niedziela, 28 grudnia 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Mały penis i duży fallus w sztuce starożytnej Grec...

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Mały penis i duży fallus w sztuce starożytnej Grec...: Dlaczego mężczyźni przedstawieni na starożytnych posągach mają takie małe "przyrodzenie" ?     To pytanie zadają sobie c...

Mały penis i duży fallus w sztuce starożytnej Grecji.

Dlaczego mężczyźni przedstawieni na starożytnych posągach mają takie małe "przyrodzenie" ?


    To pytanie zadają sobie chyba wszyscy, którzy kiedykolwiek widzieli starożytne greckie rzeźby. Tak jak piękne, duże i silne, pokazane z wielką dokładnością i pieczołowitością wręcz imponujące jest ciało bogów, sportowców i artystów umieszczonych na piedestałach, tak po macoszemu potraktowane jest „przyrodzenie” tychże na wszystkich znanych nam posągach. Ale nie myślcie, że starożytni Grecy byli w jakiś sposób upośledzeni pod tym względem, wręcz przeciwnie. 


    Istnieje logiczne wytłumaczenie, które rzuci światło na ten jakże intrygujący szczegół. Starożytni Grecy uważali, że mały penis cechuje arystokrację i elity zarówno polityczne jak i intelektualne, mały penis był symbolem wyższości kulturowej, dlatego wymagano od artystów aby uwiecznili ich dla potomnych właśnie w takich proporcjach. "Mały rozmiar" miał uwypuklić inne elementy męskiej osobowości, zwłaszcza zwrócić uwagę na jego przymioty duchowe.
Nawet ojciec bogów Zeus przedstawiany jest z malutkim penisem, żeby podkreślić w ten sposób jego wyższość a także inteligencję, siłę, wiedzę i władzę.  

Zeus
   Z drugiej strony, duże a czasem gigantyczne penisy pojawiają się w sztuce starożytnej równie często, są figurki karłów z penisami wyrastającymi z głowy, ptaki – fallusy, przyrodzenia na mozaikach etc. Czy te wyobrażenia zaprzeczają wnioskom przedstawionym powyżej ? Bynajmniej. Wielkie fallusy w stanie erekcji pojawiają się kulturze starożytnych Greków w dwóch kontekstach.


    W pierwszym są symbolem pejoratywnym, sposobem na ośmieszenie danej postaci. To nie przypadek, że w starożytnym greckim teatrze postać Głupca prawie zawsze ubrana była w kostium z wielkim sztucznym fallusem, żeby podkreślić jego brak kultury i wiedzy. Wielkie przyrodzenie miało charakteryzować również obcokrajowców, barbarzyńców a także dzikie nie potrafiące się kontrolować postaci mitologiczne jak satyry, albo po prostu mężczyzn oddających się bez pamięci cielesnym przyjemnościom.


     Drugi to kontekst religijny, związany nieodłącznie z Dionizosem bogiem wina, radości, szaleństwa i płodności, ukochanym bogiem greckiego ludu.
Ku jego czci organizowano doroczne święta „Dionizje”, które połączone były z libacjami alkoholowymi i nieuchronnymi orgiami seksualnymi, piętnowanymi zresztą już wtedy przez elity intelektualne i przez pięknoduchów takich jak filozof Ksenofanes. W uroczystych procesjach niesiono wielkie fallusy na drewnianych żerdziach – zupełnie tak samo jak dzisiaj noszone są sztandary lub święte figury. 


   W pochodach tych uczestniczyli skąpo ubrani mężczyźni, śpiewający sprośne piosenki i wykonujący jednoznaczne ruchy ciałem - było to powiązane z rytuałem płodności. Wszystko to miało na celu doprowadzenie do religijno - mistycznej ekstazy (Grecy wierzyli, że w jej trakcie ich dusza uwalnia się z ciała i łączy się z naturą -tutaj z Dionizosem).



     Za czasów Aleksandra Wielkiego, w niektórych miastach greckich w obchodach uczestniczyli też obficie przez naturę wyposażeni młodzieńcy, którzy symbolizowali boga Priapa - syna Dionizosa. Stojąc nago na paradnie przystrojonych wozach, wożeni byli ulicami miasta. Aby pobudzić i utrzymać w stanie erekcji ich męskość, po obu stronach wozu szli chłopcy, których zadaniem było łaskotanie krocza wybrańców przy pomocy piór i witek. Widok ten, służył oczywiście stymulacji seksualnej widzów, co przekładało się potem na korzystny dla społeczności zwiększony przyrost naturalny.
c.d.n.

sobota, 6 grudnia 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: „Cała prawda” o Świętym Mikołaju

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: „Cała prawda” o Świętym Mikołaju:     Święty Mikołaj albo Άγιος Βασίλης, Santa Claus, Weihnachtsmann, Le Père Noël, Papá Noel, Mikulás (Uwaga ! krąży pod wieloma pseudonima...

