeby zarobić na swój codzienny byt. Ci ludzie nie mają ani czasu ani pieniędzy, na prowadzenie filozoficznych dyskusji w stoach, nie odwiedzają fryzjera, żeby poplotkować. Ich kobiety uczestniczą w codziennej walce o byt i nie są odsyłane do innej (kobiecej) części domu, bo jej nie mają. Pracują na równi z mężczyznami. Obecność na rynku taniej siły roboczej - niewolników, spowodowała spadek cen produktów a co za tym idzie spadek zarobków rzemieślników. 


     Jeszcze trudniejsze jest życie ubogich, a liczba ich w Atenach jest dość duża.
Pożywieniem ubogich jest jęczmień; bulion z jęczmienia, placki z mąki jęczmiennej, chleb jęczmienny. Gotują zawiesiste zupy z grochu i soczewicy, kupują na agorze tanie kiełbaski. Mięso i białe pieczywo  rzadko pojawia się na stole ubogich, jedzą za to dużo solonych ryb, przywiezionych znad Morza Czarnego. Piją tanie, rozcieńczone wino, nierzadko jednak muszą się zadowolić samą wodą.
c.d.n.


czwartek, 27 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Dzień z życia Ateńczyka - Agora

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Dzień z życia Ateńczyka - Agora:        W Atenach, dzień zaczyna się tak jak w naturze, o wschodzie słońca. Starożytny Ateńczyk nie lubi lenistwa i nie ma znaczenia czy je...

Dzień z życia Ateńczyka - Agora

      W Atenach, dzień zaczyna się tak jak w naturze, o wschodzie słońca. Starożytny Ateńczyk nie lubi lenistwa i nie ma znaczenia czy jest bogaty, czy biedny, wstaje o świcie, bo nie można inaczej. Życie w Atenach jest tak zorganizowane, że jak poleniuchuje rankiem, nie kupi świeżych towarów na rynku - agorze i nie spotka swoich przyjaciół, którzy się tam udali tuż po wschodzie słońca.




     Ateńczyk przechodzi  pod kolumnadą, ozdobioną rzeźbami wybitnych ateńczyków i dociera na rynek żywności. W greckich miastach rynek (agora) jest miejscem nie tylko dla handlowców, znajdują się tu gmachy najważniejszych instytucji państwowych, a także liczne świątynie i obiekty o charakterze kulturalnym.


Odeon Agryppy

     Rolnicy z Attyki są już na rynku przed świtem poganiają kozy i barany, albo paradują z przewieszonymi na kiju zającami i drobiem. Właściciele gospodarstw znajdujących się wokół Aten, wysłali już swoje produkty do wymiany. Z Pireusu i z Faliro przybywają rybacy z koszami pełnymi ryb; tuńczykami  z Morza Czarnego, węgorzami – ulubionymi rybami ateńczyków i barwenami  z Archipelagu. Ze straganów roznosi się zapach świeżych owoców, dojrzałych bakłażanów, skóry, kadzidła, świeżego pieczywa i wina. Hałas i zgiełk roznosi się we wszystkich kierunkach. Arystofanes przedstawia nam w tym tłumie sprzedawcę wieprzowych kiełbasek i kilku nadzorców rynku tzw. inspektorów rynkowych, którzy czuwają nad tym aby sprzedawcy przestrzegali prawa. To oni dbają o to żeby chleb miał odpowiednią długość, żeby rybacy nie polewali ryb wodą… etc. Biedne kobiety sprzedają tu placki na pity i wieńce z kwiatów. Można tu spotkać matkę Eurypidesa, która jak zapewnia nas Arystofanes jest prostą przekupką; sprzedaje sezam, fasolę, cebulę i figi. Agora jest zorganizowana wg prostego schematu, dla wszystkich rodzajów produktów zostały określone konkretne obszary.