„Cała prawda” o Świętym Mikołaju

    Święty Mikołaj albo Άγιος Βασίλης, Santa Claus, Weihnachtsmann, Le Père Noël, Papá Noel, Mikulás (Uwaga ! krąży pod wieloma pseudonimami)

     Jest świętym chrześcijańskim i brutalnym kapitalistą (jak wszyscy ojcowie Kościoła)
Urodził się w 330 r. w Cezarei w Azji Mniejszej, ale od kilku lat mieszka w Rovaniemi w Finlandii (miejsce urodzenia matki) Jego ojciec pochodził ze Smyrny i był właścicielem fabryki zabawek, podczas gdy jego matka śpiewała w chórkach zespołu Lordi. 


     Kapitalista Santa szastał pieniędzmi pochodzącymi z wyzysku pracowników. Nie miał rodzeństwa, więc po śmierci ojca odziedziczył jego biznes. Odziedziczył również stos przepisów kulinarnych, dzięki którym przybrał jakieś 150 kg na wadze i tym samym stał się puszystym i różowym symbolem nieokiełznanego konsumpcjonizmu - który wszyscy znamy i uwielbiamy.
Talent artystyczny, który uczyniły go znanym na całym świecie - dzięki występom w reklamach Coca Coli i w ckliwych, kiczowatych amerykańskich komediach - odziedziczył po matce. 


     Ze względu na kryzys, wysokie koszty ubezpieczenia i niskie emerytury klientów (ile lalek Barbie z włosami w kolorze obsikanego piasku może kupić dziadek za 120 € emerytury ?) zmuszony był do podjęcia dodatkowej pracy – czyszczenia kominów - żeby podłatać nadwyrężony budżet. 


     Problemy św. Mikołaja z prawem wielokrotnie bulwersowały opinię publiczną. Wszystkim znana jest jego długa batalia prawna z Komisją Obrony Praw Człowieka z powodu nieludzkich warunków pracy, które panowały w jego fabryce. Kontrola wykazała, że zatrudniał osoby o „szczególnych cechach” (krasnoludy, elfy) aby wykorzystać ich brak obowiązku ubezpieczeniowego i zmuszać do pracy ponad siły. W końcu jednak został uniewinniony bo pojawiły się wątpliwości, a te zawsze działają na korzyść oskarżonego.


     Równie głośna była jego kolejna walka tym razem z Towarzystwem Przyjaciół Zwierząt, które oskarżyło go o złe traktowanie dzikich zwierząt, zarzucano mu m.in. biczowanie reniferów i karmienie ich na siłę balonami napełnionymi helem, żeby mogły latać. Czekamy na decyzję sądu w tej sprawie.


     Wreszcie święty Mikołaj był wielokrotnie aresztowany w trakcie prób włamań do mieszkań i kradzieży ciasteczek i mleka, ale żadna ze spraw nie trafiła do sądu ponieważ właściciele wycofali zarzuty przez wzgląd na jego świętość. 


      Mikołaj ciągle szukał sposobu na wymiganie się z płacenia podatków, księgowy zasugerował mu żeby uczynił kilka darowizn co w świetle prawa  zwolni go od płacenia. Mikołaj  uznał to za świetny pomysł i zaczął robić duże datki parafii w Rovaniemi, wkrótce uznał że to nie fair, żeby bogaciło się tylko kilku księży i sam postanowił przyjąć święcenia kapłańskie. Wszak miał wszelkie predyspozycje (duży brzuch), w ten sposób został wikariuszem i mógł już zacząć przelewać darowizny na swoje konto. Kościół  w uznaniu jego wkładu dla chrześcijaństwa ogłosił go świętym.

c.d.n.

niedziela, 30 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co ćpali starożytni ?

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Co ćpali starożytni ?:    Narkotyki to nie wynalazek ostatnich wieków. Tysiące lat temu Europejczycy odurzali się makiem i konopiami. I nikomu nie przyszło do gł...

Co ćpali starożytni ?

   Narkotyki to nie wynalazek ostatnich wieków. Tysiące lat temu Europejczycy odurzali się makiem i konopiami. I nikomu nie przyszło do głowy, aby traktować to jako coś złego.
Ludzkość od początku swojego istnienia borykała się z trudami życia codziennego. Z biegiem czasu zaczęli odkrywać, że niektóre rośliny rosnące w ich otoczeniu posiadają pewne specyficzne właściwości. Metodą prób i błędów stwierdzili, że spożywanie tych roślin lub preparatów z nich otrzymanych pozwalało na osiągnięcie takich stanów psychiki, które w wprowadzały ich w stan szczęśliwości a próbując wytłumaczyć sobie działanie tych roślin na swój organizm, sądził iż ma do czynienia ze światem pozazmysłowym wręcz mistycznym.


    Korzystanie z tych środków pozwalało im również - w ich mniemaniu - na kontakt z bogami. Stąd też w późniejszych okresach naszych dziejów ludzie wykorzystywali właściwości tych roślin do różnego rodzaju inicjacji plemiennych lub kultów religijnych.
Nasi przodkowie uważali odurzanie się za coś zupełnie naturalnego. Mimo że wykorzystywali do tego całe bogactwo na­tury, co ciekawe, funkcjonował jeden podstawowy „zestaw" używek spożywanych na terenie całego kontynentu. Jednym z najważniejszych jego elementów był mak (na Krecie prawdopodobnie wdy­chano jego dym), a także wytwarzane z niego opium, czyli sok wyciśnięty z niedojrzałych makówek.