     Kupujący wie dokładnie, gdzie znaleźć chleb i ryby, ser, plecione koszyki, warzywa i olej. Wie gdzie znajdzie tancerkę i kucharza którzy obsłużą sympozjon. Jeśli chce się umówić z przyjaciółmi na agorze wystarczy im powiedzieć; spotkajmy się przy rybach, przy serach czy przy figach. Wokół agory znajdują się przede wszystkim; perfumerie, fryzjerzy, winiarnie. Obok nich wszelkiego rodzaju warsztaty rzemieślnicze, lichwiarze nazywani bankierami mają na agorze specjalnie ustawione stoły. Sokrates bardzo często wdawał się z nimi w potyczki słowne,  nierzadko doprowadzał ich od szewskiej pasji i dochodziło do rękoczynów. Od strony Kolonu ( dzisiejsza dzielnica Aten, na północ od Agory) zbierają się wolni obywatele Aten, którzy chcą się załapać na kilka godzin pracy, najwyżej na jeden dzień, albo do zachodu słońca.
     Kobieta jeżeli jest bogata, albo przynajmniej zamożna, nigdy sama nie chodzi na rynek, ani nie wysyła służącej. Wszystkie zakupy robi mężczyzna. Często można  zobaczyć żołnierza w zbroi, który kupuje  sardynki czy figi. Lizystrates opowiadał jak spotykał oficerów kawalerii, z hełmami w rękach wypełnionymi gotowanymi warzywami.


    Na agorze ateńskiej można spotkać bogatych i biednych; obok inwalidy który żyje z renty wypłacanej przez państwo, grupka bogatej młodzieży, która zaśmiewa się z jego ostrych sarkastycznych żartów. Mija ich wieśniak niosący worek na plecach z którego dobywa się świński kwik. Grupa wesołych widzów idzie za iluzjonistami i magikiem, który połyka miecze i zieje ogniem.
    Przechodząc od jednego straganu do drugiego Ateńczyk wybiera żywność a towarzyszący mu w zakupach niewolnik zanosi ją do domu. Jeśli jest bogaty ma ze sobą dwóch niewolników, jeśli tylko zamożny, jednego, jeśli nie stać go na niewolnika odsyła zakupy przez wynajętego na agorze posłańca.
Wszędzie słychać głosy straganiarzy zachwalających swoje towary. Na agorze można się ubrać od stóp do głów, są stragany z gotową odzieżą, gdzie za kilka obli można kupić chiton, czy parę sandałów.   Najciekawszym jednak i najbardziej atrakcyjnym miejscem na agorze jest segment rybny.


     Słabością Ateńczyków są ryby, nie mięso. Wśród wszystkich sprzedawców najbardziej niezależni, żeby nie powiedzieć najbardziej aroganccy, są sprzedawcy ryb. Jeden ze starożytnych komediopisarzy nazywa ich złodziejami, inny nocnymi bandytami. Żądają ile chcą za swój towar, jak im odpowiesz że za drogo, bez ogródek wyślą cię do Tartaru, i nie zawahają się podać jeszcze wyższej ceny. Ale tylko do czasu, inspektorzy nie pozwalają im polewać ryb wodą, żeby je odświeżyć i kiedy ryby zaczynają być „częściowo nieświeże” w pośpiechu sprzedają je po obniżonej cenie. Pewnego dnia ateńczyk zemdlał na rynku, sprzedawca ryb chciał mu pomóc i wylał na niego dzban z wodą, denat się ocknął, ale część wody wlała się do skrzyni z rybami, ryby ożyły i zaczęły machać ogonami. Nadbiegli inspektorzy ponieważ zostało złamane prawo, ale tym razem zastosowano okoliczności łagodzące, nie ukarano handlarza, kazano mu tylko natychmiast wylać wodę ze skrzyni. 


     W momencie kiedy na agorze pojawiała się świeża dostawa ryb, rozlega się  głos specjalnego dzwonu. Pewnego dnia w domu niedaleko agory, pewien muzyk grał dla swoich przyjaciół, nagle usłyszeli bicie dzwonu, wszyscy zerwali się na równe nogi z miejsc i pobiegli w stronę agory, pozostał jedynie na pół głuchy staruszek. Muzyk zbliżył się do starowinka i powiedział „ Dziękuję Ci, jesteś jedyną osobą, która przestrzega zasad dobrego zachowania i nie opuściłeś mnie na dźwięk dzwonu” Na to staruszek, co ? Usłyszałeś dźwięk dzwonu i nic nie mówisz ? Zerwał się jak oparzony  i pobiegł w ślad za innymi.


    Zakupy zrobione, teraz pozostało już tylko zamówić tancerki i znaleźć dobrego kucharza, którzy obsłużą sympozjum. Kucharz to jeden z tych rzemieślników którzy nauczyli się w Syrakuzach sztuki przyrządzania potraw, można ich znaleźć codziennie w tej samej części rynku. Grali dość ważną rolę w życiu miasta sądząc po ilości ironicznych komentarzy na ich temat, w które obfitują starożytne komedie. Postać kucharza jest jedną z najbardziej charakterystycznych w starożytnej komedii. Przedstawiany jest jako kłamca, złodziej, obżarciuch, i gaduła. Spartanie uważali że delikatny smak potraw osłabia siłę państwa, dlatego zatrudniali tylko tych kucharzy którzy potrafili gotować najprostsze potrawy z mięsa. Wszystkich, którzy odważyli się na wprowadzanie nowych potraw wypędzano z miasta.
Po zakończeniu zakupów i odesłaniu ich do domu tzn. ok. godz. 10-11 udaje się do jednej z galerii (stoa) które znajdują się wokół rynku, gdzie spotyka się ze swoimi przyjaciółmi.


    Ateńczyk rozmawia ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi o polityce, komentuje najnowsze wydarzenia lub wdaje się w filozoficzne dysputy – co uwielbia. Zazwyczaj spotkania i dyskusje odbywają się w perfumeriach lub u fryzjera, choć zakład szewski też jest dobrym miejscem. Raz nawet Sokrates przyszedł do rzemieślnika wykonującego uprząż aby dokończyć rozmowę. Odwiedzanie w tym celu sklepów stało się nawykiem tak powszechnym, że Demostenes w przemówieniu oskarżycielskim nazwał pewnego Ateńczyka „socjopatą” ponieważ ten nigdy nie przychodził do fryzjera, perfumerii ani innych sklepów. 


    Preferowanym miejscem spotkań jest oczywiście zakład fryzjerski. Fryzjerzy są zorientowani we wszystkich nowinkach i plotkach, które opowiadają i interpretują jak chcą. Nic więc dziwnego że mają  opinię plotkarzy i że pierwszym człowiekiem, który przyniósł do Aten wiadomość o katastrofie na Sycylii, był fryzjer z Pireusu. 


     Kiedy dotarła do niego ta straszna wieść - wygadał się sługa dezertera, nie zastanawiał się długo, zamknął interes i pognał ile sił w nogach do Aten, w nadziei że nikt przed nim nie dotrze z tą nowiną. W Atenach wiadomość ta wywołała duże zamieszanie, ludzie otoczyli fryzjera i zaczęli wypytywać o szczegóły, tych niestety fryzjer nie znał, ba, nie znał nawet imienia dezertera z Sycylii. Ateńczycy byli oburzeni nazwali go kłamcą i chcieli torturować. Już przywiązany był do koła, kiedy – na jego szczęście, przyjechało wielu żołnierzy, którzy uciekli z rzezi i potwierdzili straszną prawdę. Zrozpaczeni Ateńczycy rozpierzchli się do swoich domów, by opłakiwać utraconych krewnych i przyjaciół i zapomnieli o fryzjerze przywiązanym do koła. Przypomnieli sobie o nim dopiero w nocy, kiedy kat przyszedł go rozwiązać pierwsze pytanie jakie zadał to czy są jakieś wieści o Nikiaszu – i czy wiadomo jak zginął. Fryzjerzy wiedzieli wszystko i mówili o wszystkim. Jak ciąć ? spytał kiedyś fryzjer króla Macedonii Archelausa – bez słów, odparł król.
     Po południu, nasz Ateńczyk zmęczony zakupami, plotkami i filozofowaniem, udaje się do domu na posiłek, ale o tym w następnym poście.  
c.d.n.



wtorek, 25 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Klątwa Ateny

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Klątwa Ateny:      Jeśli ktoś sądzi, że apetyt Elgina na greckie skarby architektury zaspokoiły rzeźby Fidiasza z Partenonu jest w dużym błędzie. Elgin ...