    Jak dowodzą dotychczasowe badania, roślina ta została udomowiona w VI tysiąc­leciu p.n.e. w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego, skąd umiejętność jej uprawy bardzo szybko rozprzestrzeniła się na teren całego kontynentu. Około 7 tysięcy lat temu mak był już uprawiany w najdalszych zakąt­kach Europy.
Jednym z najbardziej znanych posążków znalezionych na Krecie jest bogini węży z Knossos. Kobieca postać ubrana we wspaniałą szatę trzyma w obydwu dłoniach wijące się gady.


    Jednak dla europejskiej histo­rii znacznie ważniejsza jest figurka innej kreteńskiej bogini, odkryta w sekretnej komorze w Gazi koło Knossos. Starożytne bóstwo wy­raźnie znajduje się w transie, ma uniesione ręce, przymknięte oczy. Odkrywca posążka grecki archeolog Spyridon Marinatos nazwał kobietę „boginią ekstazy”. Religijne uniesie­nie ma narkotyczne podłoże, czego dowodem są wetknięte w jej włosy ozdoby w kształcie makówek. Dlatego też czasami nazywa się ją boginią maku. 


     Produkowane z tej rośliny opium było jednym z najpowszechniej uży­wanych narkotyków prehistorycznej Europy.Określenie „makowe pola” było synonimem imienia Demeter. Ta ostatnia znana była zarówno jako bogini zbiorów, jak i „opiumowa pani” Na jednym z zachowanych złotych pierścieni z Myken znajduje się scena, w której Demeter podaje swej córce Persefonie trzy łodygi zakończone główkami maku. Z kolei na wazie z 450 r. p.n.e. przedstawiony jest Dionizos w koronie z makówek opiumowych, który z wyraźną przyjemnością obserwuje ekstatyczny taniec dwóch kobiet. Opium w starożytnej Grecji miało wielkie znaczenie przede wszystkim jako środek kojący ból. Z tego względu główki maku odnaleźć można często na scenach związanych z porodem.


     Oczywiście makowy sok był masowo wytwarzany i spożywany nie tylko w zachod­niej części basenu Morza Śródziemnego. Mówią o tym cypryjskie znaleziska związane z produkcją i przechowywaniem opium - charakterystyczne flakony o zaokrąglonym dole, wysmukłych szyjkach oraz delikatnych uchwytach. By obrazowo przekazać informację o ich zawartości, ma­lowano na nich pionowe linie, co mogło symbolizować nacięcia na makówkach tak potrzebne do zebrania soku. Ogromne ilości tych naczyń z II tysiąclecia p.n.e. archeolodzy znajdują nie tylko na Cyprze, ale i w Egipcie oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Oznacza to, że w owym czasie Wyspa Afrodyty sły­nęła nie tylko z kopalni miedzi, lecz także wytwórni opium. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w epoce brązu Cypryjczy­cy byli narkotykowymi dilerami wschodniej części basenu Morza Śródziemnego.


     W starożytnym świecie na szeroką skalę rozpowszechniony był handel opium, konopiami indyjskimi i innymi roślinami, z których sporządzano przeróżne halucynogenne substancje. Jednym z największych ówczesnych ośrodków handlowych było fenickie miasto Ugarit. Już półtora tysiąca lat przed Kleopatrą w mieście tym wymieniano wino, opium, konopie, oliwę i inne towary pochodzące z Syrii, Anatolii, Krety i Cypru na przeróżne dobra – złoto, drogie kamienie lub kosmetyki – pochodzące z Egiptu, Babilonii czy Somalii. Konopiami na wielką skalę handlowały Mykeny, a opium było świętym symbolem w świątyni w Eleusis, niedaleko Aten.


    W starożytnym Rzymie, według spisu z 313 r. n.e., były 793 sklepy handlujące opium. Rzym nieźle zarabiał na nałogu swoich obywateli. Podatki płacone przez sklepy były bardzo istotną pozycją w dochodach miasta. W opium zaopatrywał się Horacy, nie gardził nim Petroniusz, do opiumowego sklepu zaglądał też często filozof Plotyn. Hadrian po śmierci swego ukochanego Antinousa upijał się wywarem z maku.

Hadrian i Antinous
    Wielu badaczy jest zdania, że większość cesarzy rzymskich przyjmowała najprzeróżniejsze mikstury, których głównym składnikiem był sok z makówek. Przyrządzaniem i podawaniem tych substancji zajmowali się cesarscy medycy. Galen, Andromachus i Damokrates – przyboczni medycy Nerona – sporządzali mu środki, dzięki którym cesarz łatwo zasypiał i miał piękne, kolorowe sny. Kto wie jednak, czy nie przez te mikstury właśnie – a zwłaszcza wskutek zażywania ich w coraz większych, śmiertelnych dla nieprzyzwyczajonego człowieka ilościach – Neron przeobraził się z poczciwego władcy w żądnego krwi potwora?