Klątwa Ateny

     Jeśli ktoś sądzi, że apetyt Elgina na greckie skarby architektury zaspokoiły rzeźby Fidiasza z Partenonu jest w dużym błędzie.( post; Co łączy Georga Clooney`a z kradzieżą marmurów na Akropolu?)
 Elgin i „wielebny” Hunt mieli inne plany; w pierwszym rzędzie była  kradzież całej świątyni Erechtejona, niestety nie mieli odpowiedniego dużego statku, więc musieli zadowolić się jedną Kariatydą. Ateńczycy byli bardzo przywiązani do Kariatyd, uważali, że nie były one rzeźbami ale prawdziwymi kobietami uwięzionymi w kamieniu przez bogów. Legenda mówi, ze po rozłączeniu „sióstr” dał się słyszeć na Akropolu płacz i lament pozostałych Kariatyd, takie samo zawodzenie wydobywało się ze skrzyni do której załadowano skradzioną rzeźbę. Podobno to wydarzenie uratowało pozostałe Kariatydy od pewnego wywiezienia


    Ludzie Elgina po barbarzyńsku wyłamywali z ruin świątyń wspaniałe rzeźby, a potem piłowali, aż w końcu odłamywali niepotrzebne ich zdaniem fragmenty. Pozyskiwaniem płaskorzeźb zajął się włoski malarz Giovani Batista Luccielli. Jego listy ukazują brutalność z jaką przystąpił do realizacji powierzonej mu misji. "By zmniejszyć rozmiary wielkiego fryzu musiałem użyć 3 czy 4 pił o długości 6 metrów, inaczej nie załadowalibyśmy go na statek. Na szczęście pękł w miejscu, w którym nie znajdowało się nic ważnego"



     W tym samym czasie nienasycony Elgin wysyła misję do Olimpii, ale angielski kapitan służący w armii tureckiej, który tam pojechał ocenił, że antyki są zbyt duże i ciężkie a transport ich byłby zbyt kosztowny.  Wielebny Hunt też nie traci czasu i udaje się na grabież do Myken, ale ku jego rozpaczy płaskorzeźba na  lwiej bramie, którą chciał ukraść jest również zbyt ciężka, aby można ją było przetransportować do Anglii. 


     W kwietniu 1802 r. Elgin jedzie się na Peloponez skąd przywozi wiele dzbanów, waz i inskrypcji. Następnie popłynął do Smyrni (dzisiejszy Izmir), ale nie omieszkał zatrzymać się na wyspie Delos z której wywiózł wspaniały antyczny ołtarz – do dzisiaj  znajduje się w British Museum.
Działo się to w okresie, kiedy po  kampanii Napoleona w Egipcie, Francuzi wywozili liczne dzieła sztuki. Elgin obawia się że Francuzi pomieszają mu szyki i przejmą ładunek, dlatego  wysyła pisemne instrukcje do natychmiastowego załadunku i wysyłki płaskorzeźb do Anglii na statku „Mentor”, i prosi aby załadować jak najwięcej metop, fresków i głowic nawet z Propylejów, im więcej tym lepiej, po prostu co się tylko da.



    Współodpowiedzialny za grabieże Luccielli, zaczyna jednak mieć wątpliwości. Codziennie po „pracy” zostawał na Akropolu i robił szkice, wkrótce poczuł, że jest obserwowany. Cały czas czuł na sobie czyjś wzrok. Gdzie się nie obrócił wpatrywało się w niego dwoje oczu, w końcu zorientował się, że to sowa. Zdał sobie sprawę że to zły znak. Sowa była symbolem Ateny, bogini, której poświęcony był Partenon. Atena była boginią mądrą, ale zarazem mściwą, a oni  właśnie splądrowali jej świątynię.


     Greccy robotnicy nie czuli się dobrze ze świadomością, że uczestniczą w kradzieży i wywożeniu marmurów. Wkrótce utwierdziło ich w tym przekonaniu wydarzenie, które miało miejsce  w czasie transportu do portu w Pireusie. Na wozie w skrzyni umieszczona była jedna z ostatnich skradzionych metop, na której była przedstawiona postać Ateny. Zbliżając się do morza Atena wypowiedziała swoim wrogom wojnę. Jej przeraźliwy krzyk, który wydobył się ze skrzyni był ostrzeżeniem, Elgin jednak nie mógł go usłyszeć, bo go tam nie było. Usłyszeli go za to greccy robotnicy, którzy uciekli w popłochu i żaden z nich za żadne skarby świata nie chciał zawieźć skrzyni do portu.  



     W porcie pojawił się następny problem, żaden z angielskich kapitanów nie chciał podjąć się dowodzenia statkiem z tak dużym i ciężkim ładunkiem. Po długich pertraktacjach wieczorem 15 IX 1802 r. „Mentor” skierował się ku Malcie. Godzinę po wypłynięciu z Pireusu zebrały się nad nimi czarne chmury, wkrótce nadmiernie obciążony statek został zniesiony przez sztorm na skalne wybrzeże wyspy Kithira, rozbił się o skały i cały ładunek poszedł na dno.



     Elgin był załamany, szukał pomocy, ale bał się zdradzić jaką wartość mają zatopione dzieła sztuki. Trzy miesiące po zatonięciu „Mentora” skończyła się służba dyplomatyczna Elgina w Konstantynopolu. Popłynął od razu na Kithirę, żeby na własne oczy zobaczyć wrak Mentora, zdawał sobie sprawę, że koszty wyciągnięcia ładunku z morza będą ogromne. Postanowił wracać drogą lądową do Szkocji, przez Włochy i Francję. Dotarł do Paryża i tam jako obywatel Anglii z rozkazu Napoleona został  aresztowany. Elgin, dumny i ambitny Lord Elgin był teraz jeńcem wojennym we Francji. Nie wszystko jednak zostało stracone, podczas jego pobytu w więzieniu miejscowi nurkowie zaczęli wydobywać skrzynie z antykami, w końcu po 4 latach od zatonięcia jeden ze statków  marynarki wojennej zabrał marmury z Kithiry do Anglii. Jego ludzie kontynuowali prace na Akropolu do 1812 r. kiedy to otrzymał ostatnią przesyłkę. W 1806 r. Elgin odzyskał  wolność, i ruszył do Szkocji. 5 000 funtów kosztowało go odzyskanie marmurów z dna morza, nie miał więcej pieniędzy. Śpieszył się do domu do kochającej żony i dzieci, zamiast tego, zastał obcego mężczyznę, który zajął jego miejsce u boku żony. Rozwód wywołał wielki skandal, to był koniec jego kariery dyplomatycznej.


Mary Hrabina Elgin

      Elgin był bankrutem; demontaż i transport 200 ton marmurów z Aten do Londynu w czasie wojny zrujnowały go. Nie miał pieniędzy nawet na to, żeby je przetransportować z Londynu do Szkocji dlatego przechowywał je w  skandalicznych warunkach: w brudnej i wilgotnej szopie. W 1809 r. dotarł do Aten Lord Byron, poeta romantyzmu i wielki przyjaciel Greków. Kiedy zobaczył katastrofę, której sprawcą był Elgin, wpadł w szał. Teraz jego głównym celem było zniszczenie Elgina, za to co zrobił Grecji. Poemat Byrona „Wędrówki Childe’a Harolda” a w nim „Przekleństwo Minerwy” (Ateny) wkrótce był znany w całej Europie i zniesławił Elgina bezpowrotnie.