Neron
    Choć trudno w to uwierzyć – jednym z największych narkomanów starożytności był otoczony czcią przez potomnych cesarz Marek Aureliusz. Używał on tyle opium, że nieraz zdarzało mu się zdrzemnąć w trakcie uroczystości państwowych i ceremonii dworskich. Nie wiadomo, czy jego absolutna obojętność i brak gwałtownych reakcji nawet w gardłowych sprawach wynikały wyłącznie z wyznawanej przez niego filozofii stoickiej, czy też były również skutkiem „otępienia nałogowego palacza opium”  W relacjach dworskich medyków zachowały się wzmianki o tym, że Aureliusz nie był w stanie zasnąć bez środka zawierającego opium.

Marek Aureliusz
     Historia używania narkotyków w starożytności wciąż stanowi tabu i nawet w wielkich szczegółowych opracowaniach nie ma ani słowa o narkotykach albo są tylko wymijające wzmianki. Taka cenzura w podręcznikach do historii starożytnej w ogromnym stopniu po prostu wypacza obraz starożytnej codzienności.
c.d.n.


środa, 26 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Doping na starożytnych olimpiadach.

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Doping na starożytnych olimpiadach.:    Mówiąc o starożytnych Olimpiadach mamy na myśli piękną ideę współzawodnictwa, szlachetną rywalizację, zasady fair play etc. to wszystko...

Doping na starożytnych olimpiadach.

   Mówiąc o starożytnych Olimpiadach mamy na myśli piękną ideę współzawodnictwa, szlachetną rywalizację, zasady fair play etc. to wszystko prawda, ale ludzie od zarania dziejów są tylko ludźmi, a chęć zwycięstwa za wszelką cenę, zarówno dawniej jak i dziś popycha niektórych sportowców do zachowań niezgodnych z etyką sportową. Mam tu na myśli doping, który wcale nie jest wynalazkiem naszych czasów, a dokładniej....


     Doping pojawił się na greckich stadionach olimpijskich dopiero po bratobójczej wojnie peloponeskiej (431-404 p.n.e.), wcześniej – od niepamiętnych czasów, nikomu by nawet przez myśl nie przeszło, żeby oszukać sędziów. Jednak po prawie trzydziestoletniej wojnie domowej, nie zabrakło osób poszukujących prestiżu, uznania i sławy dzięki zwycięstwu na igrzyskach – najlepiej Olimpijskich. 


     To w tym właśnie czasie pojawiają się zawodowi sportowcy. Najbardziej znany lekarz starożytności, ojciec współczesnej medycyny Hipokrates, widząc co się zaczęło dziać w sporcie,  zakwestionował uznawaną do tej pory za prawdę sentencję „W zdrowym ciele zdrowy duch” i zaczął nauczać, że to nie sport jest gwarantem zdrowia, ale odpowiednia dieta, sen i umiar w seksie.

Hipokrates

     Pół wieku później Arystoteles opisał widoczne rezultaty mięsnej diety (zastąpiono nią dietę śródziemnomorską),  której poddawani byli sportowcy: „zdeformowane twarze, które przypominają zwierzęta” i uważał że długie codzienne ćwiczenia nie pomagają w zachowaniu zdrowia i harmonijnego piękna (co było celem pierwszych olimpijczyków) a wręcz przeciwnie często szpecą twarz i ciało sportowców.

Arystoteles

    W Olimpii kontrole były bardzo ostre i szczegółowe, ale pojawiają się pierwsze „suplementy diety”, zaczęło się niewinnie od koktajlu z miodu i fig, sportowcy poszli jednak dalej, uznaniem cieszyło się mięso z byka - od zarania dziejów był w Grecji symbolem siły - bulion z jego krwi, a co odważniejsi pili mocz, tych zwierząt, wierząc że ten zawiera substancje, które dodadzą im krzepy. Idealnym pokarmem dla sportowca przed walką było mięso z koguta, który przeżył walkę kogutów, bo miało ono podnieść poziom testosteronu. Znany jest przypadek zapaśnika, który przekonany że cała siła byka skupia się w jego organach płciowych (które notabene są bogate w testosteron) wykastrował wszystkie byki w okolicy i skonsumował ich jądra wierząc, że dzięki temu pokona wszystkich przeciwników.



   Podczas Igrzysk Olimpijskich w III w. p.n.e.  zawodnicy starali się zwiększyć „wydajność” za pomocą grzybów, lekarze pomagali w przygotowywaniu odpowiednich mikstur a kucharze piekli chleb o właściwościach przeciwbólowych.
Wkrótce pojawia się jednak doping w pełnym tego słowa  znaczeniu, a mianowicie mieszanka wina i strychniny (trucizna, ale w małych ilościach działa jako stymulator). Oczywiście atleta przyłapany na stosowaniu strychniny był dyskwalifikowany. W I w. p.n.e. greccy biegacze pili tajemniczy napój ziołowy aby zwiększyć swoją wytrzymałość na długich dystansach.


     Za czasów rzymskich mieliśmy do czynienia, łagodnie mówiąc, ze złagodzeniem barier moralnych i wtedy doping był prawie legalny. Koniom wyścigowym podawano rodzaj miodu pitnego (napój alkoholowy, produkowany w procesie fermentacji alkoholowej wodnego roztworu miodu), o tym jak był skuteczny może świadczyć fakt, że podawano go także żołnierzom przed walką. 