Lord Byron

      Marmury kosztowały go wolność, zdrowie, pieniądze i żonę, teraz stracił ostatnie co mu pozostało - dobre imię. Nigdy nie był w gorszej sytuacji, jego finanse były w opłakanym stanie, koszt sprowadzenia wszystkich marmurów do Anglii wyniósł 70 000 funtów, istniało niebezpieczeństwo że zostanie skazany i uwięziony za długi. I tak w 1816 r. zwrócił się do rządu aby odkupił od niego marmury, odkupiono je za połowę ceny której żądał, za 35 000 funtów, nie był tym zachwycony, ale nie miał innego wyjścia. Żeby uwolnić się od swoich wierzycieli ucieka do Paryża, miasta w którym był więziony. Już nigdy nie wróci do Szkocji. Umiera w Paryżu 14 XI 1841 r.
P.S. Lord Elgin miał pięcioro dzieci w tym syna Jamesa, późniejszego gubernatora generalnego Brytyjskiej Kanady i wicekróla Indii.  James, podobnie jak ojciec, okrył się niesławą jako europejski barbarzyńca i niszczyciel dzieł sztuki, gdy na jego rozkaz zniszczono Stary Pałac Letni pod Pekinem.
c.d.n.




sobota, 22 lutego 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?:    Jak zwykle korzeni wszystkiego co szalone i radosne możemy szukać w starożytnej Grecji i tak jest i tym razem, a jeśli mówimy o zabawie...

Karnawał - czy to kolejny wybryk Dionizosa ?

   Jak zwykle korzeni wszystkiego co szalone i radosne możemy szukać w starożytnej Grecji i tak jest i tym razem, a jeśli mówimy o zabawie i karnawale, to możemy być pewni, że maczał w tym palce Dionizos.


    W starożytnej Grecji od środka zimy do początków wiosny obchodzono uroczystości ku czci Dionizosa. Dionizos był przede wszystkim bogiem klas niższych, patronem winorośli i wina, symbolem radości życia i niepohamowanej wesołości. Oprócz najważniejszych uroczystości ku czci Dionizosa; Wielkich Dionizji, Małych Dionizji i Lenajów, w miesiącu Anthesterion (od 18 lutego - 17 marca w przybliżeniu ) obchodzono Festiwal Kwiatów (Anthesterion). Nazwa ta związana jest prawdopodobnie ze zwyczajem drugiego dnia, kiedy to „koronowano” trzyletnich chłopców wieńcami z kwiatów. Było to najstarsze święto dionizyjskie i trwało przez trzy dni. 


    Pierwszego dnia otwierano beczki z młodym winem i pod zamkniętą świątynią Dionizosa urządzano libację ku jego czci, w intencji dobrych plonów i udanego wina. Drugiego dnia świąt, organizowano pochód towarzyszący Dionizosowi; jego wyznawcy zakładali zwierzęce skóry, smarowali twarze osadem z mętów wina  i stroili głowy bluszczem – świętą rośliną Dionizosa, jednym słowem chcieli się upodobnić do Satyrów, którzy przypominali kozły. Tak poprzebierani wędrowali po ulicach miasteczek i wsi, rzucali przekleństwa na swoich współmieszkańców, tańczyli, pili wino, śpiewali dytyramby, ale też sprośne, grubiańskie piosenki.  Na rydwanie w kształcie statku siedział sam Dionizos. Nie mogło się obyć również tego dnia, bez degustacji młodego wina i rozmaitych zawodów i konkursów z nim związanych.


     Po pochodzie odbywał się symboliczny „święty ślub” boga z żoną Archonta, który był głową kapłaństwa i wszystkich dostojników religijnych w Atenach. Vassilinie- jego żonie, towarzyszyło dziesięć dziewic a rolę Dionizosa odgrywał sam Archont w masce na twarzy, koronie z gałązek i berłem w dłoni.