     Greccy sportowcy w tym okresie, w celu zwiększenia masy mięśniowej pili wyciąg z rośliny „ypuris” - rodzaj paproci, było to ważne szczególnie dla zapaśników, którzy żeby zwyciężyć musieli rzucić przeciwnika trzy razy na ziemię i masa ich ciała miała tu podstawowe znaczenie.

Trudno dziś znaleźć więcej informacji na temat dlatego, że cała „wiedza o dopingu” została skrzętnie ukryta przez ówczesnych kapłanów.
c.d.n.

niedziela, 16 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Olimpijczycy - czcili bogów udoskonalając własne c...

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Olimpijczycy - czcili bogów udoskonalając własne c...:     Igrzyska w starożytności były ściśle związane z religią, składano wtedy ofiary bogom i czczono zmarłych. Obchody religijne stanowiły i...

Olimpijczycy - czcili bogów udoskonalając własne ciało

    Igrzyska w starożytności były ściśle związane z religią, składano wtedy ofiary bogom i czczono zmarłych. Obchody religijne stanowiły ich najważniejszą część. Olimpia była najważniejszym sanktuarium Zeusa w Grecji i zawody odbywały się ku jego czci. Igrzyska były też sposobem na harmonijny rozwój ducha i ciała. Zawodnicy często nazywani byli wojownikami, każdy wojownik miał swojego przeciwnika, rywala, każdy z nich walczył o zwycięstwo polegając na własnej sile i przychylności bogów.  W okresie klasycznym, w Igrzyskach Olimpijskich mogli brać udział wszyscy Grecy z różnych polis Grecji kontynentalnej i kolonii rozciągających się od Gibraltaru i Wielkiej Grecji (południowe Włochy i Sycylia) do Morza Czarnego. Udział niewolników i „barbarzyńców” był zakazany, jak również tych, którzy popełnili jakieś zbrodnie, albo okradli świątynię. W okresie hellenistycznym Igrzyska były już międzynarodowe, Grecy biorący w nich udział to najczęściej zawodowi sportowcy, którzy przybywali do Olimpii z różnych stron ówczesnego świata, od Antiochii na Wschodzie do Aleksandrii na południu. Przenosili się z miasta do miasta by wygrywać duże nagrody – nie tylko pieniężne. Później w okresie rzymskim, kiedy to nawet cesarze rywalizowali w Olimpii, upadły idee i duch sportowy i nawet  niewolnicy mogli uczestniczyć w igrzyskach, które odbywały się w innych miastach.


     Pierwsze Igrzyska w Olimpii miały miejsce w 776 roku p. n. e. Trwały wtedy zaledwie jeden dzień i składały się z jednej tylko konkurencji –  biegu krótkiego, na dystansie jednego stadionu. Początkowo długość tego biegu nie była wyraźnie określona, dopiero od 6 igrzysk dystans ustalono na 600 stóp, czyli 192,5 m. Na czternastych igrzyskach wprowadzono bieg średni – dwa stadiony - 385 m, a na piętnastych z kolei igrzyskach – bieg długi, na długości 24 stadionów. Spartanin Ladas w czasie 85 igrzysk zwyciężył w długim biegu, jednak po pokonaniu mety padł na ziemię i skonał.
Już dwa i pół tysiąca lat temu na stadionach greckich istniał rodzaj bloków startowych. Te bloki odkryte w Olimpii znajdowały się na linii startu starożytnych biegów. Znajdują się w nich precyzyjnie rozmieszczone otwory, wzdłuż bloków biegną rowki. Atleci umieszczali w nich stopy   i ustawiali się w pozycji startowej - była ona dość dziwna i niezbyt naturalna. 


     Grecy włożyli dużo inwencji w zapobieganie falstartów, mimo że zawodnicy składali bogom przysięgę, że nie będą oszukiwać. Na linii startu przywiązywano sznur  o który potykali się ci którzy nie przestrzegali zasad. W greckim sporcie obowiązywały nieliczne przepisy, ale tych którzy je naruszyli spotykała natychmiastowa kara. Każdy którego przyłapano na falstarcie był nie tylko dyskwalifikowany, ale także bity i publicznie upokarzany.
Igrzyska szybko zyskiwały sobie popularność wśród Greków, dla których tężyzna fizyczna i możliwość zmierzenia się z pobratymcami oraz porównania wyników były niezwykle kuszące, i tak na 18 igrzyskach do zestawu konkurencji dołączono pentathlon – pięciobój.


     W jego skład wchodziły: rzut oszczepem (wykonanym z drewna świerkowego bądź jesionu o długości w granicach ludzkiego wzrostu), rzut dyskiem, skok w dal, bieg na dystansie jednego stadionu i zapasy. Zwycięstwo w zapasach dawało trzykrotne powalenie przeciwnika na ziemię, dozwolone było podstawianie nogi, wyłamywanie palców a nawet szarpanie za nos czy wargi.


    Pięciobój był prawdziwym pokazem wszechstronności sportowca. Charakter tego sportu dobrze oddaje ducha greckiej filozofii i wychowania, które stawiały przede wszystkim na wszechstronność. Pięcioboiści musieli być szybcy, zręczni, zwinni, a jednoczenie silni i wytrzymali. Arystoteles w IV w. p.n.e. zachwycał się pięcioboistami podkreślając, że: “piękno młodego człowieka to mieć ciało zdatne do trudów i to zarówno do biegu, jaki i do zmagań, co znaczy, że miło na nie spojrzeć. Dlatego też pięcioboiści są najpiękniejsi, bo z natury są sprawni do prób siły, i do prób szybkości.”


     Zestaw tych cech odpowiada też ideałowi obywatela-żołnierza, który będzie w mógł stanąć w obronie ojczyzny. Stąd mogła pochodzić koncepcja pięcioboju, połączenia dyscyplin uprawianych przez młodzieńców przygotowujących się do służby wojskowej i porównujących swoje osiągnięcia w każdej z nich. Trzeba bowiem zaznaczyć, że dla Greków sport miał przede wszystkim walor praktyczny – służył podtrzymaniu tężyzny fizycznej i harmonijnemu rozwojowi jednostki.
W czasie Igrzysk 23 Olimpiady pojawiła się walka na pięści, która z czasem stała się najbardziej krwawym widowiskiem zawodów. Walki nie były podzielone na rundy oraz nie były ograniczone czasowo, nie było podziału na kategorie wagowe; bardzo duży bokser mógł walczyć z dużo mniejszym wagowo przeciwnikiem. Rękawice składały się z pasków niewyprawionej skóry owiniętej wokół stawów i nadgarstków, ich przeznaczeniem nie było chronienie przeciwnika, raczej wyrządzenie mu krzywdy



     Z czasem dodawano inne elementy np. przyczepiano metalowe kulki oraz wszywano w świńską skórę metalowe blaszki, a to wszystko za sprawą i za czasów Rzymian - w ten sposób urozmaicali sobie Ιgrzyska Οlimpijskie. Walka kończyła się z reguły bardzo drastycznymi obrażeniami, a często śmiercią boksera. Na 25 Igrzyskach wprowadzono wyścigi rydwanów. Nie mamy zbyt wielu pozostałości po tych wyścigach, tylko fragmenty tekstów i malowidła ceramiczne dają nam pojęcie o tym spektakularnym widowisku.  Na arenie stały dwa słupy, nie było centralnej bariery chroniącej przed zderzeniem czołowym, widzów też nic nie chroniło. W przeciwieństwie do skromnych rzymskich rydwanów dwukonnych, grecki rydwan stanowił niemal nieposkromiony żywioł końskich mięśni. Wyścigi rydwanów były szybkie, gwałtowne i bardzo kosztowne. Uczestniczyła w nich elita greckiego świata. Połączenie bogactwa, prestiżu i władzy politycznej uderzało do głowy. Wyścigi były bardzo brutalnym sportem, istniało duże prawdopodobieństwo że z wyścigu nie ocaleją ani konie, ani rydwan, ani nawet woźnica.   


     Oprócz brutalności, wyścigi rydwanów wymagały taktyki. Szanse przeżycia miał ten kto szybko wysforował się do przodu. Od startu do pierwszego słupa było ok. 400 m, to najbardziej niebezpieczny etap wyścigu. Ze starożytnych dokumentów wynika, że atrakcyjność wyścigów wynikała z ich destrukcyjnego i śmiercionośnego charakteru. Trudno przecenić niebezpieczeństwa które groziły uczestnikom wyścigu, nie dało się uniknąć rzezi. W jednym przypadku wyścig rozpoczęło 41 rydwanów a zakończył jeden. Można sobie wyobrazić, że na ostatniej prostej najbardziej ambitni zawodnicy robili wszystko co było w ich mocy aby zwyciężyć. Finisz mógł być równie niebezpieczny jak cały wyścig. 


     Do programu 33 Olimpiady dołączono pankration. To niezwykle brutalne połączenie zapasów i boksu – boks był dziecinną igraszką w porównaniu z pankratinem, wymagał od zawodników ogromnej siły i wytrzymałości.  


    Nazwa pankration oznacza po grecku „wszystkimi siłami”, “ze wszystkich sił” i rzeczywiście w taki sposób walczono. Podczas gdy w boksie obowiązywał zakaz zadawania ciosów poniżej linii ramion, w pankrationie praktycznie wszystkie chwyty były dozwolone. Zakazano tylko kąsania, wyłupiania oczu i atakowania genitaliów przeciwnika. Najskuteczniejszymi metodami zmuszenia oponenta do poddania, które kończyło walkę, było duszenie oraz wykręcanie kończyn. Walki najczęściej kończyły się poddaniem jednego z uczestników, ale zdarzały się przypadki, w których atleta przypłacał nieustępliwość życiem. Od 65 Igrzysk w 520 r. p.n.e. rozgrywano hoplites, czyli bieg w uzbrojeniu. 