     Uroczystości trwały do późnej nocy, bawiono się przy dźwiękach muzyki, przy dzbanach wina, chwaląc Dionizosa i prosząc o bogate plony. Następny dzień – trzeci - był świętem zmarłych.
     Do dnia dzisiejszego w Grecji pozostało wiele karnawałowych zwyczajów, które korzeniami sięgają Anthesterionu -  święta ku czci Dionizosa, oto kilka z nich;
     Obrzędy „karnawałowego ślubu” bo tak go nazywają na Kerkirze (Korfu) do 1960 r. były organizowane w większości wiosek. Zwyczaj ten powoli zanika, ale na szczęście w niektórych wsiach zachował się do dziś. 



     Zaczyna się rankiem w ostatnią niedzielę karnawału kiedy mężczyźni zbierają się w domu pana młodego, a kobiety w domu panny młodej. Fakt, że panna młoda jest w rzeczywistości mężczyzną, nierzadko wąsatym wynika z tego, że w patriarchalnym społeczeństwie zakazywano kobietom brania udziału w tego typu inscenizacjach. W ceremonii małżeństwa bierze udział demon w przebraniu satyra, który próbuje zepsuć wesele. W czasie całej uroczystości mieszkańcy dokuczają sobie nawzajem  obrzucając się przekleństwami.


   Na wyspie Naksos, która uważana jest za miejsce narodzin Dionizosa, uroczystości zaczynają się już od pierwszej soboty karnawału - od uboju świń - i trwają do ostatniej niedzieli. Wtedy wychodzą na ulice „kudunati” czyli poprzebierani w płaszcze i kaptury obwieszeni dzwonami wieśniacy. Prowokują obscenicznymi gestami o wyraźnym zabarwieniu seksualnym – delikatnie mówiąc - robiąc przy tym niesamowity hałas. Towarzyszy im Starzec, Starucha i Niedźwiedź.


W rękach drewniane pałki symbolizujące fallusa

     Na Skyros w każdą sobotę i niedzielę karnawału na ulice wychodzą „Starcy” ze swoimi Korellami. „Starcy” ubrani są w grube czarne peleryny, na twarzach mają maski ze skóry młodego kozła i przepasani są sznurem z dwoma rzędami dzwonów -  takich jakie noszą na szyi zwierzęta – ich waga może dochodzić do 50 kg. 



     Poruszają się w taki sposób żeby wywołać jak największy hałas. Karella jest panią Starca, nosi tradycyjny na Skyros strój, zdominowany przez kolor biały, co jest w ostrym kontraście do ubioru Starca, jej twarz jest zakryta. Tańczy wokół niego otwierając mu drogę wśród tłumu. Za każdym razem kiedy ten zatrzymuje się aby złapać tchu i odpocząć, Corella śpiewa tradycyjne piosenki. 



    Ten ze Starców który jest najsilniejszy i najszybciej dotrze na wieżę zamku, który znajduje się na wyspie i uderzy w dzwony św. Georga jest zwycięzcą. Starcy w koźlich maskach utożsamiani są z zoomorficznymi postaciami z orszaku Dionizosa, a ich taniec z dzwonami ma zabarwienie seksualne i odnosi się do orgiastycznej atmosfery świąt Dionizosa.



   Kolej na tradycyjnego Beya. Zwyczaj Beya obchodzony jest w Didymoticho (miasto w zachodniej Tracji) zawiera elementy dionizyjskie i ma charakter satyryczny. Bey jest dojrzałym mężczyzną z wąsami, ubrany jest w futro, umalowany, obwieszony ozdobami, w wysokich butach z laską pistoletami i fajką wodną (to wpływy okupacji i kultury tureckiej) Towarzyszy mu orszak złożony z obstawy Beya, czyli policjantów, za nimi podążają dworzanie, rolnicy, rzemieślnicy. Po swoistej procesji odbywa się inscenizacja prac polowych; orka, żniwa, młócka etc. Następnie odbywają się wyścigi osłów i turniej zapasów. 



     Po tych wszystkich atrakcjach ludzie zbierają się w tawernach i razem z orszakiem Beya, piją i bawią się przy wtórze regionalnej muzyki.
c.d.n.