     Początkowo biegano z pełnym ekwipunkiem wojskowym, w hełmie, z włócznią, tarczą i w nagolennikach. Później stopniowo ograniczano uzbrojenie, rezygnując kolejno z nagolenników, włóczni, hełmu, by wreszcie bieg odbywał się z samą tylko tarczą. Pokonywano odległość równą dwóm stadionom. Najczęściej to właśnie hoplites był ostatnią dyscypliną Igrzysk.


     Tradycja organizowania Igrzysk Olimpijskich przetrwała 12 wieków. W 393 r. n.e. walcząc z pogańskimi wierzeniami cesarz Teodozjusz Wielki zakazał przeprowadzania zawodów i nakazał zamknięcie sanktuarium Zeusa. Idea olimpijska nie poszła jednak całkowicie w zapomnienie i w końcu XIX w. powróciła w nowym wydaniu. Dzięki temu oglądając dziś Igrzyska Olimpijskie możemy przeżywać emocje i wzruszenia podobne do tych, którym ulegali starożytni.
c.d.n.

niedziela, 9 listopada 2014

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Starożytny świat Olimpijczyków.

Pilot Rezydent Grecja - Barbara Rizou: Starożytny świat Olimpijczyków.:     Witam Państwa serdecznie po dłuższej przerwie, spowodowanej nie moim lenistwem, ale charakterem mojej pracy – pilota, przewodnika. Wkr...

Starożytny świat Olimpijczyków.

    Witam Państwa serdecznie po dłuższej przerwie, spowodowanej nie moim lenistwem, ale charakterem mojej pracy – pilota, przewodnika. Wkrótce opowiem Państwu o pięknych Wyspach Jońskich – bo tam właśnie spędziłam intensywnie, ostatnie miesiące - o ich burzliwej historii, ale teraz wróćmy na chwilę do starożytności, do czasów wielkich idei – a jedną z nich były Igrzyska Olimpijskie.
   Setki lat przed naszą erą, tysiące ludzi przybywały podziwiać sławnych sportowców, w epoce w której sport był przedmiotem obsesji. Człowiek odnoszący sukcesy sportowe, stawał się wg współczesnej terminologii gwiazdą. Nigdy przedtem i potem, żaden naród nie przykładał tak wielkiej wagi do kultury fizycznej i w żadnym narodzie sport nie budził tak wielkich emocji.
Starożytne kroniki opowiadają o takich mistrzach jak Leonidas z Rodos, który na czterech kolejnych olimpiadach zwyciężył we wszystkich biegach. O budzących postrach pięściarzach jak Sostratos z Sykionu, który miał zwyczaj łamać palce przeciwnikom i wielu spośród nich złamał karierę.


   O legendarnych zawodnikach jak Rakus z Karystos,  synu rolnika, który zajmował się naprawianiem pługów zanim został niepokonanym bokserem, czy zapaśniku Milonie z Krotonu, żyjącym w VI w. p.n.e., sześciokrotnym zwycięzcy z samej tylko Olimpii (w tym raz w grupie chłopców). Był to najsłynniejszy z greckich zapaśników. Jedno z tych zwycięstw odniósł bez pyłu, czyli bez walki – nikt po prostu nie odważył się stanąć z nim do zawodów. Gdy miał odebrać nagrodę za to łatwe zwycięstwo, potknął się i upadł. Tłum na stadionie zaczął domagać się, by sędziowie uznali go za pokonanego, na co Milon miał odpowiedzieć: To dopiero pierwszy upadek, niech no który wyjdzie i obali mnie jeszcze dwa razy. Rozsądek wśród publiczności zwyciężył żądzę sławy i Milon, nie niepokojony, odebrał wieniec. O jego sile i doskonałej technice opowiadano niezwykłe historie. 


     Ponoć potrafił trzymać w dłoni jabłko granatu w taki sposób, że nikt nie potrafił rozgiąć mu napiętych palców, by odebrać owoc, który mimo to pozostawał nieuszkodzony. Popisywał się też inną sztuczką – stawał na kamiennym dysku wysmarowanym tłuszczem i zachęcał śmiałków, by spróbowali go z niego zepchnąć na ziemię.  Zasłynął nie tylko dzięki zwycięstwom, lecz także z powodu bezsensownej i makabrycznej śmierci – W czasie przechadzki po lesie znalazł pień drzewa przygotowanego do wycinki, w które drwal wbił drewniane kliny. Zapaśnik, chcąc rozłupać pień gołymi rękami, wsunął dłonie w szczelinę, kliny wypadły i Milon, nie mając dość siły, by dokonać tego, co zamierzył, znalazł się w potrzasku. Uwięzionego siłacza rozszarpało stado wilków.  


    Imiona legendarnych sportowców brzmią jak echo z bajecznej epoki, epickich bohaterów. Ale dziś ich niezwykły świat, jest dla nas tajemnicą. Oprócz imion starożytnych mistrzów, zostały po nim nieliczne ślady.
 Ok. 500 r.  p.n.e. nastąpiła rewolucja w sporcie. Pojawienie się profesjonalnych sportowców otoczonych opieką specjalistów. Żeby zostać sportowcem trzeba mieć środki na trening, to kosztowne przedsięwzięcie. Potrzebny jest trener, specjalna dieta. Sportowiec musi ćwiczyć, więc nie może pracować w polu ani zajmować się pasterstwem. Musi się poświęcić niemal wyłącznie treningowi.


     Najlepsi sportowcy basenu Morza Śródziemnego, przemierzali setki kilometrów. Gromadzili się w jednym z wielkich ośrodków greckiego sportu – w Atenach. Ojczyźnie najznakomitszych mistrzostw starożytnego świata. Igrzyska panatenajskie ( święto upamiętniające narodziny bogini Ateny)  przyciągały wytrawnych zawodowców, zawodników podróżujących z miasta do miasta, ich życie było ciągłym pasmem imprez sportowych. W Atenach mistrzów otaczano czcią, dla tych, którzy rzucali im wyzwanie, był to etap pośredni w drodze na Olimpiadę, mogli tu zaznaczyć swoją obecność, dać się zauważyć, ewentualnie zdobyć bogactwo. Fascynującym aspektem igrzysk w Atenach, były bardzo cenne nagrody.


      Atleci otrzymywali panatenajskie amfory, wykonane na specjalne zamówienie i pięknie malowane, napełniano je oliwą. Zwycięzcy zdobywali po 40, 50 albo 60 amfor, każda z nich miała ok. 45 litrów pojemności. Zwycięzca sprintu mógł zdobyć ok. 100 amfor, zawierających tysiące litrów oliwy. Ale amfory nie były tylko symbolami bogactwa i zwycięskimi trofeami, liczni archeologowie sądzą, że liczne delikatne malowidła na amforach przedstawiają dyscypliny sportu, za które przyznawano je w nagrodę.


     Ale ze wszystkich igrzysk sportowych greckiego świata, najważniejsze odbywały się w Olimpii. Przez ponad 1000 lat, co cztery lata, dziesiątki tysięcy Greków gromadziły się na igrzyskach olimpijskich. Nawet mistrzowie z poprzednich olimpiad musieli walczyć o miejsce na widowni z dyplomatami, filozofami i tysiącami widzów przybyłych do Olimpii. Dla atletów był to czas na koncentrację i przygotowanie do zawodów. Wielu młodych zwracało się o pomoc do bogów. Miejscowi kapłani pełniący rolę sędziów, zajmowali miejsca na specjalnej trybunie, słońce paliło tłumy czekające na rozpoczęcie widowiska. Widzów były dziesiątki tysięcy, więc sędziowie musieli mieć wydzielone miejsce bo odgrywali ważną rolę. Dwaj spośród nich kierowali poszczególnymi konkurencjami. 


     Pierwsze udokumentowane igrzyska odbyły się w roku 776 p.n.e. Na czas igrzysk olimpijskich zaprzestawano wojen. Podczas trwania konfliktów ogłaszano "pokój boży" i wojny wstrzymywane były na 2 miesiące. Przez pięć dni trwały igrzyska, reszta była przeznaczona na wyruszenie i powrót z igrzysk przez widzów i zawodników. Pierwszym etapem uroczystości, jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk, było złożenie przysięgi przed posągiem Zeusa. Mięso dzika cięto na kawałki, rozsypywano albo rozkładano przed posągiem i każdy z uczestników, wraz z ojcem i swymi braćmi składał przysięgę, że nie dopuści się żadnego oszustwa na zawodach, co potwierdzali drugą przysięgą, w której mówili, że ściśle przykładali się do ćwiczeń przez poprzednie 10 miesięcy. Oficjalnie otrzymywało się nagrodę -- wieniec z gałązek poświęconej bogom dzikiej oliwki, ścinanych złotym sierpem, lecz nagradzany był tylko zwycięzca. 


    Zawodnik, który wygrał igrzyska, stawał się sławny i otrzymywał tytuł Olimpionika. W jego rodzinnym mieście stawiano pomniki na jego cześć i pisano wiersze. W murze miasta wygranego zawodnika robiono dziurę, przez którą wchodził zwycięzca witany przez mieszkańców. Oznaczało to, że miasto nikogo już się nie obawia, ponieważ ma takiego obrońcę. Zwycięzca otrzymywał również nagrody materialne, ale nie dawane oficjalnie. Z czasem, oprócz wieńca z gałązek oliwnych, otrzymywano pieniądze i przedmioty wartościowe. Sławę zdobywało całe miasto, a nie tylko wygrany. W Olimpii przygotowania były nadzorowane przez sędziów, słynących z surowości i profesjonalizmu. Do przygotowania i przeszkolenia sędziów przykładano wielką wagę. Obowiązywał dziesięciomiesięczny wyczerpujący trening. Arbitrzy musieli być czujni i znać reguły sportu, bo zawodnicy czasem próbowali oszukiwać. W takich przypadkach sędzia miał prawo wymierzyć im chłostę rózgą. Oprócz tego zawodnik, który dopuścił się oszustwa, zmuszony był postawić pomnik Zeusowi, na którym wyryto jego imię i nazwisko oraz występek, którego się dopuścił. Najpopularniejszym z oszustów jest Ateńczyk Kalliopos, który przekupił swoich niedoszłych przeciwników. Cała sprawa wyszła na jaw. Ateńczyk i inni musieli postawić pomniki dla Zeusa.
c.d.n